Rozdział 11

1K 53 35
                                        

Po dwóch tygodniach na uczelni mogłam stwierdzić, że naprawdę to wszystko mi się bardzo podoba. Dziennikarstwo było stworzone dla mnie, czułam to. Jeśli chodzi o znajomości, to poznałam się z dwiema dziewczynami, które są ze mną na kierunku. Marika i Kinga były przyjaciółkami i przyjechały do Warszawy z Gdańska, czyli były w podobnej sytuacji co ja. Nie byłyśmy w jakiejś bliskiej relacji, nawet nigdy nie spotkałyśmy się poza uczelnią, jednak starałyśmy się wspierać w trakcie zajęć.

Te dwa tygodnie były cudowne. Czemu tylko dwa? Bo w trzecim tygodniu zaczęły się zajęcia online, ponieważ Polskie szkoły przeszły na nauczanie zdalne. Byłam zła i to nawet bardzo, lecz nie mogłam nic poradzić. Sytuacja w kraju coraz bardziej się pogarszało.

W piątek siedziałam na łóżku, opierając się plecami o jego ramę. Na moich kolanach leżał laptop, na którym trwał wykład z prawa prasowego i medialnego. Początkowo starałam się robić notatki, lecz kiedy tylko dostałam informację, że wszystkie prezentacje i materiały, wykorzystywane przez wykładowców, są dostępne na stronie wydziału, olałam temat. 

Właśnie pisałam z ciocią Hanią, kiedy usłyszałam dźwięk domofonu. Zerwałam się z łóżka i podeszłam do przedmiotu wydającego dźwięk. Po chwili okazało się, że to Michał i Franek. Nie wiedziałam zbytnio, co oni tu robią, ale otworzyłam im drzwi do klatki. Wtedy doszło do mnie, że cały czas jestem w mojej piżamie, składającej się z krótkich spodenek i koszulce na ramiączka. Pobiegłam szybko do sypiali i wzięłam pierwszą lepszą bluzę. Usłyszałam pukanie i w biegu założyłam ją na siebie. Po otworzeniu drzwi doszło do mnie, co właśnie zrobiłam. Założyłam bluzę Franka. 

- Hej hej dziennikareczko! - wrzasnął Michał, przytulając mnie na powitanie. - Jak tam zajęcia? - zapytał, kiedy witałam się z drugim chłopakiem.

- A lepiej nie gadać, strasznie mi się nudzi - mruknęłam i poszłam do kuchni. Czułam na sobie wzrok blondyna, a raczej czułam jego wzrok na bluzie.

- Widzę, że bluza dobrze się nosi - zaśmiał się lekko Franek.

- A wiesz, jest bardzo ciepła - również się zaśmiałam. - Tak serio, to założyłam ją przez przypadek - rzuciłam. - Przyszliście, a ja byłam w piżamie, więc wzięłam pierwszą lepszą bluzę z szafy i jak widać padło akurat na tą - uśmiechnęłam się lekko. Mimo że tak naprawdę mówiłam prawdę, to czułam się, jakbym kłamała. W odpowiedzi chłopak jedynie się zaśmiał. Zrobiłam dla każdego herbatę i zaczęliśmy rozmawiać. W międzyczasie przyniosłam też mojego laptopa i kontrolowałam przebieg zajęć. 

- Dziś piątek, pasowało by trochę poświętować - rzucił Michał. Jak zwykle tylko jedno mu w głowie. 

- Co świętować? Coraz więcej zakażeń? - zaśmiałam się lekko.

- Chociażby - również się zaśmiał. - Nie no, a tak serio - zaczął. - Może poszlibyśmy na schodki? Dopóki jeszcze można! Niedługo mogą nas całkowicie zamknąć i co wtedy? - zapytał. Przystałam na jego propozycję. Szczerze, zaczęło mi brakować naszych "imprez" nad Wisłą. 

Chłopaki wyszli z mojego mieszkania godzinę później, przez co musiałam wrócić do męczenia się na wykładach. Westchnęłam i położyłam się na łóżku. Tak bardzo chciałam, żeby to się skończyło.

________________________________________________________________________________

O 18 wyszłam z klatki i przywitałam się z Krzyśkiem, który już na mnie czekał. Ruszyliśmy w drogę na schodki, gdzie wszyscy już na nas czekali. 

- Ale się odwaliłaś! Cóż to za okazja? - zapytał lekko zdziwiony. Rzeczywiście, ubrałam się dziś nieco nadzwyczajnie. Miałam na sobie czarną spódniczkę i bluzę. Wiedziałam, że będzie mi zimno w nogi, ale trochę mnie to nie obchodziło. Miałam ochotę się najebać i zapomnieć o wszystkim co mnie męczy.

- Nie odwaliłam, tylko ładnie ubrałam - rzuciłam. - I nie ma żadnej okazji, po prostu chciałam wyglądać ładnie - dodałam. 

- Jak ty zawsze ładnie wyglądasz! Jezu, nie ogarniam dziewczyn! - krzyknął, na co zaczęłam się śmiać.

Po kilku minutach byliśmy nad Wisłą. Przywitaliśmy się ze wszystkimi i zaczęliśmy pić. Panowała bardzo wesoła atmosfera, każdy cieszył się, że wreszcie spotykamy się wszyscy razem.

Jedynie między mną, a Frankiem było dziwne spięcie, zresztą jak zwykle. Od tamtego pocałunku praktycznie nie rozmawialiśmy, a przede wszystkim nie rozmawialiśmy o tym, co się wydarzyło. Trochę mnie to bolało. Nie wiedziałam zbytnio jak traktować naszą relację, jak i samego chłopaka, jednak jedno było pewne. Dla niego to nic nie znaczyło, więc powinnam myśleć podobnie.

Chyba to było głównym powodem mojej chęci do wypicia większej ilości trunków niż zazwyczaj. Potrzebowałam trochę odpocząć od tego wszystkiego, a alkohol wydawał się idealną odskocznią.

________________________________________________________________________________

Około pierwszej w nocy byłam już nieźle wstawiona i nie czułam się najlepiej, ale zbytnio się tym nie przejmowałam i piłam dalej. Nie poznawałam samej siebie. Zawsze piłam alkohol raczej w małych ilościach, a teraz ledwo stałam o własnych siłach.

- Tobie to już chyba wystarczy - powiedział Franek podchodząc do mnie i wyrywając mi z ręki butelkę wiśniówki. Złapał mnie za rękę i lekko pociągnął w swoją stronę. - Słuchajcie, ja chyba odprowadzę Marysię do mieszkania, raczej już dłużej nie pociągnie - odparł w stronę reszty grupy, a każdy z nich lekko się zaśmiał.

Szliśmy do mojego mieszkania trzymając się za ręce. A bardziej to chłopak szedł, a ja ciągnęłam się za nim po chodniku. Kiedy doszliśmy pod blok, trzęsącą się ręką wpisałam kod, po czym weszliśmy do klatki. Przed drzwiami do mojego mieszkania, wyjęłam klucze z kieszeni spódniczki i w miarę sprawnym ruchem otworzyłam zamek. Po wejściu do środka od razu poszłam do sypialni i stanęłam przy szafie, próbując wybrać coś, w czym mogłabym spać.

Nagle poczułam dłonie na biodrach, po czym zostałam szybko odwrócona w drugą stronę. Zanim zdążyłam coś powiedzieć, Franek wbił się w moje usta i zaczął mnie całować. Nie wiem, czy to przez ilość alkoholu we krwi, czy może sama tego chciałam, ale oddawałam każdy pocałunek. Miałam wrażenie, że idzie mi to coraz lepiej.

Po chwili poczułam jak ręce chłopaka schodzą z moich bioder w górę, pod moją bluzę. Kiedy dłonie chłopaka doszły do moich piersi, a po chwili próbował zdjąć ze mnie bluzę, w mojej głowie pojawiła się czerwona lampka. Nie mogłam na to pozwolić. Szybko oderwałam usta od chłopaka.

- Franek nie - wyszeptałam drżącym głosem, co spotkało się ze zdziwionym wzrokiem chłopaka. - Ja - zaczęłam. - Nigdy tego nie robiłam - wytłumaczyłam, czując jak moje policzki zaczynają piec. Czułam się tak głupio.

- Hej - rzucił i podniósł mój podbródek tak, żebym patrzyła w jego oczy. - Będę delikatny - szepnął w moje usta i nie czekając na moją odpowiedz, ponownie wbił się w moje usta.  Jego ręce znów znalazły się pod moją bluzę, a po chwili już jej na sobie nie miałam.

Nie za bardzo wiedziałam co mam robić, więc zdałam się w całości na chłopaka. Ufałam mu. 

Wisła || WyguśOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz