Rozdział 3

16 1 0
                                        

-Moment, mówisz że za porwaniem stoi Park YongJae? Zdajesz sobie sprawę z tego, że zginął dwa tygodnie po ogłoszeniu wyroku. Nie czytałeś gazet czy co? Policjanci, którzy wieźli go do więzienia głównego mieli wypadek. Kierowca stracił panowanie nad kierownicą, uderzyli w drzewo po tym jak samochód dachował.

Lee w tym właśnie momencie miał ochotę rzucić tym kubkiem z ciepłą herbatą o pobliską ścianę. Sohn miał go za idiotę? Oczywiście, że o tym czytał. Jednak powstaje tutaj kolejna kwestia tego czy w to wierzył. Otóż absolutnie. Miał do czynienia z tym przestępcą, wie do czego był zdolny. Chłopak parsknął cicho mrucząc pod nosem coś nieistotnie obraźliwego w stronę starszego.

-Yah? Masz mnie za kompletnego, niedoświadczonego idiotę? – młodszy poderwał się z kanapy odkładając kubek z parującą cieczą na stół. Zbyt bardzo kusił go widok roztrzaskanego szkła na ścianie. Jooheon zobaczył coś na rodzaj kpiny i niedowierzania w oczach dawnego kochanka. Nie odezwał się jednak słowem zatrzymując potok wulgarnych wyrazów we własnych ustach. Przecież w momencie gdyby zaczął obrażać starszego ten by mu nie pomógł, a tutaj chodziło o życie nie o jebaną grę planszową, tylko o życie ChangKyun'a.

-Na to wychodzi. – odparł spokojnie, a Lee spojrzał na niego jak na kompletnego złamasa, którym w tym momencie był według mniemań młodszego chłopaka. Kiedy on stara się uratować życie jedynej osoby, którą kocha w tym wszechświecie Sohn go właśnie obraża. Czyż to nie jebana komedia? – Przeczysz sam sobie albo kompletnie mnie nie słuchasz. On nie żyje! A ja nie będę pomagał znaleźć ci cholernych zwłok bo nie mam na to czasu. Niektórzy, chcę ci tylko przypomnieć pracują, a ty szukasz tylko i wyłącznie problemu! – podniesiony głos starszego rozpłyną się gładko echem, skakał od ściany do ściany w końcu wpadając do uszu Lee. – Pogódź się z jego zniknięciem! Nawet jego rodzina wyprawiła mu pogrzeb, a ty wciąż karmisz się iluzją, że on żyje!

Jooheon nie był w stanie przyjąć do wiadomości tego co wykrzyczał Sohn. Przez trzy lata byli partnerami policyjnymi, a po krótkim czasie połączyła ich miłość. Znali się na wylot od czasów szkolnych. Jak on mógł to powiedzieć? To, że policja poddała się zaledwie po pięciu miesiącach poszukiwania, dlaczego on by miał. Kim by do cholery był gdyby się poddał. Kochał go, kochał jak wariat więc kim by był gdyby się poddał.

-Ty to jednak jesteś złamas. – powiedział w stanie szoku, a starszy spojrzał na niego zaciskając usta w wąską linię i kiwając głową.

-Wybacz Jooheon, ale nie pomogę ci. Mogę jedynie dać ci radę byś....

-W dupie mam twoje rady i złote myśli! On tam kurwa cierpi i może umiera a ty chcesz mi udzielać pierdolonych rad!? Nie po to tutaj przyjechałem! - starszy odepchnął się od blatu i zatrzymał się dosłownie kilka centymetrów przed nim. Do nozdrzy HyunWoo dotarły perfumy młodszego i z rozczarowaniem musiał stwierdzić, że jego gust zmienił się na przestrzeni półtora roku. Spojrzał hardo w oczy młodszego chłopaka i nie przerywając kontaktu wzrokowego zbliżył się do niego minimalnie.

-Więc po co przyjechałeś?

-Bo pomimo tego co nas łączyło i jak bardzo cię skrzywdziłem zachowując się jak pieprzony gówniarz zrywając z tobą z dnia na dzień, byłeś moim pierdolonym przyjacielem. – młodszy niemal wysyczał te słowa w stronę Sohn'a. Odepchną go i ruszył w kierunku wyjścia z mieszkania. Wychodząc nie oszczędził sobie głośnego zatrzaśnięcia drzwi. Z tej dwójki to Sohn HyunWoo został bardziej zraniony. Dlaczego więc poczuł się jak największy skurwiel stąpający po tym świecie?

Find You || JookyunOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz