Dziś jest dzień mojej imprezy.
Zwlekam się powoli z łóżka zerkając na zegarek stojący na komodzie. Dochodzi jedenasta, a ja dopiero się obudziłam. Goście mają być na dziewiętnastą.
Wychodzę z pokoju i leniwym krokiem ruszam do kuchni, w której mama robi jakąś sałatkę.
- O dobrze, że przyszłaś, pokrój mi ogórka tylko najpierw go umyj! Ja idę to rozwiesić.- oznajmia mama wybiegając z kuchni z jakimiś lampkami w dłoni.
Posłusznie podchodzę do kranu, aby wykonać to o co mnie prosiła. Odruchowo spoglądam za okno, a stojący na przeciwko mojego domu czarny Rolls - Royce śmieje mi się w twarz.
Przyglądam się autu dokładniej i dostrzegam, że na miejscu kierowcy znajduje się inna osoba niż wczoraj. Mężczyzna jest zdecydowanie starszy i straszniejszy. Dostrzegam na jego twarzy kilka zmarszczek, a na policzku wielką bliznę. Kiedy tylko zauważa, że się na niego patrzę wygina usta w przeraźliwym uśmiechu.
W tym samym momencie słyszę huk z tyłu domu, więc moja głowa automatycznie odwraca się w tamtą stronę, a kiedy powracam wzrokiem na drogę przed domem - auta nie ma. Jakby rozpłynęło się w powietrzu.
Muszę się dzisiaj napić, bo chyba wariuję.
Ostatni raz zerkam przez okno po czym odwracam się na pięcie i kieruję się w stronę ogródka, z którego wcześniej słyszałam huk.
- Tato...? – mówię cicho, kiedy nie dostrzegam nikogo z tyłu domu. – Mamo!?
Nagle słyszę ruch za mną. Odwracam się gwałtownie lecz nie zauważam za sobą nikogo. Jedyne co się tam znajduje to ogromne pudło tuż przy drzwiach tarasowych. Rozglądam się dookoła jeszcze raz, upewniając się, że nikogo nie ma w pobliżu.
Podchodzę powoli do kartonu i podnoszę wieczko. Oczy o mało nie wyskakują mi z orbit kiedy widzę przed sobą suknie wieczorową w kolorze butelkowej zieleni. Jest w całości wykonana z satyny, oprócz gorsetu, który jest pokryty delikatną koronką.
Wyjmuję delikatnie suknię z pudełka, wtedy moim oczom ukazuje się kolejne pudełko. Tym razem jest to jednak pudełko na buty.
- O kurwa. – mamroczę pod nosem kiedy widzę ich markę.
Pieprzone Jimmy Choo.
Mój oddech się zatrzymuje kiedy wpatruje się w czarne czółenka z diamencikami na zapięciu przy kostce.
- Olivia? – słyszę gdzieś za sobą głos mamy. – Co to?
Czuję, że rodzicielka porusza się gdzieś za mną, prawdopodobnie próbując spojrzeć mi przez plecy, w co się tak wpatruję.
- M-mamo? Co to jest?- mamroczę, wciąż w mocnym szoku.
Odsuwam się delikatnie, aby mogła zobaczyć na co patrzę. Unoszę na nią wzrok i widzę jak jej twarz blednieje.
- Skąd to masz? – pyta mama, z nutą niepokoju w głosie.
- Wiem, że to zabrzmi niedorzecznie, ale po prostu się odwróciłam i to już tu stało.
Mama patrzy na mnie z niedowierzaniem.
- Wiesz gdzie twój ojciec? – pyta, używając głosu, który nie wskazuje na nic dobrego.
Macham tylko głową, sygnalizując, że nie mam pojęcia gdzie tato, po czym patrzę jak mama brunetka wchodzi w głąb domu.
Ja w tym czasie spoglądam jeszcze raz do pudełka i odnajduję niedużą karteczkę spoczywającą na jego dnie.
CZYTASZ
Pewnego razu w Watervill
Romansa"Nie sądziłam, że cokolwiek będzie w stanie złamać mnie jeszcze bardzej, ale ty Michael uwielbiałeś testować granicę ludzkiej wytrzymałości." W kochającym domu Olivii w najważniejszym dla niej dniu rozpętuje się piekło, a życie dziewczyny już nigdy...
