8.

26 2 2
                                        

Zaraz rozpocznie się mój koszmar.

Andre ostatni raz przypudrowuje mi twarz, podczas gdy jedna z jego pomocnic kręci pasma włosów, które wypuszczone są z upięcia, które wykonali.

Mężczyzna, podobnie jak ostatnim razem, zabawiał mnie rozmową i próbował odciągnąć myśli od balu, który zbliżał się wielkimi krokami.

- Wyglądasz obłędnie, amore! Jak tylko cię zobaczą to padną z zachwytu! - odzywa się mężczyzna, klaszcząc w dłonie.

Oglądam się w lusterku i muszę przyznać, że wyglądam pięknie. Andre jak zawsze wykonał kawał dobrej roboty.

Oczy mam podkreślone czarnym cieniem i długą kreską, brwi są delikatnie wyrysowane, a na ustach mam piękny brązowo - różowy odcień pomadki. Kości policzkowe są uwydatnione bronzerem, a twarz przypudrowana jest tak bardzo, że żadna ulewa nie zniszczy tego makijażu.

Włosy upięte mam w eleganckiego koka, jednak wystaje z niego kilka pasem włosów, które delikatnie są podkręcone, podobnie jak grzywka.

Uśmiecham się szeroko i upijam łyk szampana, którego przyniosła mi Mindy.

- Wyglądam jak inna osoba. - patrzę na mężczyznę, który powoli zbiera wszystkie swoje rzeczy.

- Oj kochanie, poczekaj aż zobaczysz sukienkę.

W tym samym momencie z garderoby wychodzi jednak z pomocnic Adnre, trzymając w dłoniach długą, ciemnozieloną suknię.

Kiedy ją widzę od razu zamieram. To ta sama suknia, którą dostałam w dzień moich osiemnastych urodzin.

Czuję jak robi mi się słabo.

Oni mieli to wszystko zaplanowane.

Do tego Andre zakłada mi złoty naszyjnik z zawieszką węża, kilka złotych bransoletek oraz kolczyki. Poprawiam również pierścionek z diamentem znajdujący się na moim palcu.

Spoglądam na siebie w lustrze, wygładzając materiał sukni ostatni raz.

Wyglądam jak księżniczka.

- Tak z ciekawości, czemu każda moja suknia wieczorowa jest tego koloru? - zerkam na odbicie mężczyzny, który wykonuje ostatnie poprawki.

- Pewnie wiesz już, że wąż to symbol rodziny Ross. Tak samo jest z tym kolorem. Ubierając cię w ten kolor, pokazujemy, że należysz do te rodziny.

Kiedy chcę już coś odpowiedzieć drzwi do pokoju otwierają się, a do środka wchodzi Michael ubrany w idealnie skrojony garnitur, w kolorze takim samym jak moja suknia.

Kiedy jego wzrok zatrzymuje się na mnie widzę jak jego jabłko Adama porusza się niespokojnie. Uważnie mierzy mnie wzrokiem, jakby nie chciał przegapić żadnego detalu.

Ja również zawieszam dłużej na nim swoje spojrzenie. Nawet przez marynarkę widać jego mięsnie na. Włosy ma jak zwykle w nieładzie, a kilka pierwszych guzików koszuli zostawił rozpięte. W oczy rzuca się również rana na ustach bruneta.

- Zostawię was samych gołąbeczki. - mówi Andre. Słyszę jak wygania wszystkich z pokoju, w którym po chwili zostajemy sami.

- Pięknie wyglądasz. - odzywa się brunet podchodząc blisko mnie. Nawet w szpilkach muszę zadrzeć głowę do góry, bo sięgam mu jedynie do brody.

- Dziękuję. - uśmiecham się lekko. - Ty również niczego sobie.

Michael przewraca oczami, jednak widzę, że kącik jego ust delikatnie drgnął.

Pewnego razu w WatervillOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz