23

2.9K 227 12
                                        

Gdy dotarł pod domu Louisa był cały mokry i zmarznięty. Nie miał nawet pewności, czy szatyn był w domu. Ale, tak szczerze mówiąc, nie miał nikogo innego, do kogo mógłby w tej sprawie pójść. Na szczęście łzy przestały spływać mu już po twarzy, ale oczy nadal pozostały opuchnięte i czerwone.

Niepewnie zadzwonił dzwonkiem przy drzwiach. Po kilku sekundach otworzyły się, w drzwiach ukazując Louisa. Całe szczęście, bo nie wiedział jakby miał się zachować jakby, na przykład, otworzyła mu jego mama.

- Harry? Co się stało? - zapytał głosem przepełnionym troską, wręcz wciągając chłopaka do środka. - Czekaj, dam ci jakieś ciuchy na przebranie. Jesteś cały mokry. Może idź wziąć prysznic, on cię rozgrzeje, a ja zrobię herbatę i przyniosę ci ubrania.

Można posunąć się do stwierdzenia, że Harry został zaciągnięty siłą do łazienki przez Louisa, który nie dał mu nawet dojść do słowa.

Choć Harry musiał przyznać, że zrobiło mu się trochę cieplej na sercu, że ktoś się o niego martwi, troszczy. Wcześniej nie doceniał tego, że ktoś chce mu pomóc, nie potrafił przyjąć tego do swojej świadomości. Ale co się dziwić, wychowując się w domu bez miłości i jakiegokolwiek zainteresowania, czy będąc prześladowanym w szkole, ciężko mu było komuś zaufać. Trudno było mu uwierzyć, że ktoś bezinteresownie chciał mu pomóc.

Ale Louisowi zaufał, uwierzył. Szatyn miał w sobie to coś, co przyciągało do niego ludzi. Co naprawdę dawało powody, aby się z nim zaprzyjaźnić. Nawet głupia rozmowa z nim na 6obcy powodowała, że kąciki ust Harrego leciutko unosiły się się ku górze, podczas gdy jego świat powoli się burzył, rozsypywał. Na samo wspomnienie tego robiło mu się lepiej.

Dopiero gdy Harry usłyszał pukanie do drzwi, uświadomił sobie, że ciągle stoi w tym miejscu, w którym zostawił go Louis, ciągle mokry i zmarznięty.

- Harry?

- T-tak? - odpowiedział lekko zawstydzony, tym że pozwolił swoim myślom aż tak zająć swój umysł.

- Nie możesz czegoś znaleźć? Potrzebujesz w czymś pomocy?

Na to ostatnie pytanie, policzki Harrego automatycznie pokryły się szkarłatem. W końcu miał już 17 lat, to normalne, że chłopak w takim wieku miewa takie myśli.

- N-nie. Poradzę sobie - odpowiedział.

- Um... Okej. Jak coś to wołaj. A ciuchy kładę tu, pod drzwiami.

Harry szybko się rozebrał i wskoczył pod prysznic.

Po kilkunastu minutach był już ubrany i siedział z Louisem w jego pokoju na jego łóżku.

- Harry... Co się stało? Czy to twój tata?

Harry zastanawiał się skąd szatynowi przyszedł do głowy taki pomysł, a po chwili przypomniał sobie o uderzeniu w twarz, automatycznie przykładając rękę do policzka, który jak na zawołanie zaczął boleć.

Loczek niepewnie przytaknął. Całe szczęście, że Louis nie spytał się, czy ojciec Harrego skrzywdził go jeszcze w jakikolwiek inny sposób, bo czuł, że wtedy by się rozkleił, nie dałby rady skłamać, patrząc w te piękne, niebieskie oczy przepełnione troską i pewnego rodzaju... miłością.

W tej chwili Harry najbardziej potrzebował Louisa. Chociaż najmniejszego gestu z jego strony.

A Louis, jakby czytając mu w myślach, spełnił jego oczewikania.

6obcy [Larry Stylinson]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz