Epilog

754 28 128
                                        


Giaspro Ollivander


Giaspro Ollivander obserwowała Regulusa podczas śniadania.

W zasadzie ostatnio zdarzało jej się to dosyć często, zwłaszcza po sprawie Camerona Flinta. Minęły trzy dni, odkąd trafił do Skrzydła Szpitalnego z głęboką, trudnogojącą się raną i mniej poważnym, ale spowodowanym klątwą przecięciem. Ślizgoni nie byli chętni do rozmów o tym, co było nie do pomyślenia i tworzyło odbiegające od rzeczywistości plotki.

Giaspro od Rega wiedziała, że Evan Rosier został za to ukarany. Jednakże w całej sprawie był enigmatyczny, co wzięła za jasny sygnał, że nie spodziewał się takiego zachowania po przyjacielu. Duet Rosier-Black znajdował się na językach uczniów pozostałych domów od dawna, jedna z bardziej niedorzecznych teorii głosiła, że żyją oni z Giaspro w trójkącie. Abstrakcja. Z nieznanych jej powodów Jude Taliesin, piękna Walijka, zdołała uniknąć podobnych spekulacji.

Relacje między obiema arystokratkami były... niezbyt ciepłe. Nie szukały swojego towarzystwa, ale potrafiły je akceptować. Nawet jeśli Giaspro czuła niepokój, kiedy Ślizgonka przeszywała ją swoimi niebieskimi oczami, zupełnie jakby potrafiła zajrzeć do jej głowy. Reszta domu Slytherina zdawała się tym w ogóle nie przejmować, co więcej, patrzyli na nią podobnie.

Oprócz Rega. I Evana Rosiera.

Od ostatniego przechodziły ją ciarki. Nie zawracał sobie głowy powściąganiem emocji, na jego ostach wiecznie błąkał się ironiczny uśmiech, a w jego jasnobrązowych oczach tliła się iskra szaleństwa. Czasem Puchonka miała wrażenie, że ocenia ją jak ogar oceniający zwierzynę.

Jude zerwała się niespodziewanie od stołu, oddalając się szybkim krokiem. Reg i Evan wymienili porozumiewawcze spojrzenia, po czym wrócili do posiłku szepcząc między sobą.

— Coś nowego w Slytherinie? — zapytała ostrożnie Jean O'Carrick.

— Jude na ósmej wychodzi z sali — konspiracyjny szept Caroline Ashley był doskonale słyszalny i pięć miejsc dalej.

— Może przestała wytrzymywać ze śmierciożercami? — zamyśliła się Irlandka.

— Nie bądź śmieszna, Jean — mruknęła Caroline. Giaspro już myślała, że w reszcie przejrzała na oczy, ale jej nadzieje zostały rozwiane równie szybko. — Black zwerbował Jude.

— Wiecie co, kochane? — zapytała Ollivander sztucznie słodkim głosem. — Pójdę już, dopóki mój mózg nie eksplodował od tych absurdów.

Kątem oka zobaczyła szybką wymianę spojrzeń przyjaciółek. Ironia losu, tak bardzo krytykują Rega, a same zachowują się jak on i Rosier.

— Giaspro! Musisz coś zjeść. Wracaj tu!

Zignorowała Caroline.

Postanowiła, że spacer dobrze jej zrobi. Nie miała pojęcia, jakim cudem Reg ignorował szepty i wymowne spojrzenia; nerwową ekscytację pierwszo i drugorocznych Ślizgonów. Wydawałoby się, że to nie ma dla niego żadnego znaczenia, że opinia całej szkoły nie ma dla niego żadnego znaczenia. Giaspro uważała, że to kolejna z wielu masek, które nosił jej narzeczony.

— Giaspro, zaczekaj!

Ollivander przyspieszyła jeszcze bardziej, wychodząc z Wielkiej Sali. Słyszała za sobą kroki przyjaciółek roznoszące się echem po prawie pustych korytarzach Hogwartu.

— Giaspro...!

— Możecie mnie zostawić? — wściekła się, stając i odwracając się w ich stronę. Miała lekko przyspieszony oddech i zaróżowione złością policzki. — Jeśli nie chcecie przeprosić za tamte oszczerstwa, to lepiej wróćcie na obiad, dopóki mi nerwy nie puściły!

Wiara | Regulus Black ✔️Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz