Rozdział 11

61 12 0
                                        

Ojciec siedzi przy komputerze, z każdą chwilą coraz bardziej zdesperowany. Jego palce gorączkowo stukają w klawiaturę, a na ekranie przewijają się niezrozumiałe linie kodu, z których żadna nie przynosi oczekiwanego efektu. Każda próba naprawienia systemu kończy się błędem – czerwony komunikat pojawia się raz po raz, przypominając nam, że coś, na czym opieraliśmy całe nasze bezpieczeństwo, teraz nie działa.
– Nie działa… – mówi ojciec cicho, jakby sam nie mógł uwierzyć w to, co widzi. – Nic nie działa…
Nicole stoi obok mnie, nadal trzymając moją rękę. Czuję, jak drży, a jej oddech jest płytki, szybki. Sama ledwo panuję nad swoim strachem. Nie wiem, co robić, co powiedzieć.
– Tato, co teraz? – pyta Nicole, jej głos jest niemal szeptem.
Ojciec zamyka oczy, zaciska dłonie w pięści. Jego ramiona wydają się przygarbione, jakby ciężar całej tej sytuacji nagle go przytłoczył.
– Nie wiem – mówi w końcu, a te dwa słowa rozbrzmiewają w powietrzu jak wyrok.
Nicole puszcza moją rękę i podchodzi do niego bliżej.
– Musisz coś zrobić! – krzyczy, a łzy napływają jej do oczu. – Nie możemy po prostu czekać, aż oni… aż oni się tu dostaną!
Ojciec otwiera oczy i patrzy na nią, a w jego spojrzeniu jest coś, czego nigdy wcześniej u niego nie widziałam – prawdziwy strach.
– Próbuję! – odpowiada, podnosząc głos, ale zaraz spuszcza wzrok na klawiaturę, jakby się wstydził, że stracił nad sobą panowanie. – Próbuję wszystkiego, co mogę, ale oni… są za dobrzy.
Milknie, wpatrując się w migający kursor na ekranie. Jego głos drży, gdy dodaje:
– Musieli wprowadzić wirusa, który całkowicie przejął kontrolę nad systemem. Bez zewnętrznego dostępu… nie mogę tego naprawić.
Nicole zakrywa twarz dłońmi, a ja czuję, jak zimny dreszcz przebiega mi po plecach. Zewnętrzny dostęp. To oznacza, że musielibyśmy wyjść z bunkra – dokładnie tam, gdzie mogą być ci ludzie.
– Nie możemy po prostu siedzieć i czekać – mówię, próbując powstrzymać drżenie w głosie. – Co, jeśli wrócą?
Ojciec podnosi na mnie wzrok, a w jego spojrzeniu widzę mieszankę frustracji i bólu.
– Musimy… Musimy się przygotować – mówi, choć brzmi to bardziej jak desperacka próba uspokojenia nas niż rzeczywisty plan.
Wstaje od komputera i zaczyna krążyć po pokoju.
– Sprawdzimy zapasy – mówi, jakby próbował nadać sytuacji pozory kontroli. – Spakujemy najważniejsze rzeczy. Jeśli nie uda się naprawić systemu… będziemy musieli się ewakuować.
Słowo „ewakuować” uderza mnie jak cios. Bunkier miał być naszą twierdzą, miejscem, gdzie zawsze byliśmy bezpieczni. Myśl o opuszczeniu go sprawia, że moje serce przyspiesza.
– Ewakuować? – powtarza Nicole, jej głos brzmi jak echo. – Dokąd?
Ojciec nie odpowiada od razu. Spogląda na nas, a potem spuszcza wzrok.
– Gdzieś… gdzie nie będą mogli nas znaleźć – mówi w końcu, ale brzmi to bardziej jak życzenie niż rzeczywista odpowiedź.
Przez moment zapada cisza. Wszystko, co zbudowaliśmy, wydaje się rozpadać, a my stoimy pośrodku tego chaosu, nie wiedząc, co robić. Jedno jest jednak pewne – nie mamy dużo czasu, zanim ci ludzie wrócą.
Przez kolejne godziny ojciec pracował niestrudzenie przy komputerze,  tłumacząc nam, co jeszcze mamy spakować wrazie naszej ewakuacji. Wyglądał na skupionego, ale coś w jego zachowaniu było... inne. Nicole była pierwsza, która to zauważyła.
- Amy - szepnęła, kiedy byłyśmy same w kuchni. - Coś z nim jest nie tak.
Spojrzałam na nią, zaskoczona.
- Co masz na myśli? Nicole uniosła brew i nachyliła się bliżej.
- Nie zauważyłaś? Jest... inny. Jakby cały czas czegoś szukał. A widziałaś, jak drży mu ręka?
Przytaknęłam niepewnie. Rzeczywiście, od momentu, jego ręce czasami drżały, a spojrzenie często uciekało gdzieś w bok, jakby bał się, że coś zaraz się wydarzy. Było to niepokojące, ale tłumaczyłam to jego strach. - Może to przez stres i lęk - powiedziałam, choć w moim głosie nie było przekonania. - W końcu... pierwszy raz od dawna nie jesteśmy już tu bezpieczni. Nicole jednak nie wyglądała na przekonaną.
- Amy, on coś ukrywa - powiedziała stanowczo. - Widziałam, jak przeszukiwał swoje dokumenty, a potem chował je szybko, kiedy wchodziłam do laboratorium. On nie mówi nam wszystkiego. Westchnęłam ciężko. Czułam, że może mieć rację, ale nie chciałam jeszcze bardziej psuć delikatnej równowagi, która utrzymywała nas w ryzach.
- Może po prostu poczekajmy - powiedziałam, choć w głębi serca wiedziałam, że to nie wystarczy. Wieczorem sytuacja stała się jeszcze dziwniejsza.
Ojciec powiedział, że idzie sprawdzić system wentylacyjny, ale minęły dwie godziny, a on nie wracał. Nicole i ja zaczęłyśmy się martwić, więc postanowiłyśmy go poszukać.
Znalazłyśmy go w magazynie, siedzącego na ziemi z głową opartą o kolana. Wyglądał na wyczerpanego, ale kiedy się do niego zbliżyłyśmy, szybko podniósł się na nogi, jakby chciał ukryć, co robił.
- Wszystko w porządku? - zapytałam, starając się zachować neutralny ton.
Ojciec kiwnął głową, ale unikał naszego wzroku.
- Tak, po prostu... potrzebowałem chwili.
Nicole spojrzała na mnie wymownie, ale nie powiedziała nic więcej. Kiedy wróciliśmy do laboratorium, ojciec usiadł przy konsoli i zaczął przeglądać dane systemowe. Wyglądał na skupionego, ale jego ruchy były szybkie, wręcz nerwowe.
- Co sprawdzasz? - zapytała Nicole, stojąc za jego plecami.
Ojciec odwrócił się gwałtownie, jakby go przestraszyła.
- Nic ważnego - powiedział szybko, wyłączając ekran.
Nicole uniosła brew, ale nie dopytywała. Ja jednak widziałam, że coś było nie tak. Tej nocy, kiedy Nicole już spała, poszłam do laboratorium, żeby zobaczyć, co ojciec tak starannie ukrywał. Otworzyłam konsolę i spróbowałam uzyskać dostęp do ostatnich danych, ale wiele plików było zabezpieczonych hasłem. Jedynym, co udało mi się znaleźć, był raport, który ojciec otwierał wcześniej.
„System działa w 12% sprawności. Potencjalne anomalie w sekcji wentylacyjnej oraz bezpieczeństwa wewnętrzego jaki zewnętrznego analiza wymagana." Raport nie wyglądał podejrzanie, ale coś w nim mi nie pasowało.
Czułam, że coś ukrywa. I wiedziałam, że musimy się dowiedzieć, co to jest, zanim będzie za późno.
Następnego ranka zbudziłam się wcześnie, choć ledwo zmrużyłam oko. Myśli o ojcu i jego dziwnym zachowaniu nie dawały mi spokoju. Nicole jeszcze spała, więc postanowiłam sama wrócić do laboratorium i spróbować dowiedzieć się więcej o tym, co ojciec tak uparcie ukrywał. Kiedy dotarłam na miejsce, zauważyłam, że drzwi do laboratorium były uchylone. Serce podeszło mi do gardła. Weszłam ostrożnie i zobaczyłam ojca pochylonego nad konsolą, mówiącego do siebie cicho, jakby próbował coś policzyć. Nie zauważył mnie od razu, więc ukryłam się w cieniu, nasłuchując.
- To tylko kwestia czasu... - mruknął, przeglądając jakieś dokumenty na ekranie. - Jeśli nie zadziała teraz, wszystko pójdzie na marne. Zmarszczyłam brwi. Jego ton był dziwny - pełen desperacji i napięcia. Zanim zdążyłam zrobić cokolwiek, odwrócił się gwałtownie, jakby wyczuł moją obecność.
- Amy? - zapytał, jego głos był spięty. Wyszłam z cienia, starając się wyglądać spokojnie.
- Tak - odpowiedziałam. - Co robisz?
Ojciec spojrzał na mnie przez chwilę, a potem westchnął ciężko.
- Pracuję nad zabezpieczeniami - powiedział, ale jego głos był pełen napięcia.
- Tato , przestań kłamać - powiedziałam, podchodząc bliżej. - Widzimy z Nicole, że coś jest nie tak. Co się dzieje naprawdę? Ojciec zamilkł, a jego ręce zacisnęły się na krawędzi biurka.
- To nic, co powinnaś wiedzieć - odpowiedział w końcu, ale jego głos zdradzał niepewność.
- Naprawdę? - rzuciłam, podnosząc głos. - Bo wydaje mi się, że ukrywasz coś, co dotyczy nas wszystkich. Przestań mnie traktować jak dziecko!
Przez chwilę wydawało się, że nic nie powie. W końcu jednak odwrócił się do mnie i oparł dłonie na biurku. - Masz rację - powiedział cicho. Zanim zdążyłam dopytać, drzwi do laboratorium otworzyły się i do środka wpadła Nicole. Jej włosy były potargane, a twarz pobladła.
- Co się dzieje? - zapytała, patrząc na nas oboje.
Ojciec spojrzał na nią, potem na mnie, jakby zastanawiał się, co powiedzieć. W końcu wziął głęboki oddech i wskazał na krzesła.
- Usiądźcie - powiedział.
Usiadłyśmy, patrząc na niego z mieszanką frustracji i niepokoju.
- To prawda. Ale jest jeszcze coś, czego wam nie powiedziałem. Czego... nie chciałem mówić, bo myślałem, że mogę to rozwiązać sam.
- Co to takiego? - zapytała Nicole, jej głos był ledwie słyszalny.
Ojciec opuścił głowę, jakby ważył każde słowo.
- W bunkrze... jest coś jeszcze - powiedział w końcu. - Coś, co nie może być w niepowołanych rękach.
- Co masz na myśli? - zapytałam ostro.
Ojciec spojrzał na mnie, a w jego oczach widziałam mieszankę strachu i determinacji.
- Prototyp wirusa - powiedział cicho.
Zapadła cisza. Nicole spojrzała na mnie, potem znów na ojca.
- Prototyp wirusa? - powtórzyła, jakby nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała. - Co ty mówisz?Ojciec wstał i zaczął chodzić po laboratorium, jakby nie potrafił usiedzieć na miejscu.
- prototyp wirusa pełni kluczową rolę w rozumieniu biologii wirusów oraz w opracowywaniu narzędzi diagnostycznych, leków i szczepionek.  - powiedział. - Próbowałem go badać. To była część Projektu Genesis. Ale to także największe zagrożenie. Ci mężczyźni nie mogą jej dostać
Zamarłam.- I trzymasz to tutaj? - zapytałam, czując, jak narasta we mnie gniew.
- To było jedyne miejsce, gdzie mogłem go zabezpieczyć - odpowiedział, patrząc mi prosto w oczy. - Nie mogłem pozwolić, by trafił w niepowołane ręce.
Nicole zerwała się na równe nogi.
- Musimy to zniszczyć - powiedziałam stanowczo, wstając.
Ojciec spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Nie możemy tego zrobić - powiedział. - To jedyna szansa na znalezienie lekarstwa.
- A jeśli ktoś się do tego dostanie? - zapytała Nicole. - Jeśli przejmą wirusa i użyją go jako broni? Ojciec milczał przez dłuższą chwilę, a potem spojrzał na nas.
- Dlatego musimy go chronić - powiedział cicho. - Bez względu na wszystko.
Siedziałyśmy z Nicole w milczeniu, kiedy ojciec opuścił laboratorium.
- Amy - zaczęła Nicole, jej głos drżał. - Nie możemy tego zostawić.
Spojrzałam na nią, czując ciężar odpowiedzialności.
- Wiem - odpowiedziałam. - Musimy zrobić coś, zanim będzie za późno.
Wiedziałyśmy, że ojciec nie powie nam całej prawdy. I wiedziałyśmy, że decyzja, którą podejmiemy, może zmienić wszystko.

Black Mist Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz