11. Marco Polo

228 14 0
                                        

Wstałam nawet chwile po godzinie 8 i o dziwo byłam nawet wyspana, a kiedy wychyliłam głowę z namiotu, zobaczyłam zbierającą się już mamę Korneli.

-I jak gotowa?

-Tak już się zbieram.

Wczoraj zyskałyśmy wygraną, bo udało nam się wybłagać, żebym została, jednak ja byłam przygotowana tylko na jedną noc, co wiązało się z tym, że musiałam wrócić do domu po rzeczy.
Mama Korneli, akurat jechała wtedy do miasta do pracy, więc zabrałam się z nią, aby ułatwić zadanie reszcie.

W domu byłam przed dziewiątą i miałam całe 4 godziny zanim ciocia Ada będzie wracała nad jezioro, także postanowiłam się trochę odpicować, bo miałam
do tego powód.
I wiadomo kto nim był.

Najpierw wykonałam moją najbardziej złożoną metodę pielęgnacji twarzy i nałożyłam nawilżającą maseczkę.
Następnie umyłam włosy ulubionym szamponem i nałożyłam odżywkę.

W międzyczasie wysłałam do przyjaciół snapa w moim obecnym stanie z podpisem:
Szybki powrót do domu na ogarnięcie się i lecimy dalej w las!

Wykąpałam się dokładnie, przy okazji leżąc w wannie i oglądając tt, a potem zeszłam na dół zjeść śniadanie.

Kiedy już doprowadziłam do porządku włosy i twarz po maseczce spakowałam nowe ciuchy i wzięłam tabletki na moje nieszczęsne uczulenie, jakim są pyłki nawet z trawy, rzepak i inne roślinki. Biorę te tabletki tylko w nagłych wypadkach np. właśnie spanie w lesie, gdzie mam z tym cholerstwem cały czas do czynienia, ponieważ przyczyniają się one do tycia, co niestety ukazało się w tamte wakacje.
Dlatego teraz wole nie ryzykować i przemęczyć się z katarem i szczypiącymi oczami, jak tylko długo mogę, bo nie chce powtórki z rozrywki. 

Po skończeniu tych czynności ubrałam się w czarne spodenki i biały wycięty krótki top, zakupiłam podczas wybrania się na łowy z Tatianą, a następnie leciutko się podmalowałam.

Miałam jeszcze chwilę, więc nagrałam  tik toka, żeby zabić czas i około godziny 13 przyjechała po mnie mama Kornelci.

***

Jadąc tam miałam  nadzieje, że on już tam będzie, a ja wreszcie bede mogła go przytulić, jednak z tym się myliłam.
Zastałam tylko Mateusza z Kornelią kąpiących się w jeziorze z jego siostrą.

Na początku żal mi było tego mojego przygotowywania. Postanowiłam, że usiądę na leżaczku koło mamy i poczekam, aż on się zjawi, jednak kiedy minęła prawie godzina, stwierdziłam, że dłużej nie ma sensu i poszłam przebrać się w kąpielówki.

-Jest i ona.- wita się ze mną Kornelia.

-A gdzie twój Pawełek?- pyta się Mateusz.

-Czekam na niego z niecierpliwością.- odpowiadam z uśmiechem na ustach, czego już nie ukrywałam. Nawet nie potrafiłam nad tym panować,
bo kiedy słyszałam jego imię działo się to automatycznie.

Dołączyłam do nich, bawiących
się z jego siostrą w zabawę o nazwie wchodzenie na deskę i skakanie do wody.
A jako, że dziecią takie głupotki nie nudzą się zbyt szybko, trwało to dobre pół godziny.
Potem na ratunek przyszła jego mama, która siłą musiała wyciągać Nikole z wody.
Kiedy to się już udało Kornelia wzięła dmuchanego krokodyla, ja deskę, a Mateusz swój wspaniały różowy makaron i popłynęliśmy wgłąb jeziora.

Kornelia miała na głowie okulary, które kiedyś były Uli, następnie Marysi, a nie do końca wiadomo
w jaki sposób znalazły się
potem one u niej.
Założyła je na głowę Mateuszowi, na którym prezentowały się całkiem dobrze, więc na pewien czas stały się one jego.
Pływaliśmy gadając sporo czasu, aż to zjawiła się mama naszego kolegi i wolała go na obiad.

Kiedy zostałyśmy z Nelcią same, jak zwykle gadałyśmy o nich.
O tym co musimy zrobić,
żeby jak najlepiej wykorzystać
ostatnią noc razem.
Nasze plany oczywiście były powalające, miało to wyglądać dosłownie tak jak w filmie.

,,Ostatnia noc nad jeziorem w swoim towarzystwie, siedzimy w czwórkę przy ognisku i nagle wpadamy na świetny pomysł wykąpania się w jeziorze w nocy.
Mamy w gdzieś rodziców i to co powiedzą, bo teraz nic innego się liczy. Rozbieramy się i w bieliźnie wybiegamy do wody, zaczynamy się chlapać i wygłupiać, a wtedy wskakujemy im na barana i podtapiamy. Kiedy oni wynurzają się z wody patrzą nam prosto w oczy i zatapiają w nas swoje usta. Księżyc świeci jasno w towarzystwie gwiazd, a my po środku tego wszystkiego oddajemy im pocałunek. Czas się zatrzymuje i wydaje się, że trwa to wiecznie, a nas wypełnia najlepsze uczucie na świecie.
Kiedy otwieramy oczy patrzymy się na siebie jak na swoje wszystko, a następnie obdarzamy najszczerszym uśmiechem na jaki nas stać. Po wyjściu z wody
dają nam swoje bluzy i siedzimy przytuleni przy ognisku nie martwiąc się o jutro"

Czy to nie jest zbyt piękne?

Po naszej wspaniałej teorii dochodzą do mnie wspomnienia.
Analizuje informacje,
a następnie mówię.

-Marco Polo.

-Marco Polo co?

-Pamiętasz jak byłyśmy na motokrosach?- były to zawody u nas w mieście ponad tydzień temu, na których byłyśmy z Ulą i Tatianą. Jeździł na nich pewien chłopak o którym rozmawiałyśmy, jednak, nie zorientowałyśmy się, że jest otwarte okno, przez które wszystko słychać. Żeby ta sytuacja się więcej nie powtórzyła wymyśliłyśmy mu przezwisko,
od jego pierwszych liter
imienia i nazwiska.

-No oczywiście, że pamiętam, jak się przed nim upokorzyłyśmy.

-Wtedy wszystkie mówiłyśmy, że chciałybyśmy takiego, co nie?

-No tak ale co to ma do rzeczy?

-Słuchaj tego. Marco Polo,
Mateusz Paweł.

-Chyba nie do końca rozumiem.

-Marco Mateusz, Polo Paweł.

-O mój Boże, czy to możliwe, że wykrakałyśmy ich sobie, czy to tylko przypadek?

-A czy przypadkiem odkąd ich poznałyśmy nie przestałyśmy wierzyć w przypadki?

-Czyli jednak jest coś na rzeczy.

-Przeznaczenie moje droga.

-8 cud świata.

-Zdecydowanie, innego określenia nie znam.

***

Mateusz wrócił do nas za jakiś czas, a wtedy opowiedziałyśmy mu naszą teorię, co pewnie wydawało mu się absurdem, jednak nazwy które przedstawiłyśmy mu się spodobały.

I tak powstali Marco i Polo.
Nasi Marco i Polo.

-Zuzia, co ty jesteś taka cicha?- pyta Mateusz, kiedy się zamyśliłam.

-No przecież wiesz, że tęskni za swoim Polo.- mówi Kornelia.

-Święte słowa.- potwierdzam.

-No nie smuć się niedługo powinien już być.

Cały czas czekałam tylko na jedno,
lecz ten czas się strasznie ociągał,
a moje błagania również nie przyniosły upragnionych skutków.

***

The night we met Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz