14. Psotnik

1K 57 26
                                        

Ostat­nie tygo­dnie były naprawdę cięż­kie dla obu męż­czyzn. Dla jed­nego pro­ble­mami były cią­głe kłót­nie ze swoją grupą prze­stęp­czą i nie­udane akcje, dla dru­giego zaś nowe zasady panu­jące w jego jed­no­stce i coraz to gor­sza atmos­fera pod­czas inter­wen­cji, czy też zebrań. Za każ­dym razem, gdy wra­cali do domu mieli strasz­nie złe humory, przez co ich rela­cja rów­nież się tro­chę pogor­szyła.

Na szczę­ście rów­nież bar­dzo szybko została napra­wiona. Oboje zde­cy­do­wali, że rze­czy zwią­zane z ich zawo­dami, a także te złe emo­cje będą zosta­wiali przed wej­ściem do ich wspól­nego miesz­ka­nia, by wza­jem­nie się na sobie nie wyży­wać. Pierw­szy tydzień był wyzwa­niem, by nega­tywne uczu­cia zosta­wiać poza domem, osta­tecz­nie udało im się to. Ich pro­blemy prze­sta­wały ist­nieć, gdy znaj­do­wali się w swo­jej sypialni razem.

Była godzina dwu­dzie­sta pierw­sza pięt­na­ście. Erwin szy­ko­wał prze­ką­ski wraz z napo­jami na ich wspólny mara­ton serialu. Co pią­tek zasia­dali przed tele­wi­zo­rem i razem oglą­dali po kilka odcin­ków. Roz­ko­szo­wali się swoją bli­sko­ścią, a także pozna­wa­niem nowych przy­gód ich ulu­bio­nych boha­te­rów. Śmiali się, doku­czali sobie, jak to oni, a także cza­sami zda­rzało się, że wspól­nie pła­kali nad losem jed­nego z boha­te­rów.

Gre­gory wró­cił do domu, chwilę póź­niej. Ścią­gnął brudne buty w przed­po­koju i zało­żył na swoje stopy kap­cie pie­ski, które dostał od siwo­wło­sego na uro­dziny. Zdjął kurtkę i powie­sił ją na wie­szaku, po czym wszedł głę­biej do miesz­ka­nia. Zau­wa­ża­jąc Erwina pod­szedł do niego i zło­żył na jego ustach deli­katny poca­łu­nek na przy­wi­ta­nie.

— Coś długo Ci to zajęło — mruk­nął ze sła­bym uśmie­chem zło­to­oki, patrząc jak jego part­ner wcho­dzi do ich sypialni, zapewne po ubra­nia na prze­bra­nie, a także świeży ręcz­nik.

— Szef mnie zatrzy­mał, ale nie mam ochoty o tym gadać. Poza tym co było w pracy zostaje na kory­ta­rzu — odparł wycho­dząc z pokoju. W dło­niach trzy­mał ręcz­nik oraz nowe ciu­chy. — Idę się umyć — oznaj­mił, wska­zu­jąc głową na drzwi od łazienki. — Uszy­kuj już kolejny odci­nek „Teen Wolfa", a ja zaraz przyjdę.

Mon­tanha znik­nął za drzwiami od łazienki. Chwilę póź­niej można było usły­szeć dźwięk lecą­cej wody, co ozna­czało, że sza­tyn już zaczął brać prysz­nic. Erwin odwró­cił wzrok od zamknię­tych drzwi, po czym tak, jak popro­sił jego chło­pak, odpa­lił kolejny odci­nek, który mieli oglą­dać, a następ­nie go spau­zo­wał. Miał zamiar iść jesz­cze do kuchni, po paczkę chu­s­te­czek, jed­nak jego wzrok powę­dro­wał w stronę okna. Za nim, można było zauwa­żyć paskudną pogodę. Ostrą ulewę, silny wiatr a momen­tami nawet i strze­la­jące pio­runy, wska­zu­jące na to, że była burza.

Siwo­włosy tak bar­dzo sku­pił się na ugi­na­ją­cych się koro­nach drzew, że nawet nie zauwa­żył, kiedy jego facet skoń­czył się myć i sta­nął kilka kro­ków za nim. Gre­gory zer­k­nął w tę samą stronę co Erwin i lekko się skrzy­wił. Cie­szył się także, że nie musiał w tym cza­sie prze­by­wać na patrolu, tylko mógł sie­dzieć w cie­płym domu, z dala od desz­czu, wia­tru i pio­ru­nów.

— Ale leje — mruk­nął gło­śno Gre­gory, przez co Erwin aż pod­sko­czył ze stra­chu. Pilot, który znaj­do­wał się w jego dłoni momen­tal­nie wyle­ciał i ude­rzył pro­sto w tele­wi­zor, a sam serial, który był na nim spau­zo­wany, zaczął lecieć. — Erwin! — zaskom­lał sza­tyn na widok pęk­nię­cia, które poja­wiło się na ekra­nie TV. — Coś Ty zro­bił?! — zapy­tał podwyż­szo­nym tonem, pod­cho­dząc szybko do sprzętu.

Morwinowe OneshotyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz