{38}

538 31 1
                                        

- Ty jej powiesz, czy ja mam zacząć? - Carly zwróciła się do Talluli. Szatynka przejechała dłonią po twarzy i westchnęła ciężko.

- Skoro kończy się szkoła, a my już nigdy więcej się nie zobaczymy... - odchrząknęła, nie patrząc na mnie. - Poznałam Carly w podstawówce i chyba obie nie sądziłyśmy, że nasza relacja z biegiem lat ulegnie tylu zmianom. Byłyśmy wręcz nierozłączne, jak to wszyscy mówili. Dwie najlepsze przyjaciółki, z pozoru kompletnie różne. Całą podstawówkę spędziłyśmy razem. Przyszła pora na gimnazjum, a tam odkryłam, że wolę dziewczyny.

- A ja w pełni ją zaakceptowałam. Chroniłam ją przed tymi, którzy ją wyzywali. - wtrąciła się Carly. - Zresztą pod koniec tamtej szkoły dotarło do mnie, że ja właściwie też lubię dziewczyny. Ale spokojnie, nie chodzę z Conradem tylko dlatego, że jest "tym popularnym kolesiem z drużyny". - zrobiła cudzysłów w powietrzu. - Naprawdę mi się podoba.

- Tak więc z racji tego, że znałyśmy się jak łyse opony, chroniłyśmy się nawzajem przed tymi, którzy nie byli nam przychylni, zaczęłyśmy spotykać się coraz częściej. Nazywali nas siostrami, bratnimi duszami...

- Kochankami. - słowo wypowiedziane przez Carly mnie zmroziło.

- I w sumie się nie mylili. Zakochałam się w Carly.

- A ja pokochałam ją. - na sekundę zapanowała cisza, podczas której Carly z lekko zaszklonymi oczami wpatrywała się w Tallulę, a Tallulah wlepiła wzrok w ścianę.

- Nigdy sobie tego nie powiedziałyśmy, to jest pierwszy raz, kiedy słyszę od niej te słowa. - Carly spuściła głowę. - Walczyłyśmy jednak zawzięcie, pamiętając, że moim nemezis jest Craig, a jej rodzice nigdy nie zaakceptowaliby, że ich córka jest biseksualna. Wiele razy próbowałam jednak nie powstrzymywać się przed moimi uczuciami, bo po prostu były ode mnie silniejsze. Wielokrotnie starałam się wyzbyć tej miłości, która zatruwała mnie od środka. Nie chciałam czuć do niej nic, bo przez wiele lat była dla mnie jak siostra.

- Dlatego bezustannie się kłóciłyśmy. Obie chciałyśmy być razem, lecz wszystko inne nam na to nie pozwalało. Któregoś dnia... - Carly załamał się głos.

- Wysłała do mnie pożegnalną wiadomość. Od razu popędziłam do jej domu. Wpierdoliła milion tabletek i popiła je wódą. Płukanie żołądka poprawiło sprawę, ale od tamtego momentu jej rodzice nie chcieli mnie widzieć. Przeze mnie ich córka chciała się zabić. A ja tak bardzo pragnęłam wykrzyczeć im prawdę, ale nie mogłam.

- Tamtego feralnego dnia Tallulah chciała, żebym powstrzymała ją przed ucieczką z domu. Ja, głupia ja, jeszcze jej przyklasnęłam.

- Dokładniej, tu zacytuję, powiedziałaś "idź, jeśli musisz, ale nie działaj pochopnie i uważaj na siebie". Te słowa zapadły mi w pamięć.

- To były najgorsze słowa, jakie mogłaś ode mnie wtedy usłyszeć. Byłaś w rozsypce, bo czułaś, że ta próba samobójcza to twoja wina. Sama mi to powiedziałaś, podczas tamtej kłótni. Dałam ci w pysk, bo nie mogłam słuchać, jak się oczerniasz za moją słabość i tchórzostwo. Ty jednak odebrałaś to jako atak, ponieważ dostrzegłaś moich rodziców za oknem i myślałaś, że to kolejna szopka, którą odstawiam, że niby w końcu kończę z tobą wszelki kontakt. Przywaliłaś mi, wywiązała się bójka, potknęłam się i złamałam rękę na tych pieprzonych schodach.

- Próbowałaś przekonać rodziców, że to był wypadek, ale nie chcieli słuchać. Kiedy wszystkie sądowe sprawy się skończyły, Helen pocałowała mnie na twoich oczach. Nie wiedziała, że twoje serce pękło jeszcze bardziej.

- Za to twoje zaczęło się przy niej sklejać. - sarknęła Carly.

- Nie do końca. Tęskniłam za tobą i ona doskonale o tym wiedziała. Nie zasługiwała na mnie, ale zakochała się, przynajmniej tak sobie wmawiała. Oczywiście, na początku naprawdę się nienawidziłyśmy z Carly. Zresztą, potrafiłyśmy darzyć się tyloma uczuciami na raz, że to aż dziwne, że jeszcze się nie pozabijałyśmy. Podczas burzy w szkole siedziałyśmy razem w jednej sali chyba dwie godziny, ponieważ tamte drzwi są zamykane na elektroniczny zamek, który szlag trafił podczas tej pogody.

- Na początku ze sobą walczyłyśmy...

- Potem zaczęłyśmy się otwierać...

- Na końcu Tallulah chciała mnie pocałować, ale dochowałam wierności Conradowi.

- Nie miałam ci tego za złe.

- No a potem pojawiłaś się ty. - Carly zwróciła się bezpośrednio do mnie. - Na początku tego roku chciałam publicznie pogodzić się z Tallulą i zostać z nią. Niestety, spóźniłam się. Niegdyś Lula patrzyła na mnie z iskrami w oczach. Patrząc na ciebie, jej oczy zapłonęły.

- Zaczepiła mnie później po rozpoczęciu, pytając, co planuję z tobą zrobić.

- Nie wiedziała. Za to ja byłam obrzydliwie zazdrosna.

- Zapytałam wtedy, co z Conradem.

- Pocałowałam ją, nie mogłam się oprzeć.

- Wspomnienia do mnie wróciły, ale dalej pamiętałam tę słodką dziewczynę z pierwszej ławki, której zagubionego spojrzenia, pełnego niepewności, niewinności i delikatności niedane mi było zapomnieć. Dosłownie zawróciłaś mi w głowie. - Tallulah na sekundę na mnie spojrzała. - Ustaliłyśmy wtedy, że dalej darzymy się uczuciem, choć nie tak silnym, jak dawniej.

- Dlatego wymyśliłyśmy, że naszą miłość przekształcimy w nienawiść. Istne widowisko dla uczniów. Doskonale zdawałyśmy sobie sprawę, jakie emocje to wywoła. Już wcześniej udawałyśmy, ale tylko po to, by zabić uczucie, które nas niegdyś połączyło. Uznałyśmy, że ten etap musi być definitywnie za nami.

- Chyba nie muszę ci mówić, jak trudno przychodziło nam kłamanie ci prosto w oczy. Stamtąd tamta scenka w galerii, żebyś przypadkiem nie nabrała podejrzeń. Carly sprawiła, żebyś pomyślała, że jest homofobem jak jej rodzina i świta. Wtem wkroczyłam ja, ubrana cała na tęczowo i całą sobą powstrzymywałam się, żeby wtedy nie pocałować Hughes na oczach wszystkich. A w szczególności twoich.

- Wiedziałam, że Tallulah cię lubi i będzie robić wszystko, żeby cię zatrzymać, dlatego starałam się ciebie zwerbować. Nie robiłam tego z przyjemnością, wierz mi. Potem mogłybyśmy wszystko ci przedstawić, spróbować wytłumaczyć, że mamy dosyć tego, co się z nami dzieje...

- Ale zakochałam się w Talluli i wierzyłam tylko jej. - wyszeptałam. Tallulah odwróciła wzrok i zacisnęła dłonie w pięści.

- Teraz widzimy, jak bardzo łamie ci to serce. Powinnaś była się dowiedzieć, zanim to wszystko się tak potoczyło. I, Sabrina, ja nie mówię ci tego, żebyś przestała czuć cokolwiek do Talluli. Ja to robię po to, żebyś mogła z nią być, jak ja kiedyś tego chciałam. Byłam, dalej jestem, zbyt słaba, żeby się przeciwstawić komukolwiek. Miałaś rację. Na co dzień jestem popularną suką Carly. A naprawdę? Sama już nie wiem. Ale ty się nie poddawaj. Przepraszam cię za wszystkie okropności z mojej strony. Zaznaczę, że moje rubiny nie wiedzą o niczym.

- To samo Estelle. - dodała Tallulah.

- I lepiej, żeby tak pozostało. Naprawdę przepraszamy. - zakończyła Carly.

Wstałam, otworzyłam drzwi i wyszłam z sali całkowicie wyprana z emocji. Na pieszo wróciłam do domu. To było dla mnie zbyt wiele...

𝚆𝚎 𝚍𝚘𝚗'𝚝 𝚎𝚟𝚎𝚗 𝚔𝚗𝚘𝚠 𝚠𝚑𝚢✅Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz