19

3.2K 263 25
                                        

Kilkanaście minut później byli pod domem Louisa. Harry niepewnie wysiadł z samochodu, co wcześniej zrobił szatyn.

- Chodź - niebieskooki wyciągnął do niego rękę, którą brunet, szczerze mówiąc, z niechęcią złapał. - Moich rodziców nie ma, jeśli o to ci chodzi.

Otworzył drzwi posługując się kluczem, znajdującym się pod doniczką. Bardzo kreatywna i dyskretna kryjówka. Od razu skierowali się do kuchni.

- Siadaj - rozkazał Lou, wskazując na krzesło, po czym zaczął przeglądać zamrażalnik w poszukiwaniu lodu, który po chwili znalazł. - Pokaż mi się tu.

Chwycił jego podbródek, w celu ułatwienia sobie dostępu do Loczka twarzy.

- Może trochę boleć, jak coś. I napewno jest zimne - ostrzegł go. Jakby Harry tego nie wiedział.

W tej chwili Louis zachowywał się jak nadopiekuńcza mama, serio. Przecież Harry miał tylko obitą twarz (przynajmniej tyle widział Louis), więc czemu postępował tak jakby brunet był jakimś niedorozwiniętym inwalidą z niedojebaniem mózgowym? Tego Harry nie wiedział.

Ale wiedział, - co też trudno było mu przyznać samemu sobie - że dotyk Louisa był dla niego kojący i zdecydowanie skuteczniejszy od lodu.

- Dzielny chłopiec - pochwalił go, na co Harry jedynie prychnął po nosem. - Napijesz się herbaty? I nie myśl sobie, że rozmowa cię ominie.

Hazza tylko kiwnął lekko głową na znak potwierdzenia.

- Czemu się nie odzywasz? Zęby też ktoś ci wybił? - można by pomyśleć, że Louis powiedział to na żarty, ale to było dalekie od prawdy.

- Nie - odpowiedział, wzdychając.

- Całe szczęście. Ale mi to nawet bez zębów i łysy byś się podobał...

6obcy [Larry Stylinson]Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz