C h a p t e r T w e l v e

2.1K 124 26
                                        

- Mamo! - krzyknęłam wbiegając do domu.

Widok jaki tam zastałam mnie przeraził. Nie pamiętam, kiedy ostatnio widziałam moją mamę w tak opłakanym stanie.

Kobieta wyglądała jakby nie spała co najmniej tydzień. Miała ciemne sińce pod oczami, a ubrania, które nosiła były z dnia, kiedy po raz ostatni ją widziałam. Tego ranka, gdy pojechaliśmy odnaleźć Eddie'go.

Na jej widok łzy same z siebie zaczęły spływać po moich policzkach. Nie mogłam tego kontrolować. Byłyśmy ze sobą bardzo zżyte.

- Lily! - przybiegła do mnie rodzicielka i automatycznie mnie przytuliła. - Myślałam... myślałam, że on Ciebie też zabił. - powiedziała, przez łzy.

- Nie... mamo. - wykrztusiłam. - on jest niewinny. - dodałam cicho.

- Wiedziałam od samego początku, że ta cała gra satanistyczna i to wszystko nie było tak po prostu. Jak tylko go znajdę to... - nie pozwoliłam jej dokończyć.

- On jest nie winny. To był przypadek, że Chrissy była akurat z nim. Naprawdę. On nigdy by czegoś takiego nie zrobił.

- Ale Lily... - zaczęła.

- Jakbyś znała go tak jak ja to wiedziałabyś, że nie byłby zdolny do zrobienia czegoś takiego.

Mimo tego, że nas shipowała, kobieta wiedziała o moich uczuciach względem chłopaka. Właściwie była jedyną osobą, której o tym powiedziałam, przez co moje przemówienie nie do końca ją przekonywało.

- Wiem, co do niego czujesz i wiem jakie uczucia was łączą. Może... - zaczęła. - może faktycznie masz racje. Nie powinnam go tak pochopnie oceniać. Ale w takim razie co się stało z Chrissy? Przecież nie zabił jej jakiś duch, prawda? - zażartowała, ale mi wcale nie było do śmiechu. Kobieta trafiła praktycznie w punkt.

- Em właściwie... - miałam jej wyznać prawdę, ale było na to za wcześnie. Gdybym teraz o wszystkim jej powiedziała nie byłoby mowy żebym mogła dalej uczestniczyć w ukrywaniu Eddie'go, czy rozgryzieniem o co chodziło z tym całym Vecną. - jeszcze nie wiemy, ale nad tym pracujemy. Idziemy w dobrym kierunku. Aktualnie ukrywamy Eddie'go przed glinami, więc w sumie tak spędziłam ostatnie kilka dni. - skończyłam mówić, a następnie ruszyłam w stronę schodów, aby móc spakować swoje i chłopaka rzeczy.

- Ale gdzie ty idziesz? - zatrzymała mnie.

- Jak to gdzie? Muszę wziąć nam trochę ubrań. Nie wiem dokładnie ile tam będziemy.

- Dobrze, ale proszę uważaj na siebie. Jesteś moją jedyną córeczką i nie wyobrażam sobie, żeby miało Ci się coś okropnego stać tak jak tamtej dziewczynie.

- Obiecuję. Będę uważać. - rzuciłam, po czym ruszyłam w stronę swojego pokoju.

Spakowałam najpierw siebie, a następnie chłopaka. Miałam mnóstwo jego ubrań, bo za każdym razem, gdy coś zostawiał, zapominał o tym, więc leżało u mnie. I takim o to sposobem nazbierała się tego całkiem niezła kolekcja.

Weszłam też do łazienki po rzeczy takie jak ręczniki, szczoteczki do zębów, czy płyny do mycia się. W chatce Rick'a nie było nic takiego, więc nie ryzykowałam, że tym razem, gdy zajrzę do szafki nagle magicznie się pojawi.

Zabrałam torbę z rzeczami i zeszłam na dół, gdzie czekała na mnie siedząca na kanapie kobieta.

- Mamo proszę nie mów tacie, o tym co Ci powiedziałam i o tym, gdzie teraz będę. Powiedz, że idę nocować do jakiejś tam koleżanki na pare dni, bo znała się z Chrissy i teraz sama boi się spać. Niech tata żyje w swoim zakłamanym świecie, w którym myśli, że to Eddie zabił dziewczynę... no przynajmniej narazie. On by w to raczej nie uwierzył.

- Jasne. - kobieta wiedziała, o czym mówiłam.

Nie miałam złej relacji z tatą. Nie można było powiedzieć, że byliśmy nie wiadomo jak blisko, ale kochałam go. Mogłam na niego liczyć, jednak nie darzyłam go na tyle dużym zaufaniem, aby powiedzieć mu o wszystkim.

Zdecydowanie moja relacja z mężczyzną była gorsza niż z mamą. On spędzał więcej czasu z Clarkiem, a ja szłam wtedy raczej na boczny tor.

- Spróbuję się jakoś odezwać. Obiecuję. - przytuliłam mocno kobietę, a następnie wyszłam.

Wytarłam z policzka łzę, która wtedy zdążyła nieświadomie wypłynąć z oka, po czym ruszyłam w stronę samochodu.

- Trochę Ci zeszło. - zauważył Steve, a następnie odpalił samochód i pojechaliśmy.

- Co? - zapytałam roztrzęsiona.

- No w domu. Długo byłaś.

- Okropnie to przeżyła. - powiedziałam jakby w transie.

- O czym ty mówisz?

- Moja mama. Strasznie się o mnie martwiła. Nie pomyślałam, żeby się z nią jakoś kontaktować. Jakbyś zobaczył w jakim stanie była...

- Lily to nie jest twoja wina. Przecież to nie ty zabiłaś Chrissy, przez co teraz musimy ukrywać Eddie'go, a ciebie razem z nim.

- Tak, ale... - przerwał mi.

- Żadnych ale. Nie możesz zwalać na siebie winy za coś na co nie masz wpływu. Twoja mama napewno rozumie. Poza tym teraz byłaś w domu. Widziała Cię żywą. Wie, że wszystko jest okej. - powiedział, po czym zaczął się zastanawiać. - Nie powiedziałaś jej o drugim świecie, prawda?

- Oczywiście, że nie. Powiedziałam tylko to co mogła wiedzieć, a raczej musiała wiedzieć... to, że Eddie był niewinny i uwierzyła. Z początku nie, ale później jakoś dała się przekonać.

- To najważniejsze. - rzucił chłopak, po czym nastąpiła cisza, która trwała do momentu aż nie podjechaliśmy pod chatkę Rick'a.







Dobra mamy ten rozdział za nami. Niby coś się działo niby nic. Z resztą tak jak w kilku ostatnich, ale nie mogę się doczekać na 13 rozdział. I uwierzcie, że wy też nie możecie się doczekać.

Jeszcze chciałabym wam ogromnie podziękować za ponad 3 tysiące wyświetleń pod tym opowiadaniem. Jakby serio wow. Jestem ogromnie wdzięczna.

Także do zobaczenia niedługo.

Buziaki
Wasza Wiki
<333333333

 Let me be yours - Eddie MunsonOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz