Poniedziałek minął mi bardzo szybko. To znaczy, może nie jakoś bardzo, ale obeszło się bez żadnych wpadek. Pogoda dopisywała, uniknęłam cudem jedynki u profesor Hoven.
No i też cała nasza grupa była w komplecie, co dodatkowo poprawiało mój humor. Stęskniłam się za moją trójcą.
Tak naprawdę to największym ekscesem tego poniedziałku była przerwa obiadowa przed ostatnimi zajęciami.
Siedziałyśmy z dziewczynami na naszej ławce znajdującej się na dziedzińcu, podczas gdy ci, którzy tyle szczęścia nie mieli, siadali na trawniku.
Ale nikomu to nie przeszkadzało, w końcu już w marcu mogliśmy się doczekać 30 stopni, a i tak nikt by się nie zdziwił.
Dlatego też kiedy wszyscy uczniowie Arcadia High cieszyli się niemal wakacyjną pogodą, udało mi się w tłumie złapać osobę, która od wczoraj nie chciała wyjść z mojej głowy.
Alec Cartis. Chyba po raz pierwszy zauważyłam go w szkole, co tym bardziej zaczęło mnie zastanawiać. Prezentował się tak idealnie, a jednocześnie tak beztrosko, że uznałam to za wręcz niemożliwe.
Jednak to nie był koniec niespodzianek, ponieważ kiedy tylko i on odnalazł wśród wszystkich ludzi mnie, zaczął iść w stronę naszego stolika.
Oczywiście jak zwykle zachowałam spokój, dlatego w błyskawicznym tempie odwróciłam się do Kylie, która siedziała najbliżej.
- Lie, masz już listę gości? - zapytałam, wymyślając pierwszy lepszy temat. A wiedziałam, że zapewne miała dopięte wszystko na ostatni guzik już tydzień temu.
Kątem oka widziałam, że Alec się zbliża z delikatnym uśmiechem na ustach, ale musiałam skupić się na Kylie i udawać że mam go gdzieś. W końcu nie byliśmy nawet przyjaciółmi.
- Jeszcze pytasz? Oczywiście, że tak. Będzie cała nasza paczka, dodając również znajomych od Larissy i Dylan'a, byli mega mili. W tym też... - urwała na chwilę, widząc bruneta stojącego nad nami.
- Alec. - dodała, odwzajemniając uśmiech chłopaka.
- Tak, miło że zapamiętałaś jak się nazywam. - rzucił, jak zwykle prze zabawnym tekstem.
Przewróciłam na niego oczami, ale nie powstrzymywałam również uśmiechu. To była nasza pierwsza interakcja na terenie szkoły, co było naprawdę godne zapamiętania.
- Nie, nie. Miałam na myśli listę gości na jutrzejszej imprezie. - wyjaśniła Kylie, mimo wszystko uśmiechając się pod nosem na słowa Alec'a.
Z kolei Larissa szturchnęła Willow, szepcząc coś najpewniej na temat mnie, bo dosyć mało dyskretnie wskazała na mnie palcem. Jednak postanowiłam to zignorować, w końcu i tak prędzej czy później się dowiem.
- Spokojnie, droczę się tylko. Do zobaczenia jutro. - powiedział, puszczając blondynce oczko.
W tamtym momencie ciężko było mi nie porównywać go do Dylan'a. Mieli bardzo podobne charaktery, co na pewno nie umknęło również Kylie, widziałam to w tym spojrzeniu które mi posłała.
Dokładnie taki sam wzrok rzucałyśmy sobie nawzajem, kiedy Dylan zaczynał flirtować z nami dla zabawy.
- Zadzwoń później. - powiedział niemo, przykładając dłoń do ucha abym zrozumiała.
To był cud, że w między czasie na nikogo nie wpadł, ponieważ cały czas szedł tyłem. Nie mogłam powstrzymać cichego chichotu, co od razu zauważyła reszta i nagle cała uwaga skupiła się na mnie. Pokręciłam przecząco głową.
CZYTASZ
Hard Happiness
RomanceNie miałam pojęcia czym jest szczęście przez bardzo długi czas, jednak instynktownie za nim goniłam. Próbowałam je znaleźć tak wiele razy, bezskutecznie. Myślałam, że w końcu to ono odnalazło mnie, lecz jeszcze wtedy nie wiedziałam jak bardzo się...
