*Lauren's Pov*
W drzwiach stał gitarzysta Motionless In White we własnej osobie. Panie i panowie, przedstawiam wam jednego z moich wielu mężów, którzy kompletnie nie wiedzą o moim istnieniu- Ricky'ego Olsona, szerzej znanego jako Ricky Horror. No kurwa nie wytrzymam! Ale trzeba zachować spokój jeśli chcemy aby tu został na dłużej.
-Dobrze, przejdźmy do rzeczy. Jaki tatuaż i gdzie pan sobie życzy?- zapytałam
-Błagam, wszystko tylko nie pan. Mam na imię Ricky- powiedział wręczając mi kartkę ze szkicem
-Dobrze wiem jak masz na imię- powiedziałam tak, aby tego nie usłyszał i zabrałam się za przenoszenie wzoru na kalkę- Dobra, to gdzie robimy?- zapytałam podchodząc do wieży i odpalając jakąś płytę. Padło na 'Suicide Season- BMTH'. Następnie poleciłam Ricky'emu usiąśc na fotelu, oczyściłam wskazane miejsce i zaczęłam tatuować. Po skończonej robocie nie mogłam się powstrzymać i poprosiłam o wspólne zdjęcie.
-Czyli jednak mnie znasz? Wiedziałem. Mam do ciebie pytanie, może wymienilibyśmy się numerami? Wydajesz się być w porządku, a potrzebuję czasami kobiecej rady. Niestety większość dziewczyn które poznam skaczą koło mnie, bo jestem w zespole i jestem zajebiście przystojny- mówiąc to poruszał zabawnie brwami na co zaśmiałam się lekko.
-Jasne, daj mi swój telefon, to ci się wpiszę- powiedziałam wręczając mu swoją komórkę. Po wpisaniu swoich numerów zwróciliśmy sobie urządzenia. Następnie Ricky opuścił salon uprzednio płacąc za tatuaż. Wiedząc, że nie mam więcej klientów wyszłam zostawiając w salonie Johna. Poradzi sobie. Wróciłam do domu z zamiarem odpalenia kompa i pooglądania filmów, ale w porę przypomniałam sobie, że mam dzisiaj oglądać mieszkania. Jest 16.30, a pierwszą wizyte mam na 17. Pobiegłam na górę wziąć jakieś dokumenty gdybym już dzisiaj się na coś zdecydowała. Stwierdziłam, że zrobię sobie kawę, żeby nie zasnąć za kółkiem. Gdy włączyłam czajnik usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam i ku mojemu zdziwieniu ujrzałam Biersack'a opierającego się o framugę.
-Wpadłem zapytać, czy może nie chciałabyś ze mną gdzieś wyskoczyć?- zaczął
-Wiesz, chciałabym i to bardzo, ale teraz nie mogę. Za chwilkę jadę oglądać mieszkania. Planuję się stąd wyrwać. - odpowiedziałam smutno.- Ale jak chcesz to możesz jechać ze mną. To nie potrwa dłużej niż 2 godziny i potem możemy gdzieś razem wyskoczyć.- dopowiedziałam po chwili
-Jasne, brzmi świetnie.
-To może wejdziesz na chwilę? Muszę jeszcze zrobić kilka rzeczy.- powiedziałam i przepuściłam chłopaka w drzwiach. Następnie udałam się do kuchni w celu zrobienia sobie kawy i przelania jej do mojego dużego kubka termicznego. Zgarnęłam dokumenty, założyłam buty i razem z Andy'm wybyliśmy z domu. Zauważyłam, że na podjeździe stoi jego auto.
-Jedziemy na dwa samochody, czy twoim?- zapytałam
-Moim, potem cię odwiozę.- odrzekł. Wsiadłam na miejsce pasażera, po czym podałam mu adres pierwszego mieszkania. Dotarliśmy na miejsce punktualnie, agent już na nas czekał.
Grubszy, łysy i niski mężczyzna.
-Witam państwa, nazywam sję Hans Wazowsky, zapraszam do środka.- przedstawił się i wprowadził do starego wieżowca. Mieszkanie znajdowało się na 2 piętrze. Po wejściu nie dało się nie zwrócić uwagi na lekko zagrzybiałe ściany i okropny smród panujący w środku. Rzuciłam okiem na jedyny pokój w mieszkaniu, kuchnię i łazienkę po czym stwierdziłam, że na bank nie chcę wchodzić w jego posiadanie. Ani trochę nie przypominał zadbanego i przestronnego apartamentu ze zdjęcia. Podziękowałam panu Wazowskiemu i wyszłam z mieszkania zaraz za Andy'm.
*Andy's POV*
Tamto mieszkanie było okropne. Za nic nie pozwoliłbym zamieszkać tam Lau. Jej z resztą chyba też nie przyapadło do gustu. Oglądała je ze skwaszoną miną.
Wsiedliśmy do auta, po czym skierowaliśmy się pod podany przez dziewczynę adres, gdzi znajdowało się następne mieszkanie.
Dojechaliśmy na miejsce, wysoki, nowoczesny budynek w centrum. Lauren wysiadła, po czym podeszła do agentkistojącej pod drzwiami budynku. Poszedłem w jej ślady. Kobieta nazywa się Ann Williams. Śreniego wzrostu brunetka, na oko 50 lat. Zaprowadziła nas do recepcji by odebrać klucze do apartamentu, po czym wsiedliśmy do windy. Wjechaliśmy na najwyższe piętro, czyli na 29. Dość wysoko.
Zostaliśmy powiadomieni, że apartament zajmuje całe piętro, dodatkowo posiada wejście na dach, taras z basenem i szklaną podłogą.
Gdy tylko drzwi windy się otworzyły Lauren oniemiała z zachwytu. Pobiegła obejrzeć każdy najmniejszy zakamarek mieszkania, czyli 5 sypialni, 2 łazienki, dużą kuchnie z jadalnią, przestronny salon, oraz 2 wolne pokoje. Apartament był kompletnie bez mebli nie licząs kilku krzeseł i stolika. Posiadał tylko karteczki na drzwiach informujące o przeznaczeniu pomieszczenia. Obserwowałem uważnie Lau. Poruszała się z taką gracją. Była po prostu piękna. W tej chwili zrozumiałem jedno: na prawdę mi na niej zależało. Nie mogę powiedzieć, że ją kocham. Za słabo ją znam, ale na pewno chciałbym ją bliżej poznać. Najgorsze jest to, że nie potrafię nazwać uczucia, którym ją darzę. To mnie na prawdę męczy.
-Tu jest pięknie! Pozostaje tylko kwestia: ile?- zapytała Luaren
-Samo mieszkanie 1,5 miliona dolarów. Doliczając piwnicę oraz 3 miejsca parkingowe 1,8 miliona.- opdowiedziała Ann. Oczy Lau momentalnie się rozjaśniły
-Biorę!- wyglądała na szczęsliwą. Chciałem aby taka była. Przez cały czas. Wtedy wydawała się jeszcze piękniejsza, choć to prawie niemożliwe.
Lauren udała się z panią Williams do kuchni po czym załatwiły papierkową robotę przy prowizorycznym stoliku z 2 krzesełkami ogrodowymi.
-Wspaniale, kluczę może pani odebrać za dwa dni, czyli w poniedziałek tutaj w recepcji. Powiadomię odźwiernego o nowym właścicielu. Będzie tylko pani potrzebować dokumentu potwierdzającego torzsamość. Na dzisiaj tyle. Dziękuję za zakup i życzę dobrego wieczoru. Dowidzenia.- powiedziała po czym wyszliśmy z mieszkania. Opuściliśmy budynek i wsiedliśmy do samochodu.
-Jesteś zadowlona?- zapytałem.
-Bardzo. Teraz, gdzie mnie zabierasz?
-Na randkę.
-Taką prawdziwą?- zapytała z nutką niedowierzania
-Tak. Zabieram cię na taką prawdziwą randkę- odpowiedziałem z uśmiechem.
[A/N] no i mamy ósemeczkę! Co sądzicie? Nie mogłam się powstrzymać. Musiałam wpleść tutaj Ricky'ego. Może niedługo całe MIW.
Tak jak obiecałam, mamy więcej Andy'ego. ONI IDĄ NA RANDKĘ!
W kometarzach piszcie co sądzicie.
Mam nadzieję, że wszyscy wróciliście cali ze spotkań rodzinnych
Gwiazdkujcie, komentujcie i do następnego!
xx
