Han Jisung
Jadłem obiad w towarzystwie Mina i Evelen. Było miło ale momentami czułem się niekomfortowo gdy czarnowłosa za dużo mówiła. Po takim jednym posiłku mogłem się o niej dużo dowiedzieć. Była bardzo rozgadana ale miła i momentami faktycznie mi się z nią dobrze rozmawiało. Poznałem kilka faktów o niej.
-A ty Jisung, jakie masz plany na wakacje? -zapytała z pełnymi ustami poprawiając grzywkę. Właśnie mi się przypomniało, że za dwa tygodnie wakacje.
-Um, nie wiem.
-Jak nie masz to możesz z nami spędzić wakacje -powiedziała uśmiechnięta. Minho popatrzył na nią jakby chamsko. Nie chciał ze mną spędzić wakacji? Chyba zaczynałem lubić Mina i zaczynało mi na nim zależeć.
-Nie, nie... Jakoś niezbyt się kumplujemy z Minho...
Co, kurwa?
Popatrzyłem na starszego smutnym spojrzeniem czekając aż coś powie. Czemu to powiedziałem? Ja jebie.
-Em... Nie no mamy dosyć dobry kontakt, Jisungie -powiedział trochę pytając -myślę, że moglibyśmy coś razem porobić. Chyba, że nie chcesz.
Chcę. Dlaczego tak wyszło? Znowu wyszedłem na chuja. Pierdolona Evelen.
-Tak...
-Muszę wyjść -mruknął Minho -zaraz wracam.
Brunet wstał kierując się do drzwi. Aha.
-Minho! -zawołałem ale chłopaka już nie było w mieszkaniu. Chciałem iść za nim, lecz Evelen mnie zatrzymała.
-Jisung, nie idź za nim. Coś go wkurwiło. Wziął kluczyki pewnie przejedzie się tym swoim autkiem i wróci. Daj spokój.
Spierdalaj.
-Ja go wkurwiłem, więc proszę daj mi pójść za nim -odpowiedziałem przewracając oczami.
-Japierdole, Jisung. Pójdziesz za nim i co?
-I to naprawię.
-Powodzenia. Skoro chcesz jeszcze go spotkać, zatrzymać, czy chuj wie co to biegnij. Już pewnie pojechał. Jak on zacznie zapierdalać tym autem to go nie dogonisz. Zwłaszcza jak jest wkurwiony.
Nie odpowiedziałem tylko wybiegłem z mieszkania. Postanowiłem, że zbiegnę ze schodów i już nie będę jechać windą. Biegłem szybko i się wyjebałem oczywiście.
-Kurwa... -wymamrotałem i podwinąłem rękaw bluzy. Rana, która się już goiła po szkle się otarła i znowu zaczęła krwawić i boleć jak cholera. Łzy zaczęły mi szybciej lecieć a ja próbowałem wstać. Noga też mnie bolała. Złapałem się barierki ale przypomniało mi się, że chcę dogonić Minho.
Zacząłem znowu biec co jakiś czas sycząc z bólu. Wybiegłem z bloku wiedząc, że i tak go nie znajdę. Spróbowałem do niego zadzwonić. Nie odebrał. Japierdole. Spuściłem głowę na dół płacząc. Znowu spierdoliłem naszą relację? W sumie nie tylko relację ale i sobie rękę. Ale chuj z tym. Pomyślałem, że muszę go znaleźć, przeprosić, naprawić, spróbować się dogadać. Nie wiem. To jest za trudne.
Stałem tak chwilę nie wiedząc co ze sobą zrobić. Co mogłem zrobić? Im dłużej tak stałem tym bardziej traciłem na czasie. Znowu zadzwoniłem do Mina. Za trzecim razem odebrał. Super, kurwa.
-Halo... -zacząłem.
-Hej, Jisung.
-Japierdole, Minho, przepraszam...
-Za co?
-Za to, że znowu wszystko zepsułem -powiedziałem szlochając.
-Nic nie zepsułeś.
-Powiedziałem, że niezbyt się kumplujemy. Potem wyszedłeś. Nie zabolało cię to? Nie zależy ci? W sumie, jestem do dupy znajomym więc się nie dziwię -po powiedzeniu tego się rozłączyłem. On nie zasługiwał na kogoś takiego jak ja.
Po chwili Minho znowu zadzwonił. Zastanawiałem się czy odebrać ale finalnie się zgodziłem i odebrałem.
-Gdzie jesteś? -zapytał.
-Na twoim osiedlu niedaleko twojego bloku. Chciałem cię jakoś dogonić czy coś.
-Przyjadę po ciebie, Jisungie.
Jisungie.
Zacząłem jakoś uwielbiać kiedy tak do mnie mówił.
-Nie musisz...
-Muszę. Zależy mi na tobie. Nie chcę, żebyś płakał. Obydwoje jesteśmy chujowi w tę przyjaźń. Zaraz będę i razem gdzieś pojedziemy.
Po około dwudziestu minutach byłem już w samochodzie Minho.
-Min, przepraszam -powiedziałem od razu po tym jak wsiadłem.
-Nie szkodzi. W sensie, zabolało mnie to bo mieliśmy przez chwilę serio świetny kontakt, ale wybaczam ci. Za bardzo nie chciałbym cię stracić.
-Dziękuję! -odpowiedziałem i spróbowałem go objąć -naprawdę, jestem zaskoczony jak ty możesz jeszcze w ogóle znowu chcieć się ze mną przyjaźnić czy w ogóle znać -dodałem nadal płacząc.
-Nie płacz, Jisungie. Nie mogę patrzeć jak płaczesz. Może to dziwne ale jakoś przywiązałem się do ciebie.
-Super -powiedziałem wycierając twarz od łez lekko zahaczając zranioną ręką o fotel, na co syknąłem z bólu.
-Ał...
-Kurwa, Jisungie, co się dzieje?
-Aa nic, rozjebałem sobie rękę na schodach.
-Co!? Japierdole, jak to?
-Biegłem po tych schodach i spadłem. Ale to nic takiego.
-Pokaż to -polecił na co podwinąłem rękaw bluzy -Jisung, to jest przecięcie.
-Chyba się otarłem o te schody -wyjaśniłem zestresowany szybko zakrywając ranę ponownie rękawem.
-Jisungie...
-Hm?
-Pokaż to. Mam apteczkę w schowku, chcę ci pomóc. Mówisz, że to nic ale masz, kurwa, przeciętą rękę. To nie wygląda jak otarcie czy zadrapanie tylko jak coś poważniejszego.
-Ale czemu cię to interesuje? -zapytałem nagle.
-Bo mi na tobie zależy. Chcę być dla ciebie miły. Może kiedyś będziemy nawet przyjaciółmi.
-Em... No dobrze... Przepraszam -powiedziałem trochę niepewnie.
-Dobra, pokaż tą rękę.
Znowu podwinąłem rękaw i pokazałem ranę. Starszy schylił się do schowka i wyjął małą apteczkę. Sam nie wiedział co dokładnie zrobić więc na początku wziął taki jakby bandaż i zatamował nim lekkie krwawienie, które jeszcze było bo rana była świeża. Na chwilę przykleił mi plasterek ale potem znów go ściągnął by obmyć ranę z bakterii (krew była już zatamowana). Chwilę potem przykleił nowy, świeży plasterek. Wydawało mi się to urocze bo brunet był bardzo skupiony na swoim zadaniu.
-Dziękuję -powiedziałem uśmiechnięty.
-Dałbym ci naklejkę "dzielny pacjent" ale nie mam takiej -uśmiechnął się. Miał piękny uśmiech. Ten szczery oczywiście. Na imprezie ani nigdzie indziej nie widziałem, żeby kogoś jeszcze obdarowywał takim uśmiechem. Japierdole. Czy on zaczynał mi się podobać? Lee Minho?
CZYTASZ
drive it faster | minsung
Romance-"Life is highway, I'm gonna drive it faster" Han Jisung postanowił pójść z Changbinem na imprezę. Podczas pomocy pewnemu blondynowi poznali chłopaka - Lee Minho, którego Jisung nie darzy najlepszym i najmilszym uczuciem. Bogaty nastolatek razem z...
