Rozdział 2

1.4K 64 75
                                        

Kolejnego dnia obudziłam się dosyć wcześnie, a nawet bardzo wcześnie, bo o szóstej. Po mieszkaniu krzątała się już moja ciocia, która zapewne szykowała się już do powrotu do Zakopanego.

Przywitałam się i usiadłam przy stole, gdzie czekały na mnie kanapki. Po chwili z sypialni wyszedł również wujek i usiadł na przeciwko mnie. Jedliśmy i rozmawialiśmy wesoło o wszystkim co nasunęło się nam na język.

W końcu nastał moment, w którym Hania i Staszek musieli wracać, a to oznaczało jedno.

Zostałam sama w Warszawie. W mieście, którego nie znam i w którym nikogo nie znam. 

Zaczęło mnie to przerażać, lecz jedynie machnęłam ręką i poszłam do korytarza, aby założyć buty. Zdecydowałam się iść na spacer po okolicy, żeby chociaż w małym stopniu zaznajomić się z tym miejscem.

Przed wyjściem obejrzałam się jeszcze w lustrze. Byłam dość niską blondynką, z niebieskimi oczami. W moim wyglądzie nie było niczego wyjątkowego i zbytnio nie wyróżniałam się z tłumu, co mimo wszystko nawet mnie cieszyło.

Blok, w którym mieszkałam znajdował się wręcz w idealnej okolicy. Konkretnie na ulicy Okrąg 3, na Śródmieściu, lecz ten teren nazywany był Solcem. Miałam bardzo blisko do Wisły, jak i również na Torwar, czy stadion warszawskiej Legii. Droga na moją uczelnię, czyli Uniwersytet Warszawski zajmowała jedynie niecałe pół godziny pieszo, a komunikacją miejską zaledwie dziesięć minut. Wiedziałam też, że w najbliższym czasie moja noga z pewnością postanie w Łazienkach Królewskich, gdzie miałam zaledwie dwadzieścia minut pieszo. Nie mogłam sobie wyobrazić idealniejszej lokalizacji niż ta.

Ruszyłam w stronę Parku imienia Marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego i podziwiałam uroki zbliżającej się jesieni. Kierowałam się na Aleje Jerozolimskie, gdzie dotarłam po piętnastu minutach. Przy Muzeum Wojska Polskiego w końcu wyszłam z parku i dotarłam na drogę. Przystanęłam i w skupieniu patrzyłam na przemieszczające się pojazdy.

Swoją uwagę zwróciłam także na ludzi. Wszyscy spieszyli się i wyglądali na zabieganych. Jedni przemieszczali się szybko chodnikiem, inni stali na przystanku co chwilę patrząc na zegarek lub  telefon. Zapewne większość z nich jechała do pracy, w końcu była to taka pora. Widząc to, jak bardzo nie mają czasu zatrzymać się chociażby na sekundkę, mój humor się lekko pogorszył. Ja chyba bym tak nie potrafiła. 

Po kilku minutach zauważyłam, że ludzie dość dziwnie mi się przyglądają, więc otrząsnęłam się i ruszyłam w stronę Mostu Poniatowskiego. W drodze zaciągnęłam się mocno powietrzem wymieszanym ze spalinami. Było inne niż w Zakopanem. Delikatnie drapało w gardle, lecz w tamtym momencie było to dla mnie dosyć przyjemne.

Przed mostem skręciłam w prawo, tak żeby bardziej już zawracać niż się oddalać i doszłam do brzegu Wisły. Woda była spokojna. W żaden sposób nie przypominała strumyka płynącego niedaleko mojego domu. On był szybki, burzliwy, rwący, a Wisła po prostu była, nic się tam nie działo. Poczułam lekkie ukłucie w sercu, lecz nie do końca wiedząc czym było ono spowodowane stwierdziłam, że po prostu pójdę dalej.

Po kilku minutach spaceru znów przystanęłam i ponownie zaczęłam przyglądać się tafli wody. Po mojej mojej głowie krążyło jedno pytanie - czemu ludzie tak zachwycają się tym widokiem i tą rzeką? To nie tak, że była brzydka, bo naprawdę mi się podobała. Jednak po wszystkich historiach od znajomych, którzy przyjeżdżali zwiedzać stolicę, lub od ludzi w internecie, zawsze słyszałam, że Wisła w Warszawie jest niesamowita, a ja w tym momencie nie widziałam nic innego, niż po prostu rzekę.

Wyrwałam się z zamyślenia i spojrzałam na telefon, aby sprawdzić gdzie mam się kierować. Na moje nieszczęście, mapa wyświetlana przez urządzenie zniknęła, a jedyne co pozostało to szare kółeczko, kręcące się w kółko na białym tle. Przeklęłam pod nosem i zaczęłam iść przed siebie skupiając się jedynie na tym, aby znaleźć zasięg.

Wisła || WyguśOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz