~~~~~~~~~~~~~~~~~
Vanessa
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie potrafiłam uwierzyć własnym oczom gdy za pięć szósta rano portal przekroczył Valentine. Wszystkie uczucia jakie żywiłam do niego od liceum uderzyły we mnie w jednej chwili niczym fala tsunami. Ukradkowe spojrzenia, ciche wypady na kawę, czy imprezy okolicznościowe. Zalotne uśmiechy, niezręczne chwile na osobności, kilka niewinnych całusków w policzka i czoła. Tyle czasu pragnęłam aby zwrócił w końcu na mnie uwagę. Specjalnie nakłaniałam Viviankę aby brała go razem z nami....
A on nigdy nie poszedł o krok dalej. Zawsze żałowałam, że nie zrobił choć jednego gestu, który mógł świadczyć o tym, że też zaprzątam mu głowę. Ale nie... Ja także nie umiałam znaleźć w sobie odwagi, aby do niego zagadać. Ale teraz gdy dzieliły nas zaledwie kroki. Pragnęłam rzucić mu się w ramiona i powiedzieć to co zawsze do niego czułam. Niech trzyma mnie w objęciach i z nich nie wypuszcza. Chcę być przy nim choć przez chwilę, nawet jeśli kochałby inną. Tak dawno go nie widziałam. Mam wrażenie, że ten rok trwał o wiele dłużej.Cały dzień gdy tylko mogłam rzucałam mu ukradkowe spojrzenia. Wiedziałam, że on to widzi. Czekałam na jego gest, ale rozumiem, że chciał spędzić ten czas z siostrą. Też bym tak postąpiła. Czekałam długo, zbyt długo na pierwszy krok. Ale nie wiem jak mu o tym powiedzieć. Ale moja kochana przyjaciółka nie jest ślepa i zna mnie lepiej niż rodzony brat. Ona już wie....
~~~
Viviane popchnęła go w moim kierunku. Zatopiłam się w jego spojrzeniu. Gdy stanął obok mnie moje serce gwałtownie przyspieszyło tętna. Zatrzymał się jakieś kilkanaście centymetrów ode mnie. Stanowczo zbyt duży dystans jak na mój gust. Patrzyliśmy sobie chwilę w oczy, ale ona wystarczyła abym się całkowicie wyłączyła. Było tylko tu i teraz. Ta jedna chwila. Ta jedna szansa do wykorzystania, której nie zamierzałam przepuścić.
- Cześć Vanessa...
- Cześć Val.
- Ja... Chcę Ci..
- Mów, śmiało...
- Nir jestem już w stanie dłużej czekać. Nie mogę już dłużej kryć tego co do Ciebie czuję. Przez tyle lat nie umiałam dobrze określić tego rodzącego się w moim sercu uczucia. Ale... Ale teraz wiem. Wiem, że się w Tobie zakochałem Vanuś! Mów o mnie co chcesz, ale ja już dłużej nie mogłem tego w sobie tłamsić.....
- Tylko dlaczego tak długo?
Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam namiętnie. Kątem oka spostrzegłam Viviane, uśmiechającą się szeroko na nasz widok. Muszę jej szczerze podziękować....
Gdy Valentine zniknął w portalu stałam w miejscu czując nadal słodki zapach jego wody po goleniu. Alexios z delikatnym uśmiechem podał mi rękę, którą pochwyciłam i wyszliśmy z sali. Viviane wyszła po nas ale nie widziałam jej już za plecami. Uznałam, że zapewne chce porozmawiać z Garrusem. Później z nią pomówię...
Weszliśmy do jego pokoju, gdzie wygodnie rozsiadłam się w jego fotelu. Alex wyciągnął z komody dwie szklanki i butelkę koniaku.
- Skąd Ty to w ogóle masz?
- Nie jestem tu zamknięty jak szczur w klatce. Poza tym mamy 2240 rok kobieto. Świat się zmienił, osiemnaście lat w Stanach to wreszcie wiek pełnoletności... Więc chyba mam prawo sobie kupić alkohol prawda?
- Nie gadaj już tyle tylko polewaj.
Nalał nam po szklance i usiadł na łóżku oparty o ścianę. Oparł rękę z koniakiem na kolanie i upijając łyk zapytał:
- Od kiedy to jesteś zauroczona w bracie Viviane?
- Ja też od razu nie dowiedziałam się o Tobie i Dianie...
- Masz rację. Ale teraz gdy już wiem to gadaj! Rodzonemu bratu nie powiesz? - pokazałam mu język
- Wydaje mi się, że zaczęłam widzieć w nim kogoś więcej niż tylko kumpla już na pierwszym roku liceum...
- Nigdy nie było tego po tobie widać... Zaczynałem mieć poważne obawy. - rzuciłam w niego poduszką spod pleców
- Nie cierpię Cię...
- Gadaj tak gadaj, a w końcu się nabiorę...
- Czep się. Dzięki za szklankę. Pójdę do Viviane i pogadam z nią trochę... Ty się tu zajmij wspominaniem Diany, OK?
- Nie znajdziesz jej na razie w pokoju...
- Jak to? Znowu się gdzieś pałęta?
- Nie - powiedział spokojnie i wypił ostatni łyk trunku
- To gdzie jest? Mam wrażenie, że wiesz o czymś o czym ja także powinnam, ale jakimś sposobem nie wiem.
- Nathaniel zabrał ją na coś co można nazwać randką...
- Co?!
- No nie mów mi, że nie widziałaś jak maślą do siebie oczka.
- Vivi nic nie mówiła...
- A co miała mówić? Sama się przed chwilą dowiedziała, że gdzieś razem idą.
- Niespodzianka, tak?
- Vivi ma dziś imieniny...
- Tak? Ach, faktycznie. Ale my czegoś takiego nie obchodzimy.
- Ale Nathan wykorzystał okazję...
- Nic dobrego z tego nie wyjdzie.
- Czemu tak uważasz, Vanuś?
- Bo ona nadal kocha Jonathana.
- Owszem. Nie wierzę, że był w stanie jej zrobić krzywdę.
- Ja też nie. Ale zwróć uwagę, że żaden z amuletów na niego nie zareagował...
- Dziwne...
- Być może nie działał z własnej woli... Jak myślisz, Alex?
- Prawdopodobnie masz rację. Opętany?
- Na to wygląda...
Alexios nalał nam jeszcze po szklance i siedzieliśmy chwilę w milczeniu... Po jakimś czasie je przerwałam słowami:
- Nie dziwię się Viviane. Jest rozdarta między dwoma światami.
- A co Ty byś zrobiła?
- Ja? Jako kobieta wyrażająca swoją opinię, powiem Ci, że sama nie umiała bym wybrać. A ona jeszcze ma na głowie całą tą historię z Karazjelem i jeszcze na domiar złego conocne koszmary.
- Ja bym tego nie zniósł. Jedna nikt kto zna tak dobrze Jonathana nie wie co czuje do niego Vivi.
- Tak to dobry chłopak i do niedawna nawet przez myśl mi nie przeszło, że mógłby być demonem...
- Tak. Na dodatek oboje chcą aby Vivi wybrała jednego z nich...
- Ona tego nie zniesie...
- Tak myślisz?
- Tak. Alex, ona wpadła w depresję przez śmierć matki. Teraz się pozbierała. Ale niedługo miarka się przebierze. Jak Nathaniel przesadzi to będzie na niego wściekła. Sam zobaczysz. Nie załamie się, a pokaże swoje małe różki...
- To się okaże... Jedno jest pewne.
- Oboje mają poważną konkurencję, ale żaden z nich nie odpuści tak łatwo...
- Uwierz mi Vanuś na słowo. Oboje mają o co walczyć. Tyle Ci na to powiem...
- Masz rację, Alex. Viviane to skarb. Nie pozwólmy nikomu jej skrzywdzić...
~•~•~•~
CZYTASZ
Dziedzictwo Archanioła
FantasyNastoletnia Viviane zostaje sierotą po zaginięciu jej matki w niewyjaśnionych okolicznościach. Zostaje rozdzielona ze swoim starszym bratem, którego rodzice zastępczy wysłali do szkoły z internatem - a przynajmniej tak jej się wydawało. Po śmierci m...