Rozdział 12

944 51 40
                                        


Rano obudziłam się sama. Czułam się źle nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Bolała mnie głowa, lecz większym zmartwieniem było dla mnie bolące serce.

Wstałam i poszłam do kuchni, aby wziąć tabletki. Później udałam się do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Wyszłam i usiadłam na kanapie. Mimo dużej ilości wypitego alkoholu, wszystko pamiętałam. Nie znaczy to, że kontrolowałam się, wręcz przeciwnie.

Patrzyłam w jeden punkt myśląc tylko i wyłącznie o tym, jak mogłam być tak bardzo głupia. Uprawiałam seks z moim dobrym kolegą. To był mój pierwszy raz. Po pijaku. To wszystko strasznie mnie bolalo.

Najbardziej dobijał mnie jednak fakt, że gdzieś w sercu liczyłam, że on rano dalej tu będzie. Że razem zrobimy śniadanie, a potem zjemy je oglądając telewizję. Że może dziewczyny przez cały ten czas miały rację i rzeczywiście coś do mnie czuł. Tak jak ja czułam do niego.

Moje oczy zaszły łzami, a po chwili z moich ust wydał się głośny szloch. Nie wiedziałam co mam robić. Tak bardzo żałowałam tego wszystkiego. Nawet mojego przyjazdu do Warszawy.
________________________________________________________________________________

Przez cały weekend nie wyszłam z mieszkania. Siedziałam sama, myśląc o tym jak głupia jestem i wypłakując sobie oczy. Doszło do mnie, że zaczęłam czuć coś do Franka, co przy danych okolicznościach, dobijało mnie do końca.

Kilka razy chciał mnie odwiedzić Krzysiek, ale powiedziałam mu, że złapałam przeziębienie i żeby lepiej nie ryzykował. W końcu panuje wirus. Na szczęście uwierzył mi, więc nie musiałam się martwić jego najściem. Niestety, nie pomyślałam o innej osobie, która też mogła chcieć mnie odwiedzić.

Usłyszałam dźwięk domofonu. Była niedziela wieczór. Jako że nie chciałam się z nikim widzieć, to po prostu to olałam. Nie miałam siły, żeby chociażby wstać z kanapy. Po chwili jednak do moich uszu dobiegło pukanie, a po jakimś czasie dosłownie walenie do drzwi. Z trudem wstałam i przeszłam do korytarza.

Spojrzałam w lustro i lekko się przestraszyłam. Byłam ubrana w jakieś styrane dresy i wielką bluzę Franka, która swoją drogą jeszcze bardziej mnie dobijała. Moje włosy były poplątane i żyły swoim życiem, natomiast pod oczami widniały wielkie fioletowe sińce. Na spokojnie mogliby zatrudnić mnie do gry w jakimś horrorze, nawet nie musieliby płacić za makijaż.

Otworzyłam drzwi i ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam poddenerwowaną Aurelię. Kiedy otworzyłam drzwi, na twarzy dziewczyny ukazał się wielki uśmiech, jednak zniknął tak szybko, jak się pokazał, kiedy dziewczyna spojrzała na mnie.

- Jezu Marysia! Co ci się stało? - zapytała z przejęciem, wchodząc do mieszkania. Było mi trochę wstyd, bo przez tą całą sytuację nawet nie miałam głowy, żeby trochę posprzątać.

- Nic - rzuciłam. - Chodź na kanapę - westchnęłam, kiedy zobaczyłam morderczy wzrok dziewczyny.

Usiadłyśmy, a ja przyniosłam szklanki, sok oraz ciasteczka. Robiłam wszystko, aby jak najbardziej przedłużyć rozpoczęcie tej rozmowy.

- Mów co się dzieje - odparła, kiedy usiadłam na kanapie. Westchnęłam. Nie wiedziałam od czego zacząć.

- Pamiętasz tą imprezę w piątek? I to jak Franek stwierdził, że odprowadzi mnie do mieszkania? - zapytałam, na co dziewczyna przytaknęła. - Wtedy przyszliśmy tutaj i on znów mnie pocałował - widziałam kątem oka, że dziewczyna zaczyna się cieszyć. - No i potem - zaczęłam. Niezbyt wiedziałam jak mam to powiedzieć. - Zrobiliśmy to - szepnęłam, a do moich oczu automatycznie napłynęły łzy.

Aurelia nie zauważyła mojego smutku i zaczęła skakać ze szczęścia po kanapie.

- Chwila, czemu ty się nie cieszysz? - zapytała, siadając z powrotem na łóżku. - Marysia - szepnęła, kiedy zobaczyła łzy, spływające po moich policzkach. - On zrobił ci krzywdę? Marysia? Zrobił to bez twojego pozwolenia? - dopytywała dziewczyna, a ja nie byłam w stanie jej odpowiedzieć przez łzy, spływające do mojego gardła. - Jeśli tak, to gorzko pożałuje - rzuciła zmartwiona.

- Nie, nie o to chodzi - powiedziałam, szlochając co chwilę. - Po prostu - zaczęłam. - Ja chyba zaczęłam do niego coś czuć - szepnęłam, spuszczając głowę w dół.

Dziewczyna ponownie ucieszyła się i zaczęła wręcz piszczeć. Od razu rzuciła coś o tym, że byliśmy dla siebie stworzeni od początku i że jesteśmy słodcy. Przerwała, dalej widząc mój smutny wzrok.

- Kurwa jakby - zaczęłam. - Chyba zaczęło mi zależeć i chyba liczyłam na coś więcej - powiedziałam. - A kiedy obudziłam się w sobotę, jego już nie było - odparłam, ściszając głos.

Tak bardzo mnie to bolało. Chciałam wtedy obudzić się i widzieć jego obok. Jak widać nie było mi dane.

- Moment, nic do ciebie nie pisał? Nie dzwonił? - dopytywała, na co ja jedynie kręciłam głową. - Jezu, tak strasznie mi przykro Marysia - dziewczyna przytuliła mnie do siebie z całej siły. - Może jeszcze się odezwie? - zapytała jakby samą siebie.

- Nie Aurelia. On po prostu potrzebował się zabawić i trafiłam się ja. Tak samo było z pocałunkiem, tak samo było ze wszystkim- rzuciłam, podnosząc lekko głos. - Teraz muszę się z tym po prostu pogodzić - wyszeptałam.

- Marysia, no nie mów tak - dziewczyna przytuliła mnie. - Przepraszam, że tak naciskałam na tą waszą relację. Nie myślałam, że jest w stanie zrobić coś takiego - wyszeptała, kiedy ja płakałam w jej ramię. 

Nagle usłyszałyśmy pukanie do drzwi. Dziewczyna spojrzała na mnie ze zdziwienie, a ja jedynie wzruszyłam ramionami. Aurelia otworzyła drzwi, a do mieszkania wszedł Krzysiek. Cieszyłam się na jego widok, lecz chyba moje serce miało nadzieję, że zjawi się tu Franek.

- Niby chora jesteś, a jednak jest u ciebie Aurelia - powiedział chłopak wchodząc do salonu. Na szczęście na jego twarzy nie zobaczyłam złości, a jedynie lekkie rozbawienie. Odetchnęłam z ulgą. - Ej, co się dzieje? Marysia? - powiedział podchodząc do mnie i lustrując mnie wzrokiem.

Nie byłam w stanie wydać z siebie żadnego dźwięku, gdyż wciąż płakałam. Na szczęście uratowała mnie Aurelia, która w miarę szybkim tempie opowiedziała Szczepanowi całą historię. Mina chłopaka zmieniała się z sekundy na sekundy. Raz zdziwienie, raz smutek, aż w końcu złość.

- Nie no, ja tego tak nie zostawię! - krzyknął Krzysiek, wstając z kanapy. - Zabiję go chyba - rzucił i poszedł do korytarza. Na szczęście w porę go zatrzymałyśmy, bo chłopak naprawdę chciał jechać do Franka i go wyjaśnić. - Marysia, nikt nie będzie cię ranił! Jak go spotkam, to pożałuje, że w ogóle jeszcze żyje - stwierdził zdenerwowany chłopak, ponownie siadając na kanapie.

- Krzysiek, ale on nie zrobił nic złego - westchnęłam cicho. - To ja niepotrzebnie się zgodziłam i w dodatku coś do niego poczułam - rzuciłam, patrząc mu w oczy. - Jeśli ktoś tutaj zawinił, to jestem to ja - moje oczy ponownie się zaszkliły. 

- Marysia, to nie twoja wina - odparł, łapiąc moją dłoń. - A nawet jeśli, to tak się nie traktuje kobiet, nawet nie raczył z tobą porozmawiać - powiedział i przytulił mnie mocno. Jakby nie patrzeć, brunet miał rację. Franek nie odezwał się od piątkowej nocy, co sprawiało, że cała sytuacja bolała mnie jeszcze bardziej. 

Kiedy w miarę się uspokoiłam, Aurelia zaproponowała, żebyśmy coś wspólnie obejrzeli. Twierdziła, że to pomoże mi się odciągnąć od tego wszystkiego i rzeczywiście trochę tak było. Kontynuowaliśmy serial "Lucyfer", a Krzysiek szybko wkręcił się w fabułę, mimo że nie oglądał go od początku. 

Po dwóch godzinach, w mojej głowie nie było ani jednej myśli o Franku. Moje oczy lekko się już przymykały, a po chwili zasnęłam. Cieszyłam się, że mam takich przyjaciół.

Wisła || WyguśOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz