C h a p t e r S i x

2.4K 126 70
                                        

Jechaliśmy w cholernie okropnie niezręcznej ciszy. Aby rozluźnić atmosferę w końcu się odezwałam.

- Może puścimy coś?

- Jasne. Co chcesz? - odparł chłopak.

- A co masz? - zapytałam. Brunet w odpowiedzi otworzył jeden ze schowków, a tam była schowana niezła kolekcja kaset. - Hmm. - zaczęłam się zastanawiać.

- Może Master of Puppets? - wyjął pierwszą lepszą.

- Może być. - westchnęłam. Myślałam, że może muzyka rozluźni atmosferę, ale nie. Dalej była niezręczna cisza. W końcu zdobyłam się na odwagę i poruszyłam temat, którego oboje unikaliśmy.

- Słuchaj Eddie... - zaczęłam, ale nie było mi dane dokończyć.

- Jesteśmy na miejscu. Porozmawiamy po rozgrywce. - rzucił po czym wysiadł z samochodu.

- Eddie wiem, że źle wyszło, ale... - ruszyłam za nim.

- Porozmawiamy po rozgrywce, a ty udawaj, że nic nie miało miejsca. Zachowujemy się normalnie, jak zawsze, jasne Thomas?

- Jasne Munson. - rozumiałam, że po tym między nami nie było najlepiej, ale bez przesady.

Weszliśmy do sali razem, a na miejscu byli już prawie wszyscy. Brakowało Mike'a i Dustin'a.

- Jak zwykle nierozłączni. - rzucił Gareth. - To co Munson nauczyłeś grać tą swoją księżniczkę? - myślałam, że go za to zabije.

- Tak i potrafi grać lepiej niż ty. - objął mnie jednym ramieniem i lekko przytulił, po czym spojrzał się w moją stronę i uśmiechnął. Co jest kurwa? Nieźle umiał grać. - A gdzie Wheeler i Henderson?

- Pewnie szukają tego twojego zastępstwa. - odezwał się jakiś z chłopaków, którego totalnie nie kojarzyłam.

- Zapomniałem im powiedzieć, że mamy Lily. No trudno. Zobaczmy kogo nam sprowadzą. - powiedział zaciekawiony chłopak.

Po chwili do sali weszli Mike i Dustin z... moment, czy to nie była młodsza siostra Lucas'a?

- Nie ma opcji. - powiedział śmiertelnie poważnie Eddie.

- Chciałeś zastępstwo. Oto ona. - Dustin pokazał na dziewczynę.

- Właściwie to mam już kogoś innego. - rzucił brunet.

- Kogo? - zapytali jednocześnie chłopcy.

- Lily.

- Przecież ona nawet grać nie umie. - odpowiedział Mike.

- Nauczyłem ją. - uśmiechnął się dumnie Eddie.

- Chcesz ryzykować przyszłość naszego klubu, przez nią!? - auć.

- Poza tym to Klub Piekielnego Ognia, a nie klub opiekunek.

- Mam 11 lat, walnięty kudłaczu. - Erica się w końcu odezwała.

- No proszę, to dziecko umie mówić. - udał zaskoczenie długowłosy. - To jak się nazywasz, dziecko?

- Erica Sinclair. - odpowiedziała dziewczyna.

- A więc, to jest ta słynna siostra Sinclair'a. - zaśmiał się chłopak.

- Bystry jesteś. - przewróciła oczami.

- Klasa i poziom? Krasnolud poziomu pierwszego?

- Nazywam się Lady Applejack. Jestem chaotycznym dobrym półelfim łotrzykiem poziomu 14. Mogę się zakraść za każdego potwora i zadźgać go moim zatrutym kukri. Będę z uśmiechem patrzeć, jak umierają powolną, bolesną śmiercią. - Munson był w lekkim szoku. - Więc robimy to, czy będziemy tak gderać jak na klubie książki twojej mamusi?

Chłopak się chwilę zastanawiał, po czym wyciągnął rękę w stronę dziewczynki i powiedział.

- Witam w Klubie Piekielnego Ognia.

- Dobra. Skoro macie zastępstwo to ja lepiej pójdę. - powiedziałam szczęśliwa, że nie będę musiała siedzieć tutaj, udając, że między mną, a chłopakiem jest okej.

- Zostań, złotko. Przynosisz mi szczęście. - uśmiechnął się do mnie uroczo, co mnie zdziwiło. Teraz zachowywał się kompletnie inaczej, niż jak jeszcze chwilę temu, gdy byliśmy sami.

- Em no dobrze... - odpowiedziałam, po czym zajęłam miejsce obok chłopaka.

- Ohyda. Grajmy. - Erica udawała, że na nasz widok wymiotuję, na co ciemnooki przewrócił oczami.

Rozgrywka minęła mi bardzo szybko. Byłam zafascynowana grą. Dzięki temu, że chłopak wcześniej wytłumaczył mi to, rozumiałam wszystko i nawet zastanawiałam się, co ja bym zrobiła w danej sytuacji. Dodatkowo grę urozmaicało prowadzenie jej przez Eddie'go. Podobał mi się sposób w jaki wszystko opowiadał oraz dodawał do tego emocje.

- Eddie mieliśmy porozmawiać. - rzuciłam do niego, po rozgrywce.

- Emm no tak. - udawał jakby o tym zapomniał. - Wiesz zapomniałem, że mam klienta. Porozmawiajmy jutro. - rzucił chłopak

- Możemy w ogóle nie rozmawiać. Jeśli tak wolisz. - odpowiedziałam zdenerwowana, po czym ruszyłam w stronę domu.

- Kurwa Thomas. Gdzie ty idziesz?

- Jak to, gdzie? Do domu, Munson. - powiedziałam nie odwracając się dalej szłam i nagle poczułam jak na mój policzek zaczęły spływać słone łzy.

Nie chciałam, żeby widział mnie w takim stanie. Zwłaszcza, kiedy było to z jego powodu. Stało się to czego najbardziej się obawiałam. Chłopak zaczął mnie unikać. Chciałam z nim porozmawiać i wyjaśnić, że wcale tak nie miało być, że zrobiłam okropny błąd, którego strasznie żałuje. No, ale było już za późno.

Na moje nieszczęście zaczęło okropnie padać. Zajebiście gorzej być nie może.





Szczerze mówiąc sama nie wiem w jaką stronę zmierza to opowiadanie hah. No ale dzieje się sporo. Mam nadzieję, że wam się podoba.

 Let me be yours - Eddie MunsonOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz