*Lauren's POV*
-Kto śmie przerywać mój błogi sen?- zapytałam pół przytomna do telefonu. Przez dłuższą chwilę nikt nie odpowiadał. Spojrzałam skołowana na wyświetlacz. Jaką idiotką trzeba być, by próbować odebrać budzik? Leniwie wysunęłam się spod kołdry i ruszyłam do łazienki w by się odświeżyć. Następnie wyszłam z pomieszczenia w celu wybrania stroju z szafy Kris. Zostałam u niej na noc wiedząc, że nie dam rady prowadzić będąc w szoku po wczorajszej rozmowie. Szczerze mówiąc boję się co ON może mi zrobić. Jest zdolny do wszystkiego.
'Przestań o tym myśleć idiotko. Nie potrzebnie się stresujesz' powiedziałam do siebie w myślach.
Wzięłam z szafy Krissy czarny, obcisłg crop top na ramiączkach, czarne rurki i koszulę w biało-czarną kratę. Wróciłam do łazienki by wykonać codzienny makijaż składający się z maskary, bordowej (bardziej czarnej) pomadki i pudru matującego. Narysowałam jeszcze grubą kreskę, włożyłam kolczyki, lekko pokręciłam włosy i byłam gotowa. Wpakowałam wszystkie moje rzeczy to torby, którą również pożyczyłam od Kris i zeszłam na dół.
Zauważyłam, że dziewczyna jeszcze śpi więc przygotowałam jej śniadanie w podzięce za ciuchy i nocleg. Zostawiłam jej liścik informujący o moim wyjściu i założyłam moje glany, które zostawiłam przy poprzedniej wizycie. Wyszłam z domu, wsiadłam do samochodu po czym spojrzałam na zegarek, 11.45. Idealnie, mam jeszcze czas na kawę. Odpaliłam silnik i udałam się do Starbucksa. Były kolejki więc wysłałam sms'a do Johna, że mogę się spóźnić. Złożyłam zamówienie i miałam zamiar usiąść przy którymś z wolnych stolików, gdy poczułam chłodną substancję na brzuchu oraz ręcę.
-No kurwa patrz jak łazisz idiotko!- usłyszałam nad sobą. Spojrzałam na winowajcę. Długie czarne włosy, okulary-muchy, czarne rurki, koszulka z dekoltem w serek i kowbojskie buty. Jeszcze tylko kapelusz i nadawałby się do przeganiania krów. Po chwili odpyskowałam:
-Idiotko? Wypraszam sobie! To twoja wina! Łazisz ze wzrokiem wlepionym w telefon! Masz szczęście, że to nie gorąca kawa, bo źle by się to skończyło pieprzony kowboju.- Spojrzał na mnie z politowaniem i opuścił kawiarnie. No co za typ! Jak dobrze, że nie oblał mi ciuchów, tylko gołą skórę. Wytarłam się i poszłam odebrać moje karmelowe Latté. Wypiłam na miejscu i udałam się do samochodu. Jest 12 więc będę spóźniona jakieś 5 minut, nie jest źle. Ruszyłam w stronę miejsca pracy i tak jak myślałam, weszłam do salony 5 minut po 12. Na wejściu krzyknęłam do Johna:
-Przepraszam za spóźnienie ale wiesz, że równie dobrze mogłabym być w drodze do Miami na wyścigi. Nie uwierzysz, ale jakiś palant wylał na mnie sok w Starbucksie i nawet nie przeprosił! Swoją drogą, klienci już są?- Po tym jakże czułym powitaniu weszłam do głównej części salonu i nie mogłam oczom uwierzyć:
-Andy? Co ty tu robisz?- zapytałam zdziwiona. Nie jest sam, tylko z 4 innych facetów -No proszę, pan palant też tu jest. Po tatuaż jak sądzę? Oj chyba dodam coś specjalnego. Tak od siebie- dodałam wychwytując wzrokiem kowboja z kawiarni. Wyglądał na odrobinę przerażonego. I dobrze. Po chwili się zreflektował i odpowiedział:
-John? Mówiłeś, że nasza tatuażystka jest profesjonalistką, a nie jakąś rozwydrzoną gówniarą.- o nie koleś, przegiąłeś. Zdjęłam koszulę, by w pokazać tatuaże, które sama zaprojektowałam. Nie wiem czemu, poczułam potrzebę pokazania, że kocham to co robię i się na tym znam. Udało mi się bo toważysze Andy'ego otworzyli lekko usta ze zdziwienia.
-Johnie, skręć trochę ogrzewanie! Do chuja pana, na dworze jest 20 stopni a tutaj czuje się jak w jakiejś pieprzonej saunie!- zwróciłam się do przyjaciela, który z niemałym szokiem przyglądał się zaistniałej sytuacji. Nie rozumiem go, przecież on dobrze mnie zna i wie, że nie dam się obrażać. Mało tego, ja się zemszczę.
-Dobra dobra, Lauren? Ty tu pracujesz? No nieźle. To są Jake, Christian, Jeremy, a ten palant to Ashley.
-Tak Andy, pracuję tu. Do rzeczy, jakie tatuaże, gdzie, jak duże i który pierwszy?- zapytałam, po czym Jake wręczył mi kartkę z rysunkiem, mówiąc przy tym:
-Coś takiego, ale wydaję się niepełny. Mogłabyś jakoś to dopieścić?
Była to swego rodzaju gwiazda. Podeszłam do lady i dorysowałam pod spodem rozwinięte skrzydła owinięte łancuchem z kłudką na środku. Pokazałam to chłopakom, zareagowali bardzo entuzjastycznie i stwierdzili, że jestem cudowna.
Już miałam zaczynać tatuować Christiana, ale coś mi nie pasowało
-Do jasnej cholery! John dlaczego z głośników wydobywa się pieprzone country?- zapytałam podirytowana i nie czekając na odpiwiedź, puściłam składankę, na której były moje ulubione piosenki. Od razu lepiej.
Wzięłam się do roboty. Tatuując 3 osobę, którą był Andy, z głośników zaczęła lecieć piosenka 'Motionless In White-Devil's Night'. Lubie ją, ale nie słucham jej w miejscach publicznych, bo przywołuje ona niemiłe wspomnienia związane z NIM i często daje wtedy upust swoim emocjom. Usłyszałam fragment, który ON tak bardzo kochał mi cytować, robiąc mi straszne rzeczy:
"I have sent the voice that gets stuck in your head
Look at me
I've come to fucking scare you to death
Because that's what you deserve
You disgusting piece of shit"
I myślałam, że się poryczę, ale John zmienił piosenkę. Wiedział jak się w tym momencie czułam. Znał moją przeszłość. Posłałam mu dziękujące spojrzenie, co niestety wyłapał Andy. Obawiam się, że będzie chciał wiedzieć o co chodzi. Nie powiem mu. Nie znam go, nie ufam mu. Poza tym tylko Kris i John wiedzą przez co przechodziłam.
Skończyłam go tatuować i zaprosiłam na fotel Jake'a:
-Co właściwie oznacza wasz tatuaż?- zapytałam
-Wszyscy należymy do zespołu. Black Veil Brides.
-Wiedziałam, że skądś was kojarzę! Znam kilka waszych piosenek. Całkiem niezłe są.
-Miło nam to słyszeć.
Po Jake'u przyszła pora na naszego kochanego kowboja. Przez cały czas pilnował czy nie dorabiam mu czegoś na ręcę. Już miałam oznajmić, że skończyłam, gdy dostrzegłam, że Christian go zagaduje, dając mi nieme znaki bym robiła co chcę. Chyba gościa polubię. Ashley nawet nie zwrócił uwagi, że tatuuję go dłużej niż pozostałych. Dorobiłam mu małą, różową głowę Hello Kitty z dymkiem, który mówił Directioner&Belieber 4ever. Tatuaż był w jaskrawych kolorach, więc na pewno rzuca się w oczy.
Dałam mu znać, że skończyłam a ten idiota nawet nie spojrzał na to, co zrobiłam. Może będzie miał niespodziankę. Christian posłał mi spojrzenie mówiące: Jestem z ciebie dumny. Zaśmiałam się cicho i podliczyłam chłopaków.
-Dasz mi swój numer? Chciałbym kiedyś spędzić z tobą trochę czasu.
-Jasne, trzymaj.- podałam Christianowi karteczkę z zapisanym ciągiem cyfr. Całej sytuacji przyglądał się Andy i nie wyglądał na zadowolonego. O co mu chodzi?
Chłopaki opuścili studia i ja również miałam się zbierać gdy usłyszałam rozwścieczone:
-Ty mała kurwo!- następnie poczułam dłoń na swojej szyi dociskającą mnie do ściany.
Wszystkie wspomnienia zaczęły powracać ze zdwojoną siłą.
Zaczęłam cicho łkać, modląc by to się już skończyło.
[A/N] no mamy piąteczkę! Cały rozdział z perspektywy Lauren i trochę mało Andy'ego, ale mam nadzieję, że mnie nie zjecie. Niektórzy mogą nie wszystko rozumieć, ale nie chciałam całej fabuły zdradzać na początku ff.
Gwiazdkujcie, komentujcie!
Do następnego!
xx
