Rozdział 8

1K 49 31
                                        

Obudziłam się, przez huk. Usiadłam na łóżku i starałam się przeanalizować, gdzie jestem. Po krótkiej chwili, przypomniało mi się, że  poprzedniego dnia zostałam u Franka. Wstałam w łóżka i podeszłam do włącznika światła, bo w pomieszczeniu było strasznie ciemno. Ku mojemu zdziwieniu, po naciśnięciu przycisku nic się nie stało. 

- Marysia? - drzwi do pokoju otworzyły się, a do mnie doszedł szept chłopaka - Pewnie cię obudziłem - westchnął. - Przepraszam, niechcący uderzyłem w szafkę - mimo ciemności, czułam na sobie jego przepraszający wzrok.

- Nic się nie stało - rzuciłam, uśmiechając się lekko, chociaż wiedziałam, że chłopak tego nie widzi. - Nie ma prądu? - zapytałam.

- Niestety, ale z tego co widzę, to w całej okolicy go nie ma - powiedział, podchodząc do okna.

- Cudownie - westchnęłam z niezadowoleniem. 

- A co? Boisz się? - zapytał chłopak i mimo że szukałam cienia śmiechu w jego wypowiedzi, to znalazłam jedynie zmartwienie.

- Nie, po prostu nie lubię ciemności - rzuciłam, siadając na łóżku. - W końcu wiesz, jest ciemno, nic nie widać - zaśmiałam się, na co chłopak mi zawtórował.

- Jak chcesz, to możemy posiedzieć i pogadać, dopóki go nie włączą - poczułam jak siada obok mnie. Na co odpowiedziałam cichym "okej".

Finalnie zamiast siedzieć - leżeliśmy, a zamiast gadać - praktycznie spaliśmy. Normalnie pewnie bym protestowała, lecz w tym momencie byłam tak zmęczona, że myślałam tylko i wyłącznie o śnie. Nie przeszkadzały mi nawet nasze splecione dłonie, które miały nam pomóc w odnalezieniu się w ciemności. Czułam się bezpiecznie. 

________________________________________________________________________________

Rano obudziłam się i przez kilka minuta analizowałam to, co się dzieje. Już drugi raz budziłam się w sypialni Franka. Tym razem chłopak leżał w wiele bliżej mnie, niż ostatnim razem. Poczułam uścisk na dłoni i wtedy przypomniało mi się, że w nocy trzymaliśmy się za ręce. 

Leżałam, patrząc na chłopaka, niezbyt wiedząc, co mam ze sobą zrobić. Kiedy zauważyłam, że wybudza się, szybko zamknęłam oczy i udałam, że jeszcze śpię. Chłopak chyba tak jak ja, próbował uświadomić sobie co się dzieje, bo przez kolejną minutę nie wykonał nawet najmniejszego ruchu. Otworzyłam powoli oczy, tak jakbym dopiero co się budziła i ziewnęłam.

- O hej - uśmiechnął się do mnie. - Jak się spało? - zapytał, patrząc na moją twarz.

- Dobrze - odpowiedziałam krótko i odwzajemniłam uśmiech. 

Wspólnie stwierdziliśmy, że trzeba wstać i zrobić śniadanie. Kiedy nasze wciąż złączone dłonie, w końcu się puściły, poczułam lekkie ukłucie w sercu. Cały czas czułam dotyk chłopaka na ręce, co lekko przeszkadzało mi w racjonalnym myśleniu. 

Przy robieniu jak i jedzeniu śniadania ciągle gadaliśmy o jakichś głupotach. Po posiłku poszłam przebrać się we wczorajsze ubrania i zaczęłam zbierać się do mieszkania. Wzięłam torebkę, upewniłam się, że mam wszystko i poszłam do korytarza, żeby założyć buty.

- Czekaj chwilę - rzucił chłopak, po czym pobiegł w głąb mieszkania. Po chwili wrócił niosąc bluzę. - Załóż, jest zimno, a ty masz tylko koszulkę - powiedział, podając mi ubranie. Chciałam zaprotestować, lecz chłopak nie dał mi dojść do słowa. - Zakładaj, nie gadaj! Bo cię stąd nie wypuszczę - zagroził, śmiejąc się, po czym podszedł do drzwi i zasłonił je swoim ciałem. Również się zaśmiałam, ale założyłam na siebie bluzę i cicho podziękowałam. 

- No - rzucił, patrząc na mnie. - Teraz możesz lecieć do siebie - uśmiechnął się, a ja przytuliłam chłopaka na pożegnanie - Nie żeby coś, ale możesz częściej tak wpadać - zaśmialiśmy się na jego wypowiedź, po czym chłopak wypuścił mnie z mieszkania. 

Po kilku minutach stałam już w autobusie. Czułam się niezręcznie, bo ludzie zerkali na mnie dziwnym wzrokiem, zapewne przez bluzę chłopaka, znajdującej się na moim ciele. Chociaż, równie dobrze mógł być to po prostu wymysł mojej wyobraźni. W końcu to tylko bluza, czemu ktoś miałby zwracać na nią uwagę.

________________________________________________________________________________

Wysiadłam na odpowiednim przystanku i przeszłam spacerkiem do mojego bloku, gdzie znalazłam się kilka minut później. Ku mojemu zdziwieniu, po wejściu na moje piętro, zobaczyłam siedzącego na schodach Krzyśka.

- Boże święty, gdzie ty byłaś?! - chłopak zeskoczył ze schodów i podbiegł do mnie, od razu przytulając. - Dobijam się do ciebie od godziny! Czemu nie odebrałaś nawet telefonu? - zapytał, dalej mnie przytulając.

- Chciałam zadzwonić do ciebie wieczorem, że rano mnie nie będzie i żebyś przyszedł później, ale nie miałam zasięgu - westchnęłam. - A teraz miałam wyciszoną komórkę, więc nawet nie wiedziałam, że dzwonisz - powiedziałam.

- Chwila, gdzie ty byłaś, że zasięgu nie miałaś? - zapytał, odsuwając się ode mnie i lustrując mnie wzrokiem. - Moment, ty byłaś u Wygusia! Kurwa wiedziałem!- wykrzyczał, przez co myślę, że słyszała go cała moja klatka. 

- Pogadamy w mieszkaniu, chodź - powiedziałam otwierając drzwi i wchodząc do środka. 

- Na pewno u niego byłaś! Po pierwsze, u niego nigdy nie ma zasięgu - podniósł jeden palec w górę, tak jakby wyliczał. - A po drugie, mógłbym przysiąc, że to jego bluza - podniósł drugi palec i szeroko się uśmiechnął. Westchnęłam jedynie i poszłam do kuchni, aby zrobić dla nas herbaty. - Jesteście razem? - zapytał, na co zaczęłam się śmiać, o mało nie krztusząc się powietrzem.

- My się nawet zbytnio nie lubimy - odparłam patrząc w stronę przyjaciela. 

- Mhm, jasne - rzucił. - To w takim razie, jak wytłumaczysz to, że byłaś u niego na noc? - zapytał z głupim uśmieszkiem.

- Wczoraj zostawił u mnie telefon, więc pojechałam do niego, żeby mu go oddać. Zagadaliśmy się trochę i zaczęło padać, a że Franek nie chciał mnie puścić, bo stwierdził, że się przeziębię, to zostałam na noc - wzruszyłam ramionami. Stwierdziłam, że nie będę wspominać o braku prądu i naszych splecionych dłoniach. 

- Jezu, jesteście takimi słodziakami! - wrzasnął, na co rzuciłam mu niezrozumiały wzrok. - No weź, nie mów, że nie widzisz tego, jak bardzo mu się podobasz - powiedział z uśmiechem.

- Krzysiek, on po prostu był miły i tyle - powiedziałam, idąc do salonu z kubkami zapełnionymi herbatą. 

- Oj no nie mów tak! Pozwól mi się nacieszyć waszą miłością! - odparł chłopak, rzucając się na kanapę.

- Szczepan, nie ma żadnej naszej miłości - powiedziałam, patrząc na niego poważnym wzrokiem. Chłopak zaczął mamrotać coś pod nosem, lecz olałam go i włączyłam telewizję. 

- A w ogóle, jak tam u ciebie i Mai? - zapytałam, w międzyczasie przerzucając kanały, w poszukiwaniu czegoś ciekawego.

- Bardzo dobrze - uśmiechnął się szeroko. - Serio, jestem tak strasznie szczęśliwy - oparł się o poduszkę i patrzył w sufit. 

- No to świetnie - uśmiechnęłam się. Naprawdę cieszyłam się z ich związku. Jeśli Krzysiek był szczęśliwy, to ja też byłam. 

Cały poniedziałek przesiedzieliśmy u mnie w mieszkaniu, rozmawiając, wygłupiając się i oglądając jakieś paradokumenty w telewizji. Wieczorem Szczepan wrócił do siebie, a ja po wykonaniu wieczornej rutyny, położyłam się na łóżku. Zasnęłam z uśmiechem na ustach, myśląc o tym, jak bardzo jestem teraz szczęśliwa. 

Wisła || WyguśOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz