Rozdział 7

359 35 4
                                        

*Lauren's POV*
Andy zaczął pochylać się w kierunku mojej twarzy. Chwilunia, czy on próbuje mnie pocałować? To chyba trochę za wcześnie. Ja wiem, że uprawialiśmy już sex, ale hola hola, byłam pijana i w potrzebie. Teraz stoimy sobie pod moim domem, po 2 dniach znajomości, a on chce mnie pocałować? Nie tak szybko kolego.
Gdy jego usta były już niebezpiecznie blisko, przekręciłam głowę tak, że trafił w policzek i aby uniknąć niezręcznej atmosfery wskazałam palcem w prawo:
-Patrz! Wiewiórka! Na tamtym drzewie, widzisz?-zapytałam. Andy spojrzał w tamtym kierunku, by po chwili znowu wbić wzrok we mnie.
-Hej, zepsułaś atmosfere i jesteś okropna w zmianie tematu. Tam nie ma żadnej wiewiórki. Co gorsza, nie ma tam żadnego drzewa Lau. To się nazywa, moja droga- latarnia. Zawyczaj stają pod nimi panie, na gwałt szukające kasy. Nie polecam próbować- powiedział ironicznie i zaśmiał się, na co ja spaliłam buraka.
-Huh, no jasne. Dzięki za radę. Wiesz, ja już będę spadać, zaprosiłabym cię do środka, ale nie chcę narażać cię na niepotrzebne nerwy przy okazji poznania niezwykle nachalnej i uperdliwej kobiety, w skrócie mojej matki.- powiedziałam, po czym przytuliłam chłopaka na pożegnanie i udałam się do środka. Krzyknęłam do mamy, że już jestem i weszłam do mojego pokoju. Nie mogę się doczekać przeprowadzki, to pomieszczenie to spełnienie moich największych koszmarów. Białe ściany z jakimiś pomarańczowymi kwiatuszkami i motylkami, pomarańczowe meble i zielone dodatki. Oszaleć można, ale cóż mogę zrobić. Przemalować nie mogę, bo mamusia, dlatego trzeba zacząć oglądać jakieś apartamenty. Najlepiej w centrum miasta. Wszędzie blisko, do pracy, do galerii.
Otrząsnęłam się i poszłam się umyć, następnie ubrałam piżamę, czyli majtki, długie skarpetki i za dużą koszulkę. Weszłam pod kołdrę, odpaliłam laptopa i zaczęłam przeszukiwać oferty mieszkań. Znalazłam kilka, poumawiałam się na wizyty i poszłam spać.
Następnego dnia obudził mnie dźwięk przychodzącego sms'a. Nadawcą był John. Pisał, że mam klienta dopiero na 15. Mam jeszcze 5 godzin, więc stwierdziłam, że pójdę na siłownie. Dawno nie byłam, przydałoby się. Ostatnimi czasy nic tylko wpierdalam słodycze. Ubrałam się w czarne rurki i jakiś za duży t-shirt, rozczesałam włosy. Nie malowałam się, bo nie ma to większego sensu gdy to i tak ma mi to spłynąć z twarzy. Spakowałam do sportowej torby buty, strój, ręcznik, żel pod prysznic i wodę. Wyszłam z domu uprzednio zakładając moje czarne vansy. Wsiadłam do samochodu i po około 10 minutach byłam na miejscu. Skierowałam się do recepcji po kluczyk do szafki w szatni i po karnet umożliwiający wejście na salę. Następnie weszłam do szatni i przebrałam się w czarny, krótki top sportowy i tego samego Koloru krótkie spodenki. Zmieniłam buty, związałam włosy w kucyka i wyszłam chwytając po drodze butelkę wody. Rozciągnęłam się trochę i weszłam na bieżnie. Na rozgrzewkę przebiegłam 5km truchtem i 500m sprintem. Potem ćwiczenia z ciężarkami i na drabinkach. Miałam już iść na drążek gdy usłyszałam za sobą:
-No proszę proszę. Kogo moje piękne oczy widzą. Nie sądziłem, że chodzisz w takie miejsca. Kolejna zakompleksionia lala próbująca zrzucić zbędne kilogramy?- odwróciłam się, by zobaczyć kogo tak bardzo ucieszyła moja wizyta tutaj. Jakież było moje zdziwienie gdy ujrzałam mojego 'najlepszego przyjaciela' od siedmiu boleści- Ashley'a Purdy.
-Ooo jak ja się stęskniłam. Swoją drogą, ubrałbyś koszulkę. Ani ty jakiś specjalnie przystojny, ani umięśniony. Więc jeśli choć trochę zależy ci na tym, abym nie straciła wzroku zakryj się dziewczyno, bo piersi ci jeszcze jak widać nie urosły.- powiedziałam zgryźliwie.
-Och no wiesz co? Moje dotychczasowe toważyszki na noc nie narzekały na to, jak bardzo męski jestem.
-No jasne. Się dziwisz, że tylko na jedną noc? Nie opłacało im się zostawać dłużej. Nie zachwycasz wyglądem i pewnie zawartością spodni również. A teraz przepraszam, idę dalej ćwiczyć. Nie przyszłam tu by marnować swój cenny czas na kowboja próbującego poderwać panienki na siłowni.- powiedziałam i podeszłam do worka treningowego.
Chąc jeszcze trochę się rozgrzać oplotłam worek nogami i zaczęłam wykonywać brzuszki. Po 70 zeszłam i zaczęłam w niego tłuc. Wyładowałam w ten sposób wszystkie negatywne emocje i odgoniłam niechciane wspomnienia. Na siłowni zeszły mi równo 2 godziny. Na dzisiaj starczy. Udałam się do szatni, wzięłam z szafki ręcznik i żel i weszłam do jednej z 5 kabin przysznicowych. Wybrałam tą na końcu. Usłyszałam, że do kabin obok ktoś wchodzi. Chcąc nie chcąc podsłuchałam ich rozmowę
-Ty, a widziałaś tego przystojniaka bez koszulki? No wiesz, długie czarne włosy, miał tatuaże.- powiedziała pierwsza
-No, totalne ciacho. Brałabym. Tylko po jaką cholerę gadał z tą w czerwonych włosach? Widziałaś jej tatuaże? Masakra jakaś. Współczuję jej mężowi, będzie musiał ją na starość pomarszczoną w nich oglądać. O ile jakiegoś znajdzie.- Czy one swtierdziły, że Ash jest przystojny?! Co gorsza: czy one powiedziałe, że mam brzydkie tatuaże? O nie. Upewniwszy się, że obie rozmawiają i mnie nie usłyszą wyszłam z kabiny owinięta ręcznikiem i podeszłam do kupki z ciuchami, które musiały do nich należeć. Zawinęłam każdej koszulkę, schowałam je i wróciłam pod prysznic. Odczekałam aż wyjdą i zorientują się, że nie mają bluzek, po czym już ubrana i wytarta wyszłam ja. Ich miny gdy mnie zobaczyły, bezcenne. Musiały połączyć fakty. To że najpewniej je słyszałam i tajemnicze zniknięcie bluzek. Na odchodne pkwiedziałam im:
-Nie martwcie się, wasz przystojniak lubi łatwe, półnagie dziewczyny. Zazwyczaj jednak wybiera te ładne, więc chyba jednak nie macie szans. Poza tym, naprawdę chcecie kogoś, kto ma tatuaż hello kitty na ręcę? Nie Polecam.- po czym wyszłam. Do wizyty w salonie miałam jakieś 1,5 godziny. Wróciłam więc do domu by się ogarnąć. Wykonałam tradycyjny makijaż, włosy rozpuściłam i podkręciłam, oraz się przebrałam. John powiedział, że mam się nie spóźnić więc szybko zmieniłam bluzkę na czarną bokserkę, na którą narzuciłam czarną postrzępioną kamizelkę z przypinkami ulubionych zespołów. Szybko wybiegłam z domu, uprzednio chwytając telefon i zakładając glany i wsiadłam do auta. Dotarłam do salonu i jak to mam w zwyczaju, krzyknęłam w drzwiach do John'a:
-Już jestem. Klient musiał czekać czy jeszcze go nie ma?
-Już jestem i nie musiałem czekać- odpowiedział ktoś zza moich pleców. Odwróciłam się, by zobaczyć kogo dzisiaj koloruję i...
I nie mogłam uwierzyć jakie mam szczęscie.

[A/N] no i mamy siódemeczkę! Co sądzicie? Trochę mało Andy'ego. Ale nie obawiajcie się- to się zmieni. Na chwilę obecną musicie się zadowolić naszym Deviant'em .
Jutro na 100% nie będzie rozdziału, bo jadę do rodziny. Dzisiaj też byłam i padam na twarz więc nie bijcie, jeśli rozdział wyszedł do dupy.
No więc gwiazdkujcie, komentujcie k do następnego!
xx

Everything has changedOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz