Następnego dnia obudziłam się przeklinając w myślach piosenkę Falling In Reverse- Guillotine IV, którą mam ustawioną jako dzwonek. Nie sprawdzając kto dzwoni odebrałam:
-Nie wiem kim jesteś ale przeklinam dzień, w którym się urodziłeś. Znajdę cię, wpakuję do worka i zrzuce na dno oceanu! Mam nadzieję, że nie umiesz pływać.
-Spokojnie śpiąca królewno, zaczynam się ciebie bać - rozpoznałam głos mojego pracodawcy i jednocześnie najlepszego przyjaciela
-John'ie Whitemore, jeżeli budzisz mnie bez konkretnego powodu, zginiesz marnie- wysapałam do telefonu
-Myślę, że ta wiadomość cię ucieszy, no... może nie do końca. Wizyta, którą miałaś na dzisiaj została przełożona. Gościu ma jakąś imprezę rodzinną, na której musi być. Ale za to przyjdzie jutro ze znajomymi. Także sory misiek, jutro z wolnego nici. Odeśpij dzisiaj i przyjdź jutro na 12.- powiedział i się rozlączył. Co za dupek. Jutro miałam jechać na wyścigi i on dobrze o tym wiedział!
Ugh... W tej chwili uderzyła mnie myśl o dzisiejszym ślubie, cudownie po prostu. Z niechęcią wstałam i udałam się do łazienki, wskoczyłam pod przysznic uprzednio ustawiąjąc idealną temperaturę wody. Kojące krople wody spływające po moim ciele trochę mnie uśpiły, dlatego na koniec przekręciłam kurek, sprawiając, że zaczęła mnie oblewać lodowata ciecz. Idealnie. Pobudzona wytarłam się i ubrałam czystą bieliznę. Spojrzałam na zegarek- est 12, ślub zaczyna się o 15. Okej, mam jeszcze czas na zjedzenie śniadania. Zeszłam na dół i udałam się do kuchni w celu przygotowanią naleśników z nutellą i owocami leśnymi- pycha. Na śniadaniu zeszło mi kolejne 30 minut. Pobiegłam na górę nie przejmując się brudnymi naczyniami pozostawionymi w kuchni. Mamunia pozmywa- w końcu to przez nią jadę na ten pieprzony zlot wiecznie plotkujących mocherów z denną muzyką disco polo, znany pod nazwą 'ślub'.
Najpierw zajęłam się makijażem. Tradycyjnie- podkład, puder. konturowanie, maskara, eye liner, bordowa pomadka. Chcąc zaszaleć użyłam jeszcze czarnego cienia do powiek. Podłączyłam prostownicę i podczas gdy się nagrzewała, poszłam się ubrać. Wróciłam do łazienki, wyprostowałam włosy i związłam je w wysokiego kucyka, który i tak sięgał mi za łopatki. Wokół gumki zaplotłam pasmo włosów, aby ją ukryć. Wyglądałam... Oryginalnie. Połowa włosów czarna, druga krwisto czerwona. Włożyłam wszystkie kolczyki tam gdzie powinny być i spojrzałam na zegarek- 14.30. Idealnie, pół godziny na dojazd do jakiegóś kościółka w lesie za miastem. Ubrałam buty, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki. Oceniłam całokształt, stwirdziłam, że wyglądam dobrze i zeszłam na dół. Ze względu na to, że mam sukienkę i dość mało praktyczne do jazdy na motorze buty, wzięłam kluczyki do mojego Lamborgini (cóż, jestem całkiem dobrze opłacalną tatuażystką, a powiedzmy, że to nie jest moje jedyne źródło dochodów). Wybyłam z domu uprzednio informując o tym okrutną kobietę, która również w nim mieszka. Wsiadłam do mojego czarnego jak smoła cudeńka i odjechałam. Wiedziałam dokładnie gdzie jechać. Kiedyś zabierał tam mnie oraz Krissy i to właśnie tam robił mi różne rzeczy. Nie w kościele oczywiście, tam jest całkiem sporych rozmiarów domek na drzewie. Aby się nie rozpłakać na myśl o tym co się tam działo, puściłam najnowszą płytę Of Mice & Men. W jakiś sposób mnie ona uspokaja.
Dotrcie na miejsce zajęło mi trochę dłużej niż planowałam, więc nie zdziwiło mnie, że wszystcy byli już w środku, no po za jakimś gościem, który palił. Stał do mnie tyłem więc mogę tylko powiedzieć, że jest bardzo wysoki i szczupły. Nie zwracając na tajemniczego ktosia uwagi wysiadłam z samochodu kierując się do wejścia. Zajmuję miejsce w ostatniej ławce i przyglądam się ceremonii. ON prawie wcale się nie zmienił. Trochę schudł ale to pewnie dlatego, że postanowił włożyć garnitur sprzed 5 lat. Jego wybranka była całkiem sobie. Ładna, po ilości zmarszczek mogę powiedzieć, że w jego wieku, czarne włosy i błękitne oczy. Zabawne, Andy miał prawie identyczne.
Dokładnie w momencie, gdy ON miał powiedzieć symboliczne tak, Krissy postanowiła, że do mnie zadzwoni. Ja oczywiście nawet nie zadałam sobie trudu by wcześniej telefon wyciszyć, więc teraz w całym kościele rozbrzmiewał jakże lubiany przez wszystkich tu obecnych głos Ronnie'go Radke. No i tym sposobem mój plan o byciu niezauważoną legł w gruzach. Momentalnie wszystkie pary oczu skierowane zostały w moją strone. Nawet ON mnie zauważył, a co gorsze- rozpoznał. Po krótkiej pogawędce z Kris i 'delikatnemu wyjaśnieniu', że jest najgłupszą osobą jaką znam, z kompletnym brakiem wyczucia czasu, po mojej prawej stronie usłyszałam stłumiony chichot. Ten ktoś musiał przyjść później niż ja i w dodatku nadzwyczaj cicho, że nie zwróciłam na niego uwagi. Gdy po chwili chichot nie ustał (a bardzo nie lubię gdy się ze mnie naśmiewa) postanowiłam sprawdzić, kogo tak bardzo rozbawiłam. Podniosłam wzrok na tego ktosia i...
No kurwa nie wierzę.
[A/N] no i mamy dwujeczkę! Trochę nudny mi wyszedł, ale akcja dopiero się rozkręca.
Czy tylko mi się wydaję, czy to opowiadanie czyta się... Tak szybko? W sensie, jak ja czytam od początku co napisałam to jakos tak szybko mi idzie. Ale może to dlatego, że już wiem co się wydarzy.
Gwiazdkujcie, komentujcie, obserwujcie! Do następnego!!
xx
