5.

30 3 1
                                        

Jako dziecko uwielbiałam testować swoje granice.

Zawsze byłam ciekawa, jak wysoko mogę wejść na drzewo zanim upadnę lub jak długo mogę wstrzymywać oddech pod wodą zanim zabranie mi tlenu.

Byłam ciekawa jak szybko mogę jechać na rowerze nie trzymając rąk na kierownicy, zanim stracę równowagę. Jak dziwne akrobacje muszę wykonywać na trampolinie zanim spadnę i sobie coś złamię.

Uwielbiałam tą adrenalinę.

Wtedy nie wiedziałam co to strach.

Teraz znam to uczucie aż za dobrze.

Jeszcze kilka dni temu, kiedy ktoś by się mnie zapytał czym się on objawia, nie potrafiłabym odpowiedzieć.

Teraz jednak wiem, że towarzyszą mu drżenie całego ciała, potliwość rąk, szybko bijące serce, natłok myśli, miękkość nóg i ten dziwny prąd przechodzący wzdłuż kręgosłupa.

Skąd to wiem? Bo aktualnie odczuwam to wszystko, jak nigdy wcześniej.

Siedzę przy stole kurczowo trzymając sztućce w dłoni, mimo że wiem, że gardło mam tak zablokowane, że nie jestem w stanie niczego przełknąć.

Od kiedy tylko znalazłam się w jadalni, nawet na chwilę nie spuściłam wzroku z tego przeklętego, ściętego na krótko bruneta, z hipnotyzującymi niebieskimi tęczówkami i mocno zarysowaną szczęką.

To jego widziałam kilka dni temu pod moim domem.

To on zostawiał mi te wszystkie kwiaty.

To on pisał do mnie te wszystkie wiadomości.

To dla niego tutaj jestem.

- Mam nadzieję, że pokój ci się podoba, przygotowaliśmy go specjalnie pod twój przyjazd. - odzywa się wreszcie Maximillian.

Szczerze mówiąc nawet mu się nie przypatrzyłam. Nie byłam w stanie, skoro kiedy tylko do niego weszłam zostałam zaatakowana przez milion ludzi.

Postanawiam jednak w ogóle się nie odezwać. Zamiast tego upijam duży łyk czerwonego wina z kieliszka stojącego obok mnie.

- Trzeba zacząć jak najszybciej planować wesele. - teraz głos zabiera Elizabeth. - Doris zna krawcową, która uszyje nam idealną suknie ślubną. Myślę, że przyjęcie można urządzić w...

W pewnym momencie całkowicie się wyłączam. Nie chcę słuchać o żadnym weselu, bo wiem, że skończy się to płaczem z mojej strony. Mam dopiero osiemnaście lat. Jestem za młoda na ślub i dzieci. To za duża odpowiedzialność.

Matka Michaela dalej ględzi na temat wesela, kiedy zdaję sobie sprawę, że nie znam odpowiedzi na najważniejsze pytanie.

- Ile? - pytam nagle, przerywając wywód kobiecie. Czuje na sobie jej piorunujący wzrok.

- Miło, że wreszcie się odezwałaś Olivio, jednak nie do końca rozumiem o co ci chodzi. - mówi ojciec chłopaka siedzącego na przeciwko mnie.

Przez całą kolację czuję na sobie moc jego spojrzenia, co ani trochę mi się nie podoba.

- Ile byłam dla nich warta.

- Cóż... - mężczyzna poprawia się niespokojnie na krześle. - Twój ojciec zaproponował trzy miliony, więc oczywiście się zgodziłem, jednak oczywiście dla nas jesteś warta o wiele więcej.

Trzy miliony.

Ich jedyna córka była warta dla nich trzy miliony.

- Od kiedy wiedzieli?

Pewnego razu w WatervillOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz