3.Sophia

78 12 2
                                    


Obudziłam się o świcie, jak co dzień. Rozejrzałam się po pokoju, który  urządzony jest w nowoczesnym stylu. Zawsze wydawał mi się zbyt przestronny i zimny. Ściany w jasnych odcieniach szarości, ciemne drewniane meble – wszystko to nadawało mu surowego charakteru. Duże okna wpuszczały pierwsze promienie słońca, oświetlając mój nocny stolik z telefonem, budzikiem i kilkoma książkami. Wstałam z łóżka, czując miękkość puszystego dywanu pod stopami po czym  poszłam do łazienki i zaczęłam mój codzienny rytuał – najpierw prysznic, potem makijaż dziś postawiłam na ten delikatny – tusz do rzęs, lekki róż i błyszczyk. Ubrałam się w moją ulubioną bluzę i jeansy, po czym zeszłam na dół do kuchni.

Willa, w której mieszkałam, była ogromna, z wysokimi sufitami i przestronnymi pokojami. W kuchni, gdzie dominowały białe meble i marmurowe blaty, czekała na mnie matka. Siedziała przy stole, przeglądając gazetę i popijając kawę. Podeszłam do lodówki, wyjęłam jogurt i usiadłam na przeciw.

– Znowu jesz jogurt na śniadanie? – rzuciła matka z kpiną w głosie. – Może powinnaś zjeść coś bardziej pożywnego, chociaż i tak nic ci to nie da. Wciąż jesteś za gruba.

Zacisnęłam zęby, starając się zignorować jej słowa. Nie było to łatwe, bo matka nigdy nie przepuszczała okazji, by mnie skrytykować.

– Po prostu chciałam coś lekkiego – odpowiedziałam spokojnie, chociaż wewnątrz kipiałam ze złości.

– Lekkiego? – prychnęła. – Może powinnaś przestać jeść w ogóle. Może wtedy ktoś się tobą zainteresuje.

Nie wytrzymałam. Wstałam gwałtownie z krzesła, które z hukiem uderzyło o podłogę, i wybiegłam z kuchni, zatrzaskując za sobą drzwi. Po drodze do szkoły ,byłam pełna gniewu i frustracji. Wszystko we mnie wrzało, ale starałam się skupić na tym, co miało nadejść – lekcje, czy cokolwiek, co pomogłoby odwrócić moje myśli od bolesnych słów matki.

Dotarłam do szkoły rozkojarzona. Szłam do szafki, próbując zapanować nad emocjami, gdy nagle poczułam lekkie klepnięcie w ramię. Odwróciłam się i zobaczyłam Diega, uśmiechniętego od ucha do ucha.

– Hej, Sofia! Jak się masz? – zapytał z entuzjazmem.

– Cześć, Diego – odpowiedziałam, starając się uśmiechnąć. – Jakoś leci. A ty?

– W porządku. Jakie masz dzisiaj lekcję – zapytał, otwierając swoją szafkę.

Rozmawialiśmy chwilę o planie dnia i nadchodzących sprawdzianach. Diego zauważył, że jestem przygnębiona, i postanowił coś z tym zrobić.

– Wiesz co? Może po lekcjach wyjdziemy na boisko ? – zaproponował.

Zastanowiłam się chwilę, a potem skinęłam głową.

Kiedy szliśmy korytarzem, zauważyliśmy Pabla.

– Hej, Pablo! – zawołał Diego. – Mam pomysł na popołudnie. Co powiesz na to, żebyśmy po lekcjach poszli na boisko? Trochę ruchu i świeżego powietrza dobrze nam zrobi.

Pablo spojrzał na nas z lekkim zdziwieniem, ale po chwili wzruszył ramionami. – Czemu nie? Brzmi dobrze. Do zobaczenia po lekcjach.

Uśmiechnęłam się do Diega, wdzięczna za jego inicjatywę. Teraz już wiedziałam, że popołudnie będzie dużo lepsze.

Lekcje mijały powoli, a ja nie mogłam skupić się na niczym. Na jednej z nich coś mnie szczególnie zirytowało – może to była uwaga nauczyciela, nie pamiętam . W każdym razie poczułam, że muszę wyjść na chwilę i odpocząć. Wyszłam na zewnątrz, do mojego ulubionego miejsca za szkołą, gdzie czasami paliłam papierosy. Kiedy tam dotarłam, spotkałam Aidena.

– Co ty tu robisz? – zapytałam, wyjmując papierosa.

– Tak samo jak ty – odpowiedział chłodno Aiden.

Zapaliłam papierosa i podsunęłam mu paczkę. – Chcesz?

Aiden spojrzał na mnie obojętnie. – Dzięki, mam swoje.

– Widzę, że znalazłeś sobie lepsze miejsce do palenia- zapytałam

Aiden spojrzał tylko na mnie i skinął głową

– Może byś poszedł z nami na boisko? Diego i Pablo też tam będą.

Aiden uniósł brew. – Sophia, serio? Nie jesteśmy w zerówce. To, że raz gadaliśmy, nie znaczy, że jesteśmy teraz najlepszymi przyjaciółmi.

Poczułam, jak wzbiera we mnie złość. – Może i nie jesteśmy w zerówce, ale nie zaszkodzi spróbować spędzić razem trochę czasu.

Aiden wzruszył ramionami. Odszedł, zostawiając mnie samą. Wzięłam głęboki wdech, próbując się uspokoić. 

Reszta lekcji minęła mi w napięciu, ale jakoś dotrwałam do końca. Po szkole skierowałam się na boisko. Zobaczyłam Diego siedzącego na ławce. Był blondynem o jasnoniebieskich , wesołych oczach i promiennym uśmiechu.

– Hej, Sofia! – zawołał, machając do mnie.

Podeszłam do niego z uśmiechem. – Hej, Diego.

– Myślałem, że moglibyśmy trochę pogadać by się lepiej poznać. – Przesunął się, robiąc mi tymczasem miejsce na ławce.

Usiedliśmy razem, rozmawiając o wszystkim i o niczym. Diego opowiadał dowcipy, próbując mnie rozśmieszyć. Z czasem mój nastrój poprawił się, a śmiech sprawił, że choć na chwilę zapomniałam o porannych problemach.

– Dzięki, Diego. Naprawdę dobrze się bawiłam – powiedziałam na koniec, wstając z ławki.

– Ja też, Sofia.

Pożegnaliśmy się, po czym wróciłam do domu. Mimo wszystkich trudności, jakie napotkałam tego dnia, wiedziałam jedno, zbliżyliśmy się  z Diegiem. 

Jako jedyny od dawno  potrafił poprawił mój nastrój. I choć relacje z matką i Aidenem były skomplikowane, wiedziałam, że mam w sobie siłę, by sobie z tym poradzić.  Było mi jednak  trochę przykro, że Pablo nie przyszedł, ale kto wie ,może coś mu wypadło.

///////////////////////////////////
Dzięki że czytacie.

Nasze Sekrety Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz