Rozdział 10

334 37 6
                                        

*Lauren's POV*
Następnego dnia obudził mnie dźwięk smsa od Johna mówiący, że na dzisiaj nie mam żadnych klientów. Cudownie- cały dzień z lodami przed telewizorem. Wstałam, wykonałam poranną toaletę i ubrałam się w czarne legginsy oraz luźny bezrękawnik motionless in white. Do tego moje puchate skarpety i zeszłam na dół z laptopem telefonem w ręce. Matka wraz z siostrą moją siostrą pojechały na małe wakacje, nawet nie wiem gdzie, co znaczy, że mam wolną chatę. Odpaliłam w telewizorze jakąś stajce z odpowiadającą mi muzyką i ruszyłam do kuchni z zamiarem zrobienia naleśników z nutellą.
Po zjedzonym śniadaniu usiadłam na kanapie w salonie oglądając klip do piosenki 'All Time Low- somethings gotta give'
-Alex jako frytki. Mmm jadłabym- powiedziałam do siebie.
Wróciłam do kuchni z zamiarem zdobycia jakichś słodkości ale ku mojemu zdziwieniu żadnych nie znalazłam. No cóż muszę jechać do sklepu. Popędziłam na górę by legginsy zastąpić gładkimi, czrnymi rurkami. Wykonałam delikatny makijaż i zaczęłam przekopywać szafę w celu znalezienia mojego skórzanego plecaczka, w który mam zamiar spakować kupione produkty.
Zeszłam na dół i wpakowałam do plecaka portfel i telefon. Założyłam wysokie, wiązane buty (czarne, oczywiście) i chwyciłam kluczyki do pojazdu. Dzisiaj nie jadę specjalnie daleko więc biorę mojego Harleya, narzuciłam jeszcze skórzaną kórtkę i byłam gotowa. Po wyjściu i zamknięciu domu wsiadam na moje cudeńko, wcześniej zakładając kask- Bezpieczeństwo przede wszystkim.
Odpalam maszynę i jadę do najbliższego sklepu, który wcale tak blisko nie jest. Po jakichś 10 minutach drogi zaparkowałam koło sporego Jeepa i weszłam do sklepu uprzednio zdejmując kask i wyjmując kluczyki ze stacyjki. Od razu po wejściu do środka skierowałam się na dział ze słodyczami. Wpakowałam do koszyka wszystko co wpadło mi w ręce czyli żelki, czekolady, batoniki, cukierki, posypki, lizaki, chipsy i tego typu rzeczy. Oczywiście wszystko w ogromnych ilościach. Szczerze to nie mam pojęcia jak ja to wszystko spakuję do mojego plecaka, który w tej chwili wydawał mi się jakiś malutki.
-Lauren? Masz zamiar zakopać się w jakiejś jaskini, że takie zapasy robisz? Ciekaw tylko jestem jak to do tego plecaczka zmieścisz- usłyszałam nad sobą. Podniosłam głowę by zobaczyć Olsona.
-Cześć Ricky, mi również miło cię widzieć. Odpowiadając na pytanie- coś w ten deseń, ale zakopuje się pod kocem i oglądam filmy. W sumie to ja też nie wiem jak to zabiorę do domu.- odpowiedziałam dalej wrzucając rzeczy do koszyka. Sporo tego jest.
-Mam pomysł! Może wpadniesz do mnie na szalone piżama-party? Zaproszę jeszcze przyjaciółkę. Tylko, że ty musisz przywieźć moje zakupy- zaproponowałam ochoczo
-W sumie nie mam nic lepszego do roboty. Miałabyś coś przeciwko jeśli wziąłbym ze sobą kumpla?- zapytał
-Jasne, że nie. Tylko żeby nie był jakiś nierozgarnięty okej?
-Jasna sprawa. To najpierw pojedziemy do ciebie, ogarnę gdzie mieszkasz i wezme twoje zakupy, a potem pojade do siebie i przyjade z powrotem z kumplem.- oświadczył Horror, na co ja się zgodziłam. Zapłaciliśmy za zakupy i wyszliśmy ze sklepu. Zachciało mi się śmiać jak Ricky zobaczył czym przyjechałam. Jego mina była komiczna.
-Nie podejrzewałem, że jeździsz na motorze.
-Richard, dużo rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz. Dobra bierz te zakupy i jedź za mną. Postaraj się nie zostawać daleko w tyle, nie lubię wolno jeździć.- powiedziałam, po czym odpaliłam swój pojazd i założyłam kask. Upewniłam się, że Olson jest gotowy i ruszyłam. Po wyjeździe z parkingu i upewnieniu się, że drogi są puste (co jest zadziwiające, biorąc pod uwagę, że mieszkam w Caloforni)
znacząco przyspieszyłam, stawiając motor na tylnym kole. W lusterku skontrolowałam Ricky'ego- cały czas jedzie za mną. Dodałam gazu i nie oglądając się za siebie udałam się prosto do domu. Stanęłam na jednym z dwóch wolnych miejsc na podjeździe i odczekałam chwilę by Ricky zajął drugie.
-Nieźle jeździsz Lauren. Masz tu zakupy, ja jadę do siebie i za jakąś godzinkę wrócę. Na razie.- powiedział wręczając mi zakupy, by następnie odjechać.
Wniosłam słodkości do domu i porozsypywałam je w miskach. Przygotowałam też szklanki i pucharki gdyby zachciało nam się lodów. Ogarnęłam jeszcze trochę mieszkanie i zadzwoniłam do Krissy, żeby ją powiadomić o piżama-party. Nie mówiłam kto jeszcze będzie, bo dostałaby ataku fangirl i nie mogłabym jej uspokoić. Wolę poczekać aż zacznie piszczeć przy Olsonie.
Z racji iż Kris oraz Ricky przyjadą samochodami, muszę schować motor do garażu. Na podjeździe mam niestety tylko 3 miejsca a nie zapominajmy o moim kochanym autku.
Około piętnaście minut później przybyła nadpodubliwa, obsesyjna, nierozgarnięta i bardzo głośna osoba, czyli moja siostra z innej matki- Krissy.
W momencie kiedy wzięła mnie z zaskoczenia i wskoczyła mi na plecy, krzycząc przy tym niemiłosiernie, zaczęłam żałować decyzji o wręczeniu jej zapasowych kluczy do domu. Naprawdę, ona jest nieoczekiwalna. Okej, mamy Kris, a za jakieś 20 minut powinien wpaść Ricky z tym jego kumplem. Zaczęłam rozmawiać z przyjaciółką na różne tematy i opowiedziałam jej o mojej randce z Biersackiem. Cały dzień wracałam myślami do naszych pocałunków. One były takie cudowne. Podczas gdy Kris dostawała spazmów i rozpływała się nad tym jaki to Andy jest dla mnie idealny usłuszałam dzwonek do drzwi. Chciałam zaskoczyć Kris więc poleciłam jej otworzenie ich.
Dziewczyna wyszła, otworzyła drzwi, pisnęła nadzwyczaj głośno i zatrzasnęła drzwi przed nosem Ricky'ego by zacząć jeszcze głośniej krzyczeć.
-MOŻESZ MI KURWA WYTŁUMACZYĆ JAK TO SIĘ STAŁO, ŻE OTWIERAM SOBIE SPOKOJNIE DRZWI A TAM KURWA STOI RICKY PIEPRZONY HORROR RAZEM Z PIERDOLONYM CHRISEM MOTIONLESSEM!?- zaczęła a ja pokładając się ze śmiechu doczołgałam się do drzwi i jedną ręką je otworzyłam, by po chwili opaść całkowicie na podłogę jeszcze bardziej się śmiejąc. Nawet nie chcę wiedzieć co Ricky i Chris musieli o nas w tej chwili myśleć.
Gdy już się opanowałam, spojrzałam w górę i ponownie zaczęłam się śmiać. Miny Chris'a i Horror'a były bezcenne. Po chwili uspokoiłam się, wstałam i podeszłam do nich.
-Ja bardzo przepraszam, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać. Tak w ogóle to jestem Lauren, miło mi cię poznać osobiście Chris- zwróciłam się do Motionless'a z wyciągniętą dłonią. Jak się okazało niepotrzebnie, bo on zamknął mnie w szczelnym uścisku. No proszę taka chuda szkapa a ma w sobie tyle siły i energii...
-Mi również miło cię poznać. Podoba mi się twoja koszulka- wskazał na mój bezrękawnik z logiem MIW. No nic dziwnego, że mu się podoba.
-Ahh, gdzie moje maniery? Krissy, poznaj Ricky'ego i Chrisa. Chris, Ricky, to moja siostra z innej matki- Krissy.- przedstawiłam ich sobie
-Miło mi poznać. Mówcie mi Kris- powiedziała dziewczyna gdy się już otrząsnęła.
-Richard, co tak sterczycie? Właźcie do środka!- zaprosiłam ich do wnętrza.
-Błagam, wszystko tylko nie Richard.- powiedział zrezygnowany, po czym oboje z Chrisem zdjęli kurtki, buty i weszli do kuchni. Oczy Chrisa momentalnie powiększyły się na widok słodyczy.
-Mamusiu kochana! Masz lody prawda? Ja będe chciał lodowego frykasa!- zaczął podskakiwać jak małe dziecko
-Tak Chris, mam lody. Zrobimy potem lodowego frykasa, cokolwiek to jest.
-Dobra, ludziska. Słodycze potem. Jak mamy oglądać filmy to trzeba przygotować odpowiedznie miejsce. Lauren, ty i ja przynosimy wszystkie kołdry i poduszki jakie masz w tym domu. Chris z Krissy, skombinujcie 5 krzeseł i jakiąś kolorową lampkę nocną.- zarządził Ricky.
Rozdzieliliśmy się i ja z Olsonem poszliśmy na górę. Gdy tylko weszliśmy do mojego pokoju Richard zaczął się śmiać jak opętany z jego wystroju. Uciszył się dopiero jak mu powiedziałam, że kupiłam już nowe mieszkanie i to on będzie mi pomagał je malować. Ha, już nie jest taki zadowolony. Wzięliśmy 5 kołder, 3 koce, pierdyliard poduszek i tak obładowani zeszliśmy na dół. Rzuciliśmy to na podłogę w salonie gdzie Chris i Kris zgromadzili pozostałe rzeczy. W pewnej chwili Olson i Cerulli dostrzegli coś i spojrzeli po sobie porozumiewawczo.
-JABŁUSZKO!!- krzyknęli i pobiegli w stronę jabłuszka do zjeżdżania na śniegu. Tylko, że oni zjeżdżali ze schodów. Idioci...
-Dobra dzieci uspokójcie się. Rick, po co nam te kołdry i to wszystko?- zapytała Kris
-Jak to po co? Będziemy budować bazę!!!- wykrzyknął entuzjastycznie.
O matko. To będzie długa noc.

[A/N] no hej hej. Mamy już dziesiąty. Wybaczcie, że nic nowego nie wniósł, ale czuję się tragicznie. Do tego miałam dziś sprawdzian i na przyszły tydzień zapowiedzieli mi kolejne 3 +milion kartkówek ;((
Trochę w ogóle Andy'ego nie było, ale nie chciałam tak w kółko o nim. Ja rozumiem, że to jego ff ale co za dużo to nie zdrowo ;*. Poza tym taką mam ostatnio fazę na MIW, że nie mogłam się oprzeć.
Gwiazdkujcie, komentujcie i shipujcie Landy. Ojj będzię się działo ludzie. I ktoś na 100% ucierpi. Buahahaha. Jestem okropna, wiem.
To do następnego
xx

Everything has changedOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz