Dochodzi trzecia nad ranem. Od czasu do czasu pomieszczenie rozbłyskuje w wyniku piorunów przez burzę panującą na zewnątrz.
Przez to, czego się dzisiaj dowiedziałam o rodzinie, u której mieszkam, nie mogę spać.
Czuję się jakbym była w jakiejś tureckiej telenoweli.
Moi rodzice sprzedali mnie dla pieprzonej mafii. To jest tak nie realistyczne, że aż śmieszne.
Od początku wiedziałam, że z rodziną Rossów jest coś nie tak. Ale nie sądziłam, że aż tak.
Nie mam też pewności, że to co powiedział mi Michael to cała prawda. Skoro ukrywał przede mną tyle rzeczy, mógł też zataić coś jeszcze.
Znacznie gorszą prawdę.
Postanawiam zejść do kuchni, bo strasznie chce mi się pić. Zwlekam się więc z łóżka mocno ziewając.
Z jakiegoś powodu uwielbiam burze. Kocham siedzieć przy oknie z dobrą książką w dłoni i słuchać grzmotów czy dźwięku kropel uderzających w okno.
Wychodzę z pokoju i idę do kuchni leniwie sunąc po panelach. W dłoni trzymam telefon, którym oświetlam sobie drogę, bo wciąż czasami się boję, że się tu zgubię.
Schodzę już po schodach kiedy kątem oka zauważam ruch po lewej stronie domu. Jadalnia.
Przełykam głośno ślinę, jednak staram się jeszcze nie panikować. Udaję, że niczego nie zauważam i kieruję się do kuchni.
Staję przy wyspie kuchennej kiedy słyszę kroki, które się do mnie zbliżają.
Do Psychopata: Ktoś jest w domu. Jestem w kuchni.
Wystukuję szybko wiadomość do Michaela modląc się, aby obudził go dźwięk powiadomienia.
Serce podchodzi mi do gardła, gdy zauważam, że jakaś osoba stoi w wejściu do pomieszczeniu. Nie zapalam świateł. Znam ten dom zdecydowanie lepiej niż intruz, więc mam szasnę żeby go zgubić.
Drżącymi dłońmi chwytam szklankę i napełniam ją wodą. Jestem pewna, że to mężczyzna. Ma kominiarkę i ubrany jest cały na czarno. Kiedy zauważam, że powoli zaczyna iść w moją stronę odwracam się gwałtownie w jego stronę i rzucam w niego szklaną. Trafiam go w brzuch, jednak bolesne spotkanie ze szkłem daje mi czas, aby wyciągnąć z szuflady jakikolwiek nóż.
W głowie próbuję przypomnieć sobie wszystkie chwyty, których nauczył mnie brunet przez ostatnie kilka dni, ale strach sprawia, że w głowie mam jedynie pustkę.
Szkło roztrzaskuje się po podłodze, a ja mam ogromną nadzieję, że ktoś to usłyszał i wstanie.
Intruz natychmiast zrywa się do biegu w moją stronę, a ja sprawnie uciekam za wyspę kuchenną. Biegnąc wywracam za sobą krzesła, aby kupić sobie trochę czasu. Mężczyzna wywraca się o jedno z nich, jednak chwyta mnie za kostkę, przez co zaliczam bolesne spotkanie z podłogą. Nóż wypada mi z ręki lecąc dwa metry przede mnie a ja jęczę, czując ból w każdej części mojego ciała.
Upadając głośno krzyczę, próbując zaalarmować kogokolwiek w tym cholernym domu. Gdzie jest Polly kiedy jest potrzebna?
Gdzie są ochroniarze do cholery?
Próbuję szybko podnieść się z podłogi, jednak oprawca obraca mnie w swoją stronę i siada na mnie okrakiem. Zdzieram sobie gardło krzycząc, ale nikt w tym jebanym domu nie pojawia się, aby mnie uratować. Czuję jak łzy spływają z moich policzków.
- Czego ode mnie chcesz? – pytam łamiącym głosem, jednak mężczyzna nie odpowiada. Zamiast tego próbuje złapać mnie za nadgarstki, jednak uderzam go z pięści w twarz. Mężczyzna odskakuje do tyłu dzięki czemu udaje mi się spod niego wypełzać. Kopie go w klatkę piersiową i wstaję chwytając po drodze nóż.
CZYTASZ
Pewnego razu w Watervill
Romance"Nie sądziłam, że cokolwiek będzie w stanie złamać mnie jeszcze bardzej, ale ty Michael uwielbiałeś testować granicę ludzkiej wytrzymałości." W kochającym domu Olivii w najważniejszym dla niej dniu rozpętuje się piekło, a życie dziewczyny już nigdy...
