Rozdział 13

331 31 7
                                        

*Lauren's POV*
Przegiął. Stanowczo. Nie potrafi trzymać języka za zębami. Nie chcę wierzyć, że chciał to powiedzieć, ale był zły i na kacu- tacy ludzie mówią to, co myślą. Zacznę się śmiać jak psychopatka jeśli przyjdzie do mnie i zacznie przepraszać. Nie tak szybko, Biersack, pierdolona gwiazdko.
Wybiegłam z jego posesji i wsiadłam na motor. Stwierdziłam, że wracam do domu. Nie wiadomo co ten zwierzyniec tam wyprawia.
Po krótkiej podróży dotarłam do domu. Zauważyłam, że Coma wybył jak mnie nie było. Po przekroczeniu progu stwierdziłam, że nie było tragicznie, Chris i Krissy nadal ze sobą flirtowali, a Olson usilnie próbował im przeszkodzić. Tańczył przed nimi w samych gaciach wymachując mOJĄ BIELIZNĄ!?
-OLSON PIERDOLONA SZMATO SKĄD MASZ MÓJ STANIK?!- krzyknęłam i zaczęłam gonić tego gnoma. Dzisiaj po raz drugi.
-No jak to? Z szuflady wziąłem. A myślałem, że jesteś bardziej inteligenta, piękna niewiasto- odpowiedział zakładając na siebie mój czarny, koronkowy biustonosz.
-Co jak co, ale bieliznę to ty masz sexi misiek. Chyba będę musiał się wybrać z tobą na zakupy. Wiesz, dziewczyna Ryan'a ma niedługo urodziny, a biedak zarzekał się, że ta nosi gacie jak ze średniowiecza.- dodał ze śmiechem.
Nie miałam innego wyjścia, jak również się roześmiać i zrobić mu zdjęcie. Ohh, bezcenne- Horror stojący na stole kuchennym w twoim staniku i gaciach... Jak mi popadnie, to idzie na wszystkie możliwe portale społecznościowe.
-Dobra skrzacie, dzisiaj przeżyjesz ale złaź ze stołu.- powiedziałam
-Inteligenta i jaka łaskawa do tego. No kurde dziewczyna jak marzenie- powiedział sarkastycznie.
Zaczęłam się śmiać, ale potem uderzyło mnie, co tak na prawdę dzisiaj miało miejsce. Momentalnie się uspokoiłam i zrobiłam jakaś taka... Smutna? Nie wiem. W każdym bądź razie Ricky wyczaił, że coś jest nie tak, wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju, sadzjąc nas na łóżku.
-Dobra, widzę że coś nie gra. Nie znamy się jakoś długo, ale ja mogę powiedzieć, że ci ufam. Mam nadzieję, że ty mi również. A jako, że jesteś cudowna przyjaciółką i nie chcesz przerywać kwitnącego romansu Krissy, jesteś skazana na szczerą rozmowę ze mną. - powiedział ubierając swoje ciuchy.
Nie wiem czemu, ale czułam, że na prawdę mogę mu zaufać.
-No więc chodzi o Biersacka...- Zaczełam mu wszystko opowiadać jak na spowiedzi. O naszej wspólnej nocy, jak okazał się być synem żony mojego ojca, o naszej randce i w końcu o sytuacji z dzisiaj.
-Ja... Łał. Wychodzi na to, że to wszystko prze ze mnie. Zawsze coś spierdolę...- zaczął obwiniać się Horror
-Ricky, przestań. To absolutnie nie jest twoja wina. Tylko Andy'ego. Gdyby na prawdę mu na mnie zależało, nie powiedziałby tak. Widocznie zaczęłam widzieć szanse na szczęście tam, gdzie ich nie było. Jak zwykle z resztą.- Powiedziałam lekko zdołowana.
Czekałam na odpowiedz Ricky'ego, ale zamiast coś mówić- przytulił mnie. Tak po prostu przyciągnął mnie do siebie i zamknął w szczelnym uścisku. To było przyjemne, nawet bardzo. I chyba właśnie tego teraz potrzebowałam, by ktoś uświadomił mi, że nie jestem całkiem sama.
-Dziękuję Ricky. Naprawdę ci dziękuję. Jesteś popieprzony, ale i tak cię kocham Olson- powiedziałam rozluźniając uścisk.
-Ja ciebie też Lau. Jesteś dla mnie praktycznie jak siostra.- odpowiedział z uśmiechem, po czym wstał z łóżka i pociągnął mnie ze sobą
-Chodź mała, idziemy na miasto. Masz 30 minut na ogarnięcie się. Ja powiadomie Chrisa o Krissy.- powiedział, po czym wyszedł z pokoju.
Podeszłam do szafy i wyjęłam moje czarne, poprzecierane rurki, czarny t-shirt z dekoltem w serek oraz moją ukochaną, czarną, postrzepioną kamizelkę. Poszłam do łazienki, wykonałam tradycyjny makijaż, tylko mocniej podkreśliłam oczy i dorzuciłam czarną szminkę. Włosy wyprostowałam i związałam w wysoką kitkę. Następnie ubrałam wcześniej przygotowany zestaw i założyłam kilka naszyjników. Wsadziłam kolczyki tam gdzie ich miejsce i zgarnaiając po drodze czarne lity zeszłam na dół, gdzie je założyłam.
-Kurde, Coleway. Nieźle wyglądasz. Po raz pierwszy od lat ci to mówię.- zaśmiała się Krissy klepiąc mnie po tyłku.
-Dzięki Kris. Ty też niczego sobie.- odpowiedziałam jej. Miała na sobie biały crop top, czarną skórę i czarne, podarte rurki, do których założyła również lity, ale obijane ćwiekami.
-Dobra moje piękne panie, jako że jesteście gotowe, możemy wyruszać w miasto. Podejrzewam, że zahaczymy o jakieś sklepy z ciuchami, kawiarnie, może kino lub kręgielnie. Także ten, idziemy! Lauren pamiętaj o zamknięciu domu.- powiedział Chris.
Po niedługiej chwili oczekiwania na Olsona, wyszliśmy z domu. Jako że nie biorę torebki a kasę mam u Kris, klucze schowałam w dziurze w podłodze pod doniczką koło drzwi. Następnie skierowaliśmy się w stronę najbliższej galerii handlowej, gdzie kupiłam sobie kilka koszulek, creepersy i jakieś buty do biegania. Nie patrzyłam jakie, ważne, że czarne. Kris i chłopcy też coś kupili ale nie wiem co.
Po zakupach udaliśmy się do kina. Właśnie puszczali drugą część Kobiety w Czerni, a że ubóstwiam pierwszą- nie było opcji nie obejrzenia tej.
Podczas seansu Krissy cały czas dobijała do Motionless'a. Ona chyba na serio czuje coś do Chris'a. Według mnie pasują do siebie.
Po filmie udaliśmy się do najbliższej pizzerii. Chcieliśmy usiąść, pogadać i przy okazji coś zjeść. Po wejściu do środka udałam się do toalety, pozwalając reszcie wybrać stolik. Weszłam do pomieszczenia, poprawiłam włosy, umyłam ręce i wyszłam. Rozejrzałam się po pomieszczeniu w celu znalezienia moich towarzyszy. Dostrzegłam ich siedzących w kącie. Krissy rozmawiała z kimś ze stolika obok. Tym kimś okazał się być Jinxx...
Koło którego siedziała cała reszta BVB.
Kurwa.

[A/N] Tak możecie mnie teraz zlinczować za tak długą nieobecność. Przepraszam was za to, ale był koncert Marsów i te wszystkie emocje temu towarzyszące blokowały mi wenę (z resztą do teraz płaczę jak słyszę CTTE) dodatkowo szkoła mi zadania nie ułatwiała i tak jakoś wyszło...
Co myślicie o rozdziale? Przepraszam, jeśli jest do dupy... Komentujcie, gwiazdkujcie
I do następnego!
xx

Everything has changedOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz