*Lauren's POV*
Obudziłam się w dziwinie znajomym miejscu. Praktycznie wszystko było wykonane z drewna. Do tego ten zapach... Lasu? Pewna nie jestem, ale coś mi to mówi. Cholera, wiem, że znam to pieprzone miejsce.
Wstałam z maty na której najwyraźniej spędziłam noc i rozejrzałam się po pomieszczeniu.
Na ścianie dostrzegłam zdjęcia... Mnie i mojego kuzyna?!
Japierdole, cwany skurwysyn trzyma mnie w starym domku na drzewie. Swoją drogą, ciekawe czy mój ulubiony kuzyn ma coś wspólnego z moim porwaniem. Nadawałby się, jebany szmaciarz. Nigdy się z nim nie dogadywałam. Zawsze mnie poniżał, często bił. Gnojek jest 5 lat starszy. Charatker ma po ojcu, który jest bratem mojej mamy. Nie wiem nawet jakim cudem zmusili mnie do zdjęć z nim.
Jako, że siedzę tu sama, zaczęłam myśleć nad układem mebli w moim nowym mieszkaniu. Ha, jutro mam odebrać klucze. Ciekawe, jak to kurwa zrobię. Bo narazie nie widzę żadnej opcji ucieczki.
Sprawdziłam jeszcze, czy mam telefon. Oczywiście, że nie, przecież został roztrzaskany na kawałki przez niego.
Po dłuższym czasie drzwi do pomieszczenia, w którym się znajduje, otworzyły się. Do moich nozdrzy dotarł zapach chińszczyzny. Byłoby nawet okej, gdyby nie osoba, która mi ją przyniosła.
Otóż w drzwiach stał mój kuzyn.
Pierdolony James Cassells.
'wiedziałam' - pomyślałam, po czym się zaśmiałam.
-Co cię tak śmieszy?- zapytał
-Jakoś nie dziwi mnie twój widok. Zawsze byłeś świnią James.
-Świnią jestem tylko dla ciebie. Z resztą, nie przyszedłem na pogaduszki. Trzymaj żarcie, masz je zjeść.- powiedział, po czym rzucił mi reklamówkę z jedzeniem i wyszedł.
'Nie zmienił się. Ani trochę' pomyślałam, i zaczęłam jeść.
Zastanawiałam się co robi reszta. Kris pewnie się zaniepokoiła, to w jej stylu. Nie zdziwie się, jeśli wszczęła alarm i mnie szukają. Ciekawe tylko czy Andy także...
W tej chwili do pokoju wszedł on, rozmawiając z kimś przez telefon. Podał mi słuchawkę, bezgłośnie mówiąc 'Krissy. Pożegnaj się'
-Kris? Krissy, matko kochana. Cholernie się boję wiesz? Chyba znowu dostanę ataków paniki. Błagam przyjedźcie po mnie. Kris rusz głową. Wiesz gdzie mnie trzyma.- zaczęłam. Wiedziałam, że nie mogę podać dokładnej lokalizacji, bo gorzko tego pożałuję.
-Jezu, Lau, obiecuję, że Cię znajdziemy. Dobrze, wytrzymaj. Gryź, kop i krzycz. Nie daj mu się ponownie skrzywdzić.
Dokładnie w tym momencie on nas rozłączył.
Cieszyłam się, że mogłam ją chociaż usłyszeć. Cholernie się o nią martwię. Nie chcę żeby zrobiła coś głupiego. Mam nadzieję, że w razie czego Chris ją powstrzyma.
-Twoim przyjaciołom na tobie zależy. To widać. Ale wiesz co? Nie martw się, nie znajdą cię. Zostaniesz ze mną już do końca swoich marnych dni. Będziesz ze mną gniła w czterech ścianach do końca pieprzonego świata!- mówił do mnie z obłędem w oczach, tak dobitnie i wyraźnie, odrobinę na mnie plując. Potem wyszedł.
Strasznie się boję. Nie dam tego po sobie poznać teraz, przy nim i James'ie. Obawiam się tylko, że jeśli kiedykolwiek uda mi się ucieć, pewna siebie Lauren zniknie.
Zostanę wrakiem człowieka. Będę bała się dosłownie wszystkiego. Powrócą moje ataki paniki. Nie spojrzę na żadnego mężczyznę w ten sam sposób. Kurwa! Już wolę zostać tu na zawsze, niż wrócić i udawać, że wszystko jest w porządku. I tak pewnie nigdy stąd nie wyjdę. Ba, pewnie Kris i chłopaki też mnie nie wyciągną. Bo niby jak? Nie znajdą mnie. Chyba, że Krissy przypomni sobie domek na drzewie, w co wątpie.
Pora pogodzić się z myślą, że już na zawsze pozostanę jego zabawką.
W tej chwilil w drzwiach znowu pojawił się mój ojciec.
-Nudzi mi się. Ten wypierdek, James, nie robi nic pożytecznego, oprócz pilnowania i irytowania cię. Pora się zabawić.- powiedział, jednocześnie rozpinając rozporek.
'O nie. Błagam, tylko nie to.'
Cofnęłam się jak najbardziej pod ścianę. Kurwa mać już wolę żeby mnie zabił.
Powoli zaczął się zbliżać.
Będąc przede mną uderzył mnie w brzuch tak, że padłam na kolana. Przewrócił mnie na matę i zaczął rozbierać. Starałam się krzyczeć nagłośniej jak umiałam, próbowałam się wyrwać, ale na nic moje starania. Strach za bardzo mnie sparaliżował. Pozostało tylko czekać na najgorsze.
Najpierw zdjął moje buty, potem spodnie i koszulkę. Teraz zostałam w samej bieliźnie. Zaczął się na mnie gapić. Potem się oblizał i sam zdjął spodnie i bokserki. Bezwarunkowo odwróciłam wzrok. Bałam się tam spojrzeć.
Następnie poczułam jego ręce na moich biodrach, zsuwające ze mnie majtki. Nadchodziło najgorsze. Starałam się myśleć o cymś przyjemnym, ale po prostu nie mogłam odtrącić od siebie myślu, że za chwile zostanę po raz kolejny zgwałcona. Ale chyba bałam się tak bardzo, że gdy tylko we mnie wszedł, straciłam przytomność.
Następnego dnia obudziłam się całkowicie ubrana, jednak cały czas w domku na drzewie. W kącie dostrzegłam siedzącego James'a. Patrzył się na mnie jakby chciał prześwidrować mnie na wylot.
-Co ty tu robisz?- zapytałam
-Ubrałem cię. Mam nadzieję, że nie zmarzłaś. Noce tutaj bywają chłodne.- powiedział, totalnie zlewając moje pytanie.
-Niby czemu miałbyś to zrobić? Co ja cię obchodzę?
-Mimo, że jakoś specjalnie za tobą nie przepadam, to twoje wczorajsze krzyki... Nike nie zasługuje na takie traktowanie. Może trochę za późno na takie rzeczy, ale mimo wszystko chciałbym być dla ciebie normalnym kuzynem. I obiecuję, że zrobie wszystko, żeby cię stąd wyciągnąć.
W tym momencie do pokoju wpadł on.
-TY PIERDOLONY SKURWYSYNU! Nie dostaniesz jej! Zostanie tu ze mną!- krzyczał opętany wyciągając James'a z pokoju.
-Zabiję go, a potem wrócę tu i dokończę to co zacząłem wczoraj!- zwrócił się do mnie.
Przerażona skuliłam się w kącie, modląc się, by to wszystko się skończyło.
On zatrzasnął drzwi. Bałam się o James'a. Jego wyznanie było szczere. Czułam to. Chciałam naprawić nasze relacje.
Następnie usłyszałam pojedynczy strzał pistoletu i wściekłe kroki w kierunku 'mojego' pokoju.
Czyli zostanę z nim na zawsze...
[A/N] Tak, możecie w komentarzach wyrazić swoją opinię, jaka to jestem okropna, bo przez ponad miesiąc nic nie dodałam.
Wiem, jestem straszna, ale nie miałam pomysłów, weny i ochoty. Jestem jednak na tyle tępa, że nie wpadłam na pomysł zawieszenia bloga.
W sumie to dobrze, bo się stęskniłam.
Mam nadzieję, że nie skopałam rozdziału i jak dobrze pójdzie, dodam coś w przeciągu tygodnia.
Gwiazdkujcie, komentujcie.
Xx
