W sobotę, z samego rana w końcu zebrałam się i pojechałam kupić nowy telewizor. Dotarłam autobusem na ulicę Marszałkowską i udałam się do tamtejszego sklepu elektronicznego - RTV EURO AGD. Po godzinie i otrzymaniu wielu porad od jednego z konsultantów, w końcu udało mi się wybrać odpowiedni model. Był to telewizor marki Samsung, niewielkich rozmiarów, gdyż nie potrzebowałam wielkiej plazmy. Niestety kosztował aż półtora tysiąca, co nieco zabolało mnie w portfel. Na szczęście sklep oferował dowóz, więc wróciłam do mieszkania, a po trzech godzinach mogłam zabrać się za podłączanie nowego sprzętu, co nie należało do najłatwiejszych czynności.
Tego dnia rzeczywiście nie udało mi się spotkać z Krzyśkiem, ale mimo to trochę pisaliśmy. Pochwaliłam mu się nowo zakupionym telewizorem i wspólnie śmialiśmy się z tego, jak poprzedniego dnia musieliśmy użerać się z moim laptopem, który do najszybszych nie należał. Później Krzysiek życzył mi miłego wieczoru, a sam oznajmił, że idzie szykować się już na imprezę.
Wieczór spędziłam dosyć miło. Poszłam do pobliskiej Biedronki, gdzie zakupiłam dwa różowe wina pół słodkie Carlo Rossi oraz różne przegryzki, między innymi chipsy i żelki. W mieszkaniu wzięłam szybki prysznic, choć później żałowałam, że nie wykorzystałam tego wieczoru na kąpiel w wannie. Usiadłam na kanapie i włączyłam na telewizorze Netflixa. Postanowiłam zrobić sobie maraton jednej z moich ulubionych serii filmowej - ,,Szybcy i Wściekli".
Sen zmorzył mnie dosyć szybko, co mogło być skutkiem wypicia alkoholu. Zdążyłam obejrzeć jedynie trzy części filmu, wypić jedno wino, zjeść półtorej paczki chipsów, dwie paczki żelek, oraz jedną mleczną czekoladę, gdy zasnęłam.
________________________________________________________________________________
Obudziłam się dopiero chwilę przed dwunastą i lekko zła na siebie zjadłam śniadanie, którym były kanapki z dżemem oraz kakao. Jako iż była niedziela, to znów chciałam iść na spacer, lecz tym razem, w miejsce o którym marzyłam od dziecka, mianowicie do Łazienek Królewskich.
Tego dnia pogoda była idealna na długi spacer. Było ciepło, lecz nie za gorąco, a słońce co chwilę przysłaniały białe kłębiaste chmury. Dało się odczuć lekko powiewający wiaterek, lecz nie był on żadną przeszkodą.
Droga do Łazienek Królewskich zajęła mi około 20 minut i po tym czasie wreszcie wkroczyłam do parku. Był ładny, spokojny i jakby wyjątkowy. Czułam się tam zupełnie inaczej niż w zwykłych, często przeze mnie odwiedzanych parkach. Szłam dróżkami, aż w końcu doszłam do celu mojej podróży - Pałacu na Wodzie. Początkowo wyjęłam telefon, aby zrobić kilka zdjęć dla rodziców, które od razu przesłałam mamie. Po krótkiej sesji zdjęciowej tego pięknego miejsca, usiadłam na jednej z ławek i wpatrywałam się w taflę wody Stawu Łazienkowskiego.
Wokół było mnóstwo rodzin z dziećmi, jak i par. Westchnęłam cicho. Zawsze marzyłam, żeby założyć rodzinę w młodym wieku. No może nie aż tak młodym jak jestem teraz, bo mam zaledwie dziewiętnaście lat, ale za cztery, pięć lat byłoby idealnie. Założenie rodziny było dla mnie priorytetem odkąd pamiętam. Niby na pierwszym miejscu zawsze stawiałam moją karierę zawodową, ale czy tak czy tak, w przyszłości chciałam skupić się głownie na założeniu rodziny i opieką nad nią.
Rzecz w tym, że przez całe moje dziewiętnastoletnie życie nie miałam nawet chłopaka, z resztą, o czym ja mówię - ja nawet się nie całowałam. Sama nie wiem czym było to wywołane, ale po prostu chłopcy nigdy nie zwracali na mnie uwagi w taki sposób. Zawsze było to dla mnie trudnym tematem. Moje kuzynostwo zaczynało związki jeszcze w szkole średniej i kończyło na ślubnym kobiercu kilka lat później, natomiast ja dalej byłam sama. Czasami miałam wrażenie, że lekko zawodzę moją rodzinę, lecz zawsze szybko wybijałam to sobie z głowy. Kochali mnie taką jaka byłam i to było najważniejsze.
Po dłuższym czasie przeanalizowałam zachowania ludzi wokół i doszłam do wniosku, że jest zupełnie inaczej niż na tygodniu. Ludzie śmieją się, rozmawiają, wolno spacerują, lub siedzą na ławkach. Tego dnia był w nich spokój, ani grama zabiegania. Uśmiechnęłam się lekko, bo ten widok był o wiele lepszy, niż ten, który zazwyczaj widniał rano. Wreszcie widziałam w mieszkańcach tego miasta choć trochę szczęścia.
W międzyczasie zadzwoniłam do mamy. Rodzice byli szczęśliwi, że dzwonię. Cieszyli się, że daję sobie radę i nie nudzę się na zabój, a zarazem, że nie odwalam żadnych głupot. Stwierdzili, że Łazienki Królewskie są naprawdę ładne i wreszcie rozumieją, czemu od dziecka tak bardzo chciałam pojechać w to miejsce. Zaproponowali nawet, że jeśli kiedyś odwiedzą mnie w stolicy, to pójdziemy tam na wspólny spacer. Rozmawiałam z nimi jeszcze dłuższy czas. Mimo że w domu nie było mnie dopiero od pięciu dni, to bardzo mi ich brakowało. W końcu po ponad godzinie pożegnałam się i rozłączyłam.
Po powrocie do mieszkania zrobiłam sobie na obiad naleśniki. Czułam, że reszta dnia nie będzie zbyt ciekawa. Mogłabym iść do jakiegoś klubu, może nawet bym tam kogoś poznała, jednak to nie był zupełnie mój klimat. Zawsze wolałam otaczać się ludźmi, których znałam. Nie czułam się zbyt komfortowo, kiedy musiałam spędzać czas z osobami, których nawet nie kojarzyłam i nie miałam pojęcia kim są, tym bardziej w klubie. Zawsze gdzieś z tyłu głowy miałam obawę, że ktoś mógłby mi dosypać czegoś do drinka, albo po prostu gdzieś zaciągnąć. Wolałam nie ryzykować.
Resztę dnia spędziłam w mieszkaniu. Wypiłam wino, które zostało mi z poprzedniego wieczoru i kontynuowałam mój maraton "Szybkich i wściekłych". Kiedy ostatni film z serii dobiegł końca, wzięłam prysznic i wykonałam wieczorną rutynę. Kładąc się do łóżka stwierdziłam, że muszę coś zmienić, bo jeśli tego nie zrobię, to moje życie stanie się zbyt monotonne.
________________________________________________________________________________
Ku mojemu zaskoczeniu cały kolejny tydzień spędziłam na codziennych spotkaniach z Krzyśkiem. Zabierał mnie w różne ciekawe miejsca w Warszawie. Poszliśmy też razem na moją uczelnię, gdyż chłopak doskonale znał do niej drogę. Ogółem mówiąc, było świetnie, a moja relacja ze Szczepanem urosła już chyba do miana przyjaźni.
W piątek, po całodziennym spacerze po Starym Mieście i jego okolicach, wróciłam do mieszkania i wzięłam szybki prysznic. Był już późny wieczór, bo po powrocie autobusem poszliśmy jeszcze nad Wisłę, na tak zwane schodki. Położyłam się do łóżka i wzięłam do ręki telefon, w celu sprawdzenia powiadomień. Ku mojemu zdziwieniu miałam jednego sms'a od chłopaka z bloku na przeciwko.
Krzyś
Idziemy jutro na imprezę i nie ma że nie :D
Wiem, że nie lubisz chodzić do klubów, więc od razu mówię, że to domówka :*
Westchnęłam głośno i odpisałam krótkie "Pomyślę" po czym odłożyłam telefon na szafkę. Wtuliłam się w róg kołdry i zamknęłam oczy. Ten tydzień był naprawdę dobry.
CZYTASZ
Wisła || Wyguś
Fanfiction"Światowa pandemia zmieniła plany wielu osób na świecie. W tym również moje." Odczuwam cringe publikując to, ale zbyt mi się podoba, żeby tego nie zrobić. Przepraszam, jeśli ktoś występujący w tej książce, ją przeczyta. I tak zginę w piekle, więc n...
