1.

70 4 2
                                        

Olivia

- Wszechświat ma ze mnie bekę - mruczę pod nosem szarpiąc po raz kolejny klamkę do drzwi, jakby co najmniej magicznie miała ustąpić i wpuścić mnie do środka.

Sfrustrowana siadam na schodach przed domem pisząc do mamy z pytaniem, o której będzie. Dochodzi 14, a z racji, że mamy końcówkę czerwca upały, które przyszły do Bostonu stają się coraz bardziej nieznośne.

Rozglądam się dookoła, a moją uwagę przykuwa zaparkowany niedaleko czarny Rolls - Royce. Jestem prawie pewna, że w ciągu ostatnich kilku dni widziałam to auto kilka razy w naszej okolicy. Nie byłoby to takie dziwne gdyby nie fakt, że dzielnica w której mieszkam nie należy do najbogatszych. Przeprowadziliśmy się tu kilka lat temu kiedy firma ojca ogłosiła bankructwo, a nas nie było stać na tak luksusowe życie jak wcześniej.

- Znowu zapomniałaś kluczy? Powinnaś je sobie zawiesić na szyi. - Z zadumy wyrywa mnie głos mamy, która właśnie wyciąga zakupy z auta. Przez chwilę przyglądam się niskiej brunetce.

Jestem całkowitym przeciwieństwem Jeniffer. W żaden sposób nie przypominam tej brunetki w niebieskich oczach i ostrych rysach twarzy. Mimo, że ma dopiero 42 lata, na twarzy pojawiły się jej już pierwsze zmarszczki i nie bije już od niej taka pewność siebie jak wcześniej.

- Dzień dobry, mamuś. Mi dzień minął świetnie dziękuję, że pytasz. - Posyłam jej sarkastyczny uśmiech wstając, aby pomóc z zakupami. Staram się zignorować auto stojące po drugiej stronie ulicy, mimo że cały czas czuję się obserwowana przez osobę siedzącą w środku.

Po krótkiej chwili wchodzimy do niewielkiego domu wykonanego z czerwonej cegły. Środek jest przytulny. Po lewej stronie znajduje się jasna kuchnia, na której środku znajduje się niewielka wyspa kuchenna. Odkładam zakupy na blat i nastawiam wodę na kawę. Naszym małym rytuałem z mamą jest picie kawy razem kiedy wraca z pracy oglądając przy tym jakiś serial. Aktualnie jest to "Gossip Girl".

- Wiesz, o której tato wróci dzisiaj z pracy? - pytam zakładając niesforne blond kosmyki za ucho.

- Późno. Chcemy zarobić jak najwięcej, żeby urządzić ci niezapomnianą imprezę kochanie. - Uśmiecha się do mnie słabo rozpakowując zakupy.

4 lipca zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim moje osiemnaste urodziny. Mam wyrzuty sumienia, że przeze mnie rodzice, a zwłaszcza tato, się przepracowują. W szkole nie mam zbyt wielu znajomych, a o nikim nie mogę powiedzieć, że jest moim przyjacielem, więc nawet nie mam kogo zaprosić. Namawiałam rodziców, aby sobie odpuścili, żebyśmy spędzili ten dzień jak każdy inny, ale oni się uparli. Wiem, że zaprosili najbliższą rodzinę i planują małego grilla na ogrodzie, ale ze względu na naszą aktualną sytuację finansową, wiem że to duży wydatek. Z racji, że w tym roku moje urodziny wypadają w czwartek rodzice postanowili urządzić imprezę weekend wcześniej, czyli za dwa dni. Nie mam pojęcia czemu nie chcą zorganizować jej dwa dni później, jednak tato się uparł, a jak on coś zaplanuje to nie ma opcji, że cokolwiek go od tego odwiedzie.

Zalewam kawę zagotowaną wcześniej wodą i dolewam do niej mleko. W ciszy siadamy z mamą w niewielkim salonie i odpalamy telewizor. W pomieszczeniu dominuje ciemne drewno. Pod ścianą stoi mała kanapa na przeciw której wisi telewizor. Na środku stoi stolik kawowy, a w rogu wielka monstera, o którą mama dba bardziej niż o mnie.

Po jakiś 40 minutach odcinek się kończy a ja zauważam, że mama zaspała. Wstaje i przykrywam ją delikatnie kocem, aby przypadkiem jej nie obudzić. Zbieram brudne kubki i odstawiam je do zlewu w kuchni. Z przyzwyczajenia zaglądam przez okno, ukazujące co dzieje się na ulicy przed domem i dostrzegam to samo czarne auto stojące teraz centralnie przed moim domem. Wpatruję się w nie przez dłuższą chwilę i zauważam, że na siedzeniu kierowcy siedzi mężczyzna. Jest może w wieku mojej mamy. Ma ciemne włosy i ubrany jest w czarną koszulę. Cały czas obserwuje mój dom.

Pewnego razu w WatervillOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz