Rune pchnął ciężkie drzwi do Valkoinen Portea, nie czekając na kogokolwiek z nielicznej służby jaka pozostała w rezydencji, żeby mu otworzyli. Wraz z zimnym powietrzem wślizgnął się szybko do środka, pilnując, by ciepły zaduch nie uciekł na zewnątrz.
Od dawna nawet w domach arystokracji nie trzaskał beztrosko ogień w kominkach, więc domownicy chronili się w zabarykadowanych domach przed wściekłym wiatrem. To właśnie on jednym podmuchem potrafił wyrwać z ciała ostatni oddech życia.
Stłumione rozmowy, odgłosy nerwowych kroków umykały spomiędzy niedomkniętych drzwi do salonu i rozchodziły się po korytarzu, docierając wprost do uszu Rune.
– Podejrzewam, że są w podziemiach Lopp...
– A konie? Gdzie oni je chowają?
– Nie są nam potrzebne, więc powinniśmy się skupić na...
– Arsenale? Niby jak? Jak ty to widzisz? – Ostry głos Jespera przeciął wrzawę w najbardziej reprezentacyjnym pomieszczeniu w Valkoinen Portea. – Broń musimy zdobyć spoza Rågeleje, bo inaczej zauważą braki.
Rune zachłysnął się powietrzem. Cofnął się gwałtownie, jakby ojciec swoimi słowami wymierzył mu siarczysty policzek. Zatrzymał się z plecami przyciśniętymi do drzwi wyjściowych, ale niewystarczająco uważny, przypadkiem potrącił ogromną wazę stojącą na stoliku przy drzwiach. Złapał ją w ostatniej chwili, zanim potoczyła się na kraniec blatu. Ten cichy chrobot wystarczył, by go wydać. Stojący w salonie tuż przy drzwiach ciemny kształt, na który nie zwrócił wcześniej uwagi, poruszył się. W półmroku korytarza błysnął ogień odbijający się w złotej klamce i z salonu wyłonił się Kohl.
Głosy umilkły, gdy zamknął za sobą drzwi i lekkim krokiem ruszył w stronę Rune.
Zebrani w salonie ludzie czekali na Rune i postawili Kohla na czatach, by nie pozwolił mu podsłuchać, chociażby słowo. Najmłodszemu z braci Koskela coś ciężkiego opadło na dno żołądka. Od rozpoczęcia Wielkiej Wojny nie widział, żeby arystokraci z Rågeleje zebrali się gdziekolwiek, a sądząc po dobiegających go wcześniej głosach, przybyło ich na to spotkanie naprawdę wielu.
– Co się dzieje? – zapytał sucho Rune, gdy Kohl otoczył go ramieniem.
– Lepiej, żebyś nie wiedział – westchnął i przycisnął go do swojego boku.
Rune opierał mu się przez chwilę, ale w końcu pozwolił poprowadzić się schodami w górę do swojej sypialni.
– Dlaczego? O czym wy tak dyskutujecie? – naciskał, gdy w końcu oswobodził się z uścisku brata. Zerwał z siebie futro i cisnął nim o fotel. Mebel zachwiał się pod ciężarem grubego okrycia, ale po chwili opadł z cichym stuknięciem z powrotem na sosnowe panele. – Tylko nie wciskaj mi bzdur, Kohl. Nie jestem idiotą, a uwierz mi, że lepiej, żebyś mi powiedział, niż żebym doszukiwał się tego na własną rękę.
Kohl zakołysał się na piętach, usilnie starając się przybrać surowy wyraz twarzy, którym zwykle obdarzał ich Dante. Bezskutecznie. Łagodna, obojętna twarz mężczyzny jedynie wykrzywiła się nieznacznie, przydając mu wyglądu rozdrażnionego kota Nerezzy, którego Rune nie widział już od miesięcy.
– Ojciec i Fallon Korhonen planują rebelię – odpowiedział po chwili, wyraźnie cedząc słowa. – Nikt cię nie wyklucza z ruchu oporu, ale biorąc pod uwagę, że zostałeś sekretarzem namiestnika i...
– Czy wy oszaleliście? – wyszeptał Rune i zakrył dłonią usta. Krew szumiała mu w uszach, a z każdym kolejnym oddechem pisk w czaszce nasilał się coraz bardziej. – Trwa Wielki Głód, wszyscy ledwo stoją, a wy chcecie obalić namiestnika?!
– Enzo ma rację. Trzeba działać, zanim namiestnik i jego ludzie rozgoszczą się tutaj na dobre. Teraz mamy przewagę znajomości terenu i przyzwyczajenia do surowej aury, ale z czasem...
– Enzo to idiota! – wybuchnął Rune i z wściekłości kopnął krzesło. Nieszczęśliwie uderzył w drewno dużym palcem u nogi, co spowodowało gwałtowną falę bólu rozchodzącą się od stopy w górę. Stłumił w piersi stek przekleństw i wziął głęboki oddech, by po chwili dodać już spokojniej: – Ten ciołek ma więcej gorącej krwi w ciele niż rozumu między uszami!
– Nie możemy oddać Rågeleje bez walki, Rune...
– Ale to nie oznacza, że wyniszczeni głodem mamy stawać do walki z uzbrojoną armią! – odparował ostro i z cichym westchnieniem opadł na krzesło.
Nie tak to miało się potoczyć. Z każdym dniem, gdy Rune wydawało się, że cokolwiek osiągał, coraz bardziej tracił kontrolę nad sytuacją.
– Sugerujesz, że mamy się poddać? – zapytał cicho Kohl. Nuta niepewności w jego głosie nie podniosła Rune na duchu, wręcz przeciwnie. – Rune, czy ty i namiestnik...
Krew zawrzała młodemu Koskela w żyłach, gdy tylko pierwsze słowa tej jakże trafnej sugestii wypłynęły spomiędzy warg starszego brata. Wstyd i złość zalały go w jednej chwili.
– Sugeruję, że macie podejść do tematu z głową! Nie wierzę, że ojciec...
– Ojciec chce obalić namiestnika, zanim Rågeleje dowie się, że jesteś jego sekretarzem i ludzie rozerwą cię na strzępy.
Te słowa skutecznie zasznurowały Rune usta. Ukrył twarz w dłoniach, próbując opanować drżenie całego ciała, które z każdym uderzeniem serca odbierało mu władzę w kończynach.
Kohl ukucnął naprzeciwko niego i objął go tak mocno, że tępy ból rozszedł się po ramionach Rune. Dopiero wtedy najmłodszy z braci zdał sobie sprawę, że wstrzymuje oddech. Wypuścił powietrze z płuc i wtulił twarz w ramię brata.
Nie może powiedzieć Acharelowi o rebelii, ale musi coś zrobić, zanim ojciec i Korhonenowie rzucą się do samobójczej walki.
Pętla na szyi Rune zacieśniała się coraz bardziej...
CZYTASZ
Serce Boga Wojny [boyxboy]
Fantasy♛ Dark fantasy z erotyką [BxB] ♛ Port Rågeleje to spowita niekończącą się zimą perła Grævlingehøj - największego kontynentu, na którego czele od setek lat stała Rada Śnieżnej Zamieci. Tak było do czasu, gdy podczas corocznych obchodów Przesilenia Zi...
![Serce Boga Wojny [boyxboy]](https://img.wattpad.com/cover/374214051-64-k456414.jpg)