Rozdział XIV

74 6 21
                                        

Kolejne dni szkolenia Shane wyglądały właściwie całkiem podobnie. Tym, co dziewczyna znosiła najgorzej, były codzienne biegi wokół warowni, co dosyć brutalnie, acz skutecznie przygotowywało jej kondycję na wszystkie kolejne etapy nauki. Za pierwszym razem, gdy Shane ze zmęczenia straciła równowagę i osunęła się po kamienistej ziemi wokół rzeki opływającej Morthram, wpadając do wody i zbierając kilka nowych siniaków i zadrapań, myślała, że nie może jej już spotkać większy pech. Kaerenn pozwoliła jej wówczas zmienić przemoczony, ciężki mundur, który zresztą utrudniał ruchy nawet podczas wygrzebywania się ze zdradzieckiej dolinki. Kilka dni później, gdy zdarzyło jej się to jeszcze raz, mentorka okazała już mniej zrozumienia, przez co dziewczyna przekonała się, że... tak właściwie, to zawsze może być gorzej. Shane wiedziała, że ścisłe prawa, jakimi tłumaczyła to łowczyni, miały ją tylko zahartować i nauczyć unikania błędów. Dziewczyna jednak czuła, że wytrzymywanie utrudnień to dla niej zbyt wiele. Zwłaszcza, gdy drobne ułatwienia, jakie z początku szkolenia dostawała od czasu do czasu, ulegały stopniowej, acz znaczącej redukcji, a Kaeren coraz częściej rezygnowała z zarządzania litościwych przerw między ćwiczeniami. Shane nie była jeszcze na tyle przygotowana, aby móc podołać trudnościom początkowego treningu, a już szczególnie tego pełnego. Nie minął przecież nawet tydzień, gdy ustępstw zaczęło być wyraźnie mniej. Shane oczywiście starała się ze wszystkich sił wykonywać zadania tak, jak należy. Nie tylko dlatego, że w pierwszym dniu treningu na zakończenie otrzymała polecenie dokładnego rozciągnięcia wszystkich mięśni, co ze zmęczenia i roztargnienia wykonała dosyć niedokładnie – nietrudno się domyślić, jak później tego żałowała. Wiedziała, że jej szansa szkolenia się tutaj była jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna, mogąca przynieść jej wiele pożytku i zapewnić nieco pewniejszą przyszłość, niż gdyby nadal w sercu Ralidoru próbowała znaleźć dla siebie miejsce. Nie zmieniało to jednak faktu, że w Morthram wciąż sobie nie radziła. Codziennie trening wyczerpywał ją fizycznie i psychicznie, a jedynym, co dawało jej trochę wytchnienia, były popołudniowe i wieczorne wykłady z teorii. Całkiem je lubiła, widziała też, że Kaerenn dobrze się czuje, opowiadając o czymkolwiek. Do tego stopnia, że często potrafiła znacznie zejść z tematu i mówić dalej, zaś Shane nie śmiałaby jej przerwać, zwłaszcza, że ją także wszystko ciekawiło, szczególnie przedstawiane z takim zapałem i pasją. Mimo to jednak często była zbyt zmęczona, by móc skupić się na nawet najbardziej interesujących tematach. Trening fizyczny nadal zajmował jej większość dnia i uwagi; dziewczyna chciała nieustannie nad sobą pracować, ponieważ to tutaj miała najwięcej problemów, zaś Kaerenn w pierwszej kolejności starała się wypracować u niej odpowiednio dobrą kondycję, a następnie pozostałe cechy potrzebne wojownikowi. Jednak trudności, jakie Shane napotykała oraz fakt, iż nie radziła sobie z ich pokonywaniem i ciągle popełniała te same błędy sprawiały, że każdego dnia coraz bardziej traciła zapał do dalszych starań. Nie widziała dla siebie żadnych szans, a to niestety nie pomagało jej w zmobilizowaniu sił. Cóż, przynajmniej nie miewała już tych gorliwie przypominających przeszłość snów i wizji. Dziwił ją nieco fakt, że owe po prostu, z dnia na dzień, ustały, chociaż nie narzekała na to – najbardziej liczyło się, że jej jedyne problemy z samopoczuciem wynikały tylko z wyczerpujących treningów, a nie kumulacji kilku istotnych problemów... z nią samą.

 z nią samą

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
VenatrixOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz