Rozdział 12

12 2 0
                                        

Mei weszła do swojego pokoju by odłożyć świeżo wyprane ubrania do szafy. Przekroczywszy próg pokoju do jej oczu napłynęły łzy, a ubrania z głuchym uderzeniem spadły na podłogę. Jęknęła płaczliwie tupiąc w miejscu. Po chwili jednak ruszyła biegiem do chłopaka, który wyciągał ku niej ręce. Wtuliła się w jego ciało nie zważając nawet na jęk bólu, który chciał ukryć. Nie liczyło się, że czuje ból, reakcja tej uroczej osóbki totalnie go rozczuliła.

Shownu zaniepokojony głośnym płaczem dziewczyny ruszył szybkim krokiem w jej stronę. Pchną drzwi tak mocno, że uderzyły w ścianę. Szok jak i ulga wpłynęły na jego twarz w jednym momencie. Złapał się teatralnie za serce i podszedł by przytulić przyjaciela, który postanowił wrócić do żywych.

-Właściwie to spałbym dłużej, ale ktoś mi coś obiecał, prawda? – zapytał Jooheon spoglądając z lekkim uśmiechem na dziewczynę. Przez chwilę próbowała analizować o co rozchodzi się chłopakowi. Po dłuższej chwili jęknęła głośno wydając przy tym bliżej nieokreślony odgłos.

-Ty, ty wszystko słyszałeś? Słyszałeś co do ciebie mówiłam? – zapytała będąc w szoku.

-Yhym to o grubej dupie też. Osobiście uważam, że moje pośladki są naprawdę niezwykle jędrne. – lekki uśmiech wypełnił twarz młodszego z chłopaków. Spojrzał na przyjaciela zaciskając usta w wąską linie –Wszystko słyszałem. -Shownu zaczął panicznie kaszleć, to nic takiego. On zakrztusił się tylko śliną w wyniku szoku.

-Słyszałeś WSZYSTKO? – zapytał patrząc na dziewczynę, która z niewinnym uśmiechem poklepywała go po plecach. Jooheon uśmiechnął się złośliwie.

-Twój jęk słyszał by nawet umarły. Nawet nie pytam gdzie się posuwaliście. Żałuję, że to słyszałem. – powiedział teatralnym głosem, a starszy potarł się nerwowo po karku z zażenowania. Nie był przyzwyczajony do tego typu sytuacji.

-Żałować to ty żałuj, że nie widziałeś. – powiedziała z szerokim uśmiechem Mei, tym razem wprawiając w zakłopotanie ich oboje.

-Yah! – krzyknęli w tym samym czasie powodując śmiech dziewczyny, która wyszła w pośpiechu z pokoju.

***

Shownu poderwał się szybko z krzesła biegnąc w stronę kuchni, w której siedziała Mei razem z Lee. Młodszy chłopak wciąż był osłabiony przez co dziewczyna zgodziła się go nakarmić. Skoro karmieniem nazywała mazanie twarzy chłopaka jedzeniem. Sohn wbiegł do pomieszczenia robiąc przy tym sporo huku czym zwrócił uwagę swoich towarzyszy.

-Wiem gdzie jest ten chory pojeb! Namierzyłem Park jebanego YongJae!

***

-Jesteś pewien, że to tutaj? – zapytała zaniepokojona dziewczyna. Mimo ogromnej chęci uratowania przyjaciela nie chciała tutaj być. Tak cholernie nie chciała przebywać w jednym miejscu z Park YongJae. Rozdzierało ją od środka jednak wiedziała co musi zrobić. Zrobi to co najlepsze, z resztą obiecała, że uratuje Kyun'a za wszelką cenę. Westchnęła cicho wychodząc z samochodu. Poczekała, aż reszta wysiądzie z samochodu. Wyciągnęła telefon z kieszeni gdy poczuła lekką wibrację. Odblokowała urządzenie wchodząc w ikonkę z SMS-ami. Przyprowadź ich do głównego holu, na pewno trafisz. – od nieznanego numeru. Mei miała ochotę zatrzymać chłopaków, ale wiedziała że po prostu nie może. Bezpieczeństwo ChangKyun'a było dla niej najważniejsze.

-Chodźmy nie mamy czasu do stracenia. – kiwnęła lekko głową na słowa Lee, chowając broń za pasek spodni. Cała trójka ruszyła w kierunku starego magazynu. Rozglądali się uważnie na boki. Tylko Mei była spokojna. Stawiała pewne kroki prowadząc chłopaków na pewną śmierć.

Weszli do ogromnego, starego pomieszczenia. Nie wyglądał na opuszczony i taki nie był. Akcja zaczęła dziać się szybko. Dwóch rosłych facetów złapali od tyłu chłopaków przytrzymując ich by zapobiec ich ucieczce. Shownu rzucał się przez chwilę starając wyszarpać, nawet nie liczył na to by Jooheon mu pomagał. Ciemno włosy był ciężko ranny. Mimo zszytej dziury i osłabionego ciała, Honey nie tracił czasu. Szarpał się kopiąc jak dziki.

-Dobra robota kochanie! Szczerze powiedziawszy byłem trochę zmartwiony, że postanowisz się wycofać. – Park klasnął w dłonie krzywiąc się lekko przez ranne ramie. Chłopcy przestali się wyszarpywać. Byli zdezorientowani, dostrzegając że dziewczyna stoi kawałek przed nimi nie trzymana przez nikogo.

-Mei? – zapytał głośno Lee. YongJae podszedł do dziewczyny kładąc na jej ramiona swoje dłonie. –Co tutaj się do cholery dzieje?

Czarnowłosa strąciła z siebie ciężkie i jej mniemaniem paskudne ręce Park'a. Czerwono włosy czerpał satysfakcję z widoku jego przeciwnika tak bezbronnego. Cała ta sytuacja zdawała się go bawić.

-Wasza droga przyjaciółeczka postanowiła przyłączyć się do lepszych. – głośny śmiech opuścił usta chłopaka. –Ona tylko otworzyła oczy. Przecież z wami nic by nie osiągnęła!

Mei nabrała odwagi by odwrócić się za siebie. Wyrzuty sumienia złapały ją w momencie którym zszokowany Shownu kiwał głową na boki próbując przyswoić sobie tą chorą sytuację. Czuł się oszukany. Oddał jej całego siebie, a ona wykorzystała go. Oszukała. Zabawiła się jak zabawką po czym wyrzuciła w kąt. W tym momencie coś ścisnęło go w klatce piersiowej, czuł że się dusi. Starał się z całych sił by łzy nie wydostały się z jego oczu. Nogi się pod nim ugięły, jednak nie upadł. Trzymający go goryl na to nie pozwolił.

-HyunWoo..-zaczęła cicho, jednak chłopak nawet na nią nie spojrzał. Napakowani faceci zaczęli wyciągać ich z pomieszczenia. Czarnowłosa ruszyła w kierunku chłopaka, jednak silny uścisk powstrzymał ją przed wykonaniem kolejnych kroków. –HyunWoo! Ja musiałam! Musiałam! Chciałam ratować Kyun'a! HyunWoo! Puść mnie! Puść!

Chłopcy jeszcze przez chwilę słuchali płaczliwych krzyków dziewczyny, które rozchodziły się echem po pustych korytarzach. 

Find You || JookyunOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz