- Co ty na to, żeby się zerwać? - Tallulah podeszła do mnie przed szkołą, zarzuciła ramię na moje barki i przyciągnęła do siebie. Zmarszczyłam brwi.
- Albo idę z wami, albo mówię nauczycielom, że jesteście chore. - Estelle stanęła tuż przed nami i założyła ręce na piersi. Szatynka uśmiechnęła się do mnie cwanie i zbliżyła twarz do moich ust, lecz zatrzymała się centymetr przed nimi.
- Mój koteczek wcześniej nie wagarował? - szepnęła z tym swoim uśmiechem. Od ósmego lutego jej uśmiech przy mnie nie znikał przez osiem dni, od momentu, gdy postanowiłyśmy być razem. W szkole ciągle trzymała mnie blisko, po szkole odprowadzała do domu, całowała na do widzenia, a kiedy nie mogłyśmy się widzieć, zasypywała mnie wiadomościami od tych uroczych, po sprośne.
- Nie. I błagam, nie koteczek. - odparłam, odsuwając się od niej. Nie obnosiłyśmy się związkiem, wiedziała tylko Estelle, która od razu, jak się dowiedziała, wysłała mi filmik, na którym tańczy z radości i podskakuje jak najwyżej. Ustaliłyśmy z Tallulą, że zachowamy to dla siebie do zakończenia szkoły.
- Za późno, koteczku. To co? Gotowa? Pora się napić, raz w życiu kończy się osiemnaście lat. - zawołała Tallulah i poprowadziła mnie w stronę swojego samochodu. Wytrzeszczyłam oczy.
- Ty masz dzisiaj urodziny? - pisnęłam. Jakoś wcześniej nie przyszło mi do głowy, żeby ją o to zapytać. Tallulah machnęła lekceważąco ręką. - Wszy...
- Świętujemy, ale w ciszy, okej? - skinęłam głową i usiadłam na miejscu pasażera. Estelle rozłożyła się na fotelach z tyłu, uprzednio wyginając kręgosłup niczym kot. Położyła się na plecach i oparła nogi o szybę. Zaśmiałam się.
Ruszyłyśmy spod szkoły i zostawiłyśmy samochód pod domem Estelle. Brunetka na chwilę zniknęła w budynku, by zaraz potem wrócić z torbą wypchaną alkoholem i przekąskami. Tallulah chyba wiedziała, gdzie chce świętować urodziny, ponieważ udałyśmy się na przystanek, jechałyśmy autobusem około piętnastu minut, po czym wysiadłyśmy w nieznanym mi miejscu. Później szłyśmy może przez półgodziny. Zastanawiałam się, dokąd my w ogóle zmierzamy. Droga do tego miejsca zajmowała ponad godzinę. Zaczęłam się martwić, jak wrócę do domu.
Dziesięć minut później trafiłyśmy do starej, opuszczonej chatki nad niewielkim jeziorem. Tallulah weszła do środka jak gdyby nigdy nic, Estelle ochoczo poszła za nią, więc ja także wkroczyłam do tego budynku. Dach w kilku miejscach był dziurawy, wszystkie ściany wewnątrz wyburzono, a jedynym meblem, jaki się tam znajdował, był mały, zakurzony stolik.
- Co to za miejsce? - zapytałam, rozglądając się dookoła. Dostrzegłam wybite szyby, pełno pajęczyn oraz ławkę na zewnątrz.
- Taki sobie opuszczony domek. Parę lat tu stoi, to na bank. Znalazłyśmy go jakieś trzy, może cztery lata temu i jest naszą bazą. Helen też o nim wie, ale raczej tu już nie zagląda. - oznajmiła Tallulah. - Pokaż no, co żeś tam wzięła. - szatynka potarła dłoń o dłoń. Estelle wyciągnęła z torby flaszkę wódki oraz butelkę coli. Wyrzuciła na blat także e-papierosa, który Tallulah pochwyciła. Zaciągnęła się i po chwili słodki zapach wypełnił pomieszczenie.
- Skoro się z nami kumplujesz... - szatynka podała mi fajkę. Zmarszczyłam brwi. - Raz. Jeśli nie będziesz chciała, więcej ci tego nie dam. - dodała, widząc moją minę. Niepewnie wzięłam e-papierosa do ręki i zaciągnęłam się. Zaczęłam kaszleć i niespokojnie oddychać. Pospiesznie oddałam Talluli przedmiot.
- Nie będę chciała. - powiedziałam, siląc się na uśmiech. Szatynka zaśmiała się i podała e-papierosa Estelle, która z dymu zaczęła robić kółka.
- No to moje drogie, za was! - Tallulah podała nam po kieliszku.
- Chyba za ciebie, to twoje urodziny. - powiedziałam. Szatynka wywróciła oczami.
- No to... Za wagary. Tak. Za czas wolny w doborowym towarzystwie. - napiłyśmy się. Wódka zdecydowanie nie należała do moich ulubionych trunków, ale nie narzekałam. W końcu to były urodziny Talluli.
- Może głupie pytanie, ale... Wrócimy normalnie do domu? - zapytałam.
- Jasne. Nie wyzerujemy całej butelki. Prawda Estelle? - Tallulah popatrzyła na brunetkę, która duszkiem opróżniała butelkę. Dziewczyna zreflektowała się i z hukiem odstawiła flaszkę na blat. - Na litość boską... - szatynka strzeliła sobie dłonią w czoło i zaczęła się śmiać. - Inaczej. My damy radę wytrzeźwieć szybciej, niż ona.
- Nie zapominaj o mojej mocnej głowie. W piciu jestem lepsza od ciebie. - powiedziała Estelle.
- Tak, to przez twoje Ruskie korzenie. - brunetka zmrużyła oczy.
- Prawdopodobnie. - zaśmiałyśmy się.
Kiedy Estelle opiekowała się butelką, Tallulah wyszła ze mną z budynku i pokazała mi okolicę. Okazało się, że nad jezioro często przychodzili wędkarze i łowili w zaciszu, gdzieniegdzie poustawiane były ławki, podobne do tej przy domu. Kiedy wracałyśmy do budynku, na jednym z drzew dostrzegłam inicjały wyryte nożykiem na korze.
- T.B.P. - przeczytałam na głos. - Co to? - spytałam.
- Tallulah drugie imię Phillips. - odparła szatynka.
- Jak masz na drugie? - nie odpowiedziała. - Barbra?
- Nie. - Tallulah wywróciła oczami.
- Beatrice?
- Czy ja ci wyglądam na Beatrice? - uśmiechnęłam się.
- To jak?
- Ty i to twoje drążenie... Eh, niech ci będzie. Tallulah Bianca Phillips. - odwróciła wzrok.
- Ej, to przecież ładne imię. Masz może nożyk? - zapytałam niewinnie. Dziewczyna bez chwili zastanowienia wyjęła z buta mały scyzoryk i wręczyła mi go. Podeszłam do drzewa i wyryłam swoje inicjały pod inicjałami Talluli.
- Sabrina Annlynn Carpenter. - oddałam szatynce nożyk. - Dlaczego nie lubisz imienia Bianca?
- Bo to kiedyś było moje imię. Ubłagałam ojczyma, żeby mi je zmienił po śmierci mamy. Wybrałam Tallulah, ale na drugie mi wpisał Bianca, skurczybyk. - wyjaśniła. Kiedy dotarłyśmy do domu, usłyszałam znajomą mi melodię graną na pianinie.
- No nie... - jęknęła Tallulah.
- I see you, you see me...! - zaśpiewała głośno Estelle, która z butelką w dłoni leżała na ławce przy domu. Koło niej stał głośnik, który wygrywał piosenkę.
- Znam to. - powiedziałam. - Ale nie pamiętam tytułu.
- "After dark". Narkotyk Estelle. - Tallulah wzięła mnie za ręce, które położyła sobie na barkach, ona sama złapała mnie w talii i zaczęłyśmy się kołysać w rytm utworu.
- I turn to ask the question, so anxious, my thoughts... - usłyszałam szept Talluli koło mojego ucha. Odsunęłam się i popatrzyłam jej w oczy.
- Your lips were soft like winter, in your passion, I was lost. - dokończyłam. Tallulah z błyskiem w oku złożyła gorący pocałunek na moich ustach.
- AS THE HOURS PAST...! - wydarła się Estelle. Zaśmiałyśmy się.
- Wszystkiego najlepszego, Bianca.
- Dzięki, koteczku.
CZYTASZ
𝚆𝚎 𝚍𝚘𝚗'𝚝 𝚎𝚟𝚎𝚗 𝚔𝚗𝚘𝚠 𝚠𝚑𝚢✅
أدب الهواةGdy na swojej drodze spotyka się przepiękną Latynoskę, która ma wiele ciekawych sekretów, nie można jej niczego odmówić... Wyświetlenia: 🔸13.08.2021 - 1 tys. 🔸11.03.2022 - 10 tys. 🔸10.10.2025 - 30 tys.
