Chapter 15: Meadow

110 7 1
                                        

- Co takiego - Zapytał zaniepokojony Mike

- Więc... - Zaczął Will - Od jakiegoś czasu miewam... koszmary. Ale nie takie typowe tylko... o drugiej stronie...

- Will, czemu mi nie powiedziałeś wcześniej? - Na twarzy Michaela było wyraźnie widać zmartwienie

- Nie chciałem psuć nastroju. No wiesz... dopiero co przyjechaliście do Californii. Byłbym tylko niepotrzebnym zmartwieniem.

- Nie mów tak! - Szatyn nie przyjmował do informacji, że jego przyjaciel mógłby być dla niego "niepotrzebnym zmartwieniem" - Jesteś dla mnie ważny i chcę wiedzieć o wszystkim co Cię trapi żebyś nie musiał być z tym sam.

- Na prawdę?

- No jasne, że tak. Zależy mi na tym żebyś czuł się dobrze. Teraz powiedz mi o czym są te koszmary może będzie Ci lepiej.

- Nie wiem czy chcesz wiedzieć - Zawahał się Byers

- Will, daj sobie pomóc

- Okej...

- Więc?

- No... jakoś tak od 3 miesięcy śni mi się, że wróciłem na drugą stronę i nie mogę się wydostać. Zazwyczaj widzę demogorgona i chowam się przed albo uciekam przed łupieżcą umysłów ale czasami widzę jakiegoś zdeformowanego mężczyznę. - Will zaciął się na chwilę, łzy napłynęły mu do oczu a oddech przyspieszył - On... woła mnie. Nie wiem czego on ode mnie chce.

W tym momencie młody Byers nie wytrzymał i z jego oczu zaczęły powoli lecieć łzy. Mike nie widział co zrobić widząc Will'a w takim stanie. Ale po chwili wziął się w garść i przypomniał sobie, że jego przyjaciel potrzebował jego pomocy w gorszych sytuacjach niż ta.

- Willy, wszystko będzie dobrze - Wheeler objął Byersa, co od razu zadziałało. - Mam pomysł

- Jaki? - Zapytał Will ocierając łzy z policzków

- Musisz oderwać się od tego wszystkiego. Masz za dużo na głowie. Więc zrobimy piknik, tylko we dwójkę. Reszta jakoś się sobą zajmie bez nas a ty odpoczniesz trochę w ciszy. Co myślisz?

Will myślał przez chwilę.

- A co z El? nie zostawię jej teraz.

- Nastka ma Max i resztę. Nie możesz ciągle myśleć o innych, pomyśl trochę o sobie okej?

- Okej - odpowiedział Will ściszonym głosem

- To jak, zgadzasz się?

- Czemu nie - Na twarzy Byersa pojawił się lekki i trochę wymuszony uśmiech.

Chlopak nie chciał zawieźć przyjaciela ale martwił się o nastkę i nie chciał jej zostawiać. Poza tym, sam nie nie wiedział czy będzie w stanie czerpać przyjemność z pikniku w obecnej sytuacji.

~•~

15 min później chłopacy byli już spakowani i gotowi. Joyce przygotowała im jedzenie i zgodziła się ich zawieźć na łąkę. Łąka To ulubione miejsce Will'a na malowanie krajobrazów i spędzanie czasu z El i Mey. Poza tym, leży ona w mało zaludnionej części miasta, przez co mało kto tam przychodził.

- Gotowi? - Zapytała Pani Byers wyciągając kluczyki do auta z torby.

- Gotowi - odpowiedział Mike po czym chwycił Will'a za rękę.

Byers czując ciepły uścisk Wheelera spojrzał w dół i lekko się uśmiechnął a jego twarz zrobiła się czerwona jak pomidor.

- To zbierajcie się i jedziemy - powiedziała Joyce i poszła odpalić auto

Mike od razu ruszył w stronę drzwi pociągając za sobą Will'a ale ten zatrzymał się spojrzał za siebie co zatrzymało szatyna. Chłopak położył rękę na policzku niższego, po czym powiedział:

- Nie martw się o nią, poradzi sobie, jest silna. A z resztą musisz też myśleć trochę o sobie. - Mike uśmiechnął się czule i szarpnął lekko Will'a za rękę po czym oboje poszli do auta.

~•~

Pani Byers zaparkowała obok łąki i poczekała aż chłopcy wysiądą. Następnie, gdy Will wyjmował koc z bagażnika, położyła rękę na ramieniu młodego Wheelera.

- Opiekuj się nim Mike, Okej? - Powiedziała lekko zmartwionym głosem - Ma teraz trudny czas.

- Oczywiście pani Byersz, obiecuje.

- Dobrze - Joyce uśmiechnęła się lekko i poszła pomóc swojemu synowi wypakowywać rzeczy na piknik.

Gdy skończyli, chłopacy pożegnali się z nią i ruszyli w głąb łączki. Rozłożenie wszystkiego trochę im zajęło ale kiedy wszystko było już zrobione, stało się to idealne miejscem do wypoczynku. Przyjaciele położyli głowy na poduszkach a ich małe palce nieświadome się dotykały. Na niebie nie było ani jednej chmury a słońce rozgrzewało ich twarze. Cała łąka była pokryta mleczami i dmuchawcami. Miejsce wybrane przez chłopców znajdowało się na małej górce, przez co mieli widok na ten majestatyczney krajobraz.

- Wow, ale tu ładnie. Dobre miejsce wybrałeś, Willy - kąciki ust zapatrzonego w widoki Mike'a uniosły się.

- Faktycznie...

Ale Will widział tą łąkę już wiele razy, więc nie robiło to na nim wrażenia. Za to jego oczy były skupione na czymś zupełnie innym, a raczej kimś zupełnie inny. Kimś kto był tak zajęty oglądaniem krajobrazu, że wcale tego nie zauważył.

- Wiesz co, Mikey?

- Ej nie mów do mnie tak!!! - Wheeler wyrwał się z transu.

- Czemu, ty możesz mówić do mnie Willy, a ja nie mogę cię nazywać Mikey? - Will zaśmiał się.

- Ci to pasuje.

- Niby czemu!?!?

- „Willy" to takie słodkie zdrobnienie, a ty jesteś mega słodki - zażartował sobie Mike ale po chwili zdał sobie sprawę co właśnie powiedział, więc szybko zmienił temat - A tak w ogóle to co mi chciałeś powiedzieć?

- No... - Byers nadal przetwarzał to co powiedział przyjaciel - Yyyy no, że ładnie by ci było w warkoczykach. El uczyła mnie jak się je robi. Chcesz?

- Ummm czemu nie - Piegowaty wzruszył ramionami ale tak na prawdę nie było to dla niego obojętne, zawszę chciał zapytać o to Nancy ale bał się, że będzie się z niego śmiać albo, że rodzice go zobaczą, co byłoby zdecydowanie gorsze.

- To chodź tu - Will usiadł na swoje łydki i zdjął gumkę z nadgarstka, zawsze nosi ją przy sobie jako prezent od El.

Mike przysunął się i usiadł po turecku, a Byers zaczął pleść.

~•~

- Ał!!! Will, szarpieszzzzz - Mike miał już zdecydowanie dość ciągnięcia za jego długie niesforne loki.

- Jeszcze chwila - Odpowiedział mu przyjaciel, po czym zaplątał gumkę na końcu kosmyka - Gotowe! Szkoda, że nie ma tu lusterka bo wyglądasz uroczo - zaśmiał się.

-Ejjjj - Mike udawał obrażonego ale tak na prawdę podobało mu się jak właśnie został nazwany i po chwili też zaczął się śmiać. - Też czegoś ci brakuje.

Szatyn urwał mlecza i powoli włożył go za ucho bruneta. W tym momencie ich spojrzenia się spotkały i coś zaiskrzyło. Oboje zaczęli się do siebie powoli zbliżać, przez co ciśnienie wzrosło. A sekundę później, ich usta nie dzieliła już żadna przestrzeń.

Hejaaa, mam nadzieję że rozdział się podobał. Do następnego papa <3

Liczba słów: 1027

To już koniec opublikowanych części.

⏰ Ostatnio Aktualizowane: Feb 10 ⏰

Dodaj to dzieło do Biblioteki, aby dostawać powiadomienia o nowych częściach!

I will always be here // bylerOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz