Ojciec klęczał na podłodze laboratorium, wpatrując się w roztrzaskaną fiolkę, jakby to były resztki jego życia. Nigdy nie widziałam go tak załamanego. Przez chwilę Nicole i ja stałyśmy w ciszy, obserwując, jak powoli opada z sił. W końcu uniósł wzrok na mnie, a w jego oczach widziałam coś, co sprawiło, że poczułam ukłucie w sercu - nie tylko gniew, ale i głębokie rozczarowanie.
- Amy... - wyszeptał. - Ty naprawdę nie rozumiesz, co właśnie zrobiłaś.
- Zrobiłam to, co było konieczne - odpowiedziałam, starając się, by mój głos nie drżał.
Ojciec pokręcił głową i powoli wstał.
- Nie miałaś prawa decydować - powiedział cicho, ale w jego głosie było coś lodowatego. - To nie była twoja decyzja.
Nicole w końcu przerwała ciszę, stając pomiędzy nami. - Tato, to nie była tylko jej decyzja - powiedziała drżącym głosem. - My... my nie mogliśmy ryzykować. Ten wirus mógł zniszczyć wszystko.
Ojciec spojrzał na nią z mieszaniną ulgi i gniewu, jakby jej słowa jednocześnie go raniły i uspokajały.
- Nie macie pojęcia, co zniszczyłyście - powiedział, wskazując na pozostałości po fiolce. - To była ostatnia szansa na znalezienie lekarstwa, byłem tak blisko. To był klucz do naprawienia świata!
Następne godziny minęły w ciężkiej ciszy. Ojciec zamknął się w swoim pokoju, a Nicole i ja siedziałyśmy w kuchni, próbując dojść do siebie.
- Myślisz, że zrobiliśmy dobrze? - zapytała cicho Nicole, bawiąc się końcem rękawa.
Zastanawiałam się przez chwilę, ale odpowiedź była równie niejasna dla mnie, jak i dla niej.
- Nie wiem - przyznałam. - Ale wiem, że nie mogłam pozwolić, żeby to coś wpadło w niepowołane ręce. Nicole skinęła głową, choć widać było, że nie była przekonana. Kiedy ojciec w końcu wyszedł z pokoju, jego twarz była kamienna, a ruchy sztywne. Nie odezwał się ani słowem, przechodząc obok nas w drodze do laboratorium, zapewne dalej sprawdzając czy da się naprawić zabezpieczenia.
Wiedziałam, że między nami coś się zmieniło. Cokolwiek nas wcześniej łączyło jako rodzinę, teraz wydawało się napięte, kruche, jakby każde z nas stało na krawędzi czegoś nieodwracalnego.
Ale nie mieliśmy czasu na rozwiązanie tego konfliktu.
W nocy systemy bunkra znów zaczęły wydawać dziwne dźwięki. Tym razem były to wyraźne sygnały ostrzegawcze. Konsola w centrum komunikacyjnym zaczęła migać na czerwono.
Nicole wbiegła do mojego pokoju, wyraźnie przerażona.
- Amy! Coś się dzieje!
Zerwałam się z łóżka i pobiegłyśmy razem do konsoli. Na ekranie widniało ostrzeżenie:
„PRÓBA NIEAUTORYZOWANEGO DOSTĘPU DO WEJŚCIA BUNKRU. SYSTEM W TRYBIE OBRONY." Serce podeszło mi do gardła.
- Oni tu są - wyszeptała Nicole.
Ojciec wbiegł do pomieszczenia chwilę po nas, ubrany w pośpiechu. Spojrzał na ekran, a jego twarz stężała.
- Zrobiłem co mogłem, system strawny jest jedynie w 51 procentach- powiedział cicho, ale jego głos drżał. - Tylko tyle udało mi się naprawić.
Nicole spojrzała na mnie, a potem na ojca.
- Co jak się tu dostaną ? Ojciec podszedł do konsoli, szybko przeglądając systemy obronne bunkra.
Ojciec spojrzał na mnie, a w jego oczach widziałam coś, czego wcześniej nie dostrzegałam - desperację.
- Wtedy musimy być gotowi na walkę. Godziny mijały w napięciu. Siedzieliśmy przy konsoli, obserwując monitory z kamer. Na jednym z nich widzieliśmy ich - grupę trzech ludzi w ciemnych kombinezonach, próbujących włamać się do głównego wejścia bunkra.
Ojciec wprowadził dodatkowe zabezpieczenia, ale wyglądał na coraz bardziej zaniepokojonego. - Oni wiedzą... - powiedział cicho.
Nicole spojrzała na niego z przerażeniem.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Co jeszcze ukrywasz? - zapytałam ostro. Ojciec nie odpowiedział od razu. Jego dłonie zacisnęły się na krawędzi stołu.
- Może czas wam powiedzieć wszystko - powiedział w końcu. Cokolwiek miał nam wyjawić, wiedziałam jedno - to, co zniszczyłam, mogło być początkiem czegoś znacznie większego, a decyzje, które podejmowaliśmy, wcale się nie skończyły. Wręcz przeciwnie. One dopiero się zaczynały.
Ojciec usiadł przy konsoli, a jego twarz zdradzała zmęczenie i napięcie. Nicole i ja stałyśmy obok, wpatrując się w niego z mieszanką strachu i złości.
Ojciec spuścił głowę i przez chwilę milczał, jakby ważył każde słowo. Nicole i ja patrzyłyśmy na niego w napięciu, czując, że to, co zamierza powiedzieć, zmieni wszystko.
– Nie próbują się tu dostać tylko po to, żeby zdobyć dane czy sprzęt – zaczął, wciąż nie patrząc nam w oczy. – Szukają mnie.
– Ciebie? – Nicole spojrzała na niego z niedowierzaniem. – Ale dlaczego?
w końcu podniósł wzrok, a jego twarz zdradzała zarówno zmęczenie, jak i coś głębszego – ciężar tajemnicy, którą nosił przez lata.
– Ponieważ myślą, że jestem kluczem do pokonania wirusa – powiedział cicho.
Słowa te zawisły w powietrzu jak niewidzialny ciężar.
– Ale dlaczego ty? – zapytałam, starając się opanować drżenie w głosie. – Przecież
– Przecież wirusa już nie ma, zniszczyliśmy go...
Ojciec spojrzał na mnie z surowym wyrazem twarzy.
– Zniszczyłyście jedną fiolkę – poprawił. – Ale to nie znaczy, że wirus przestał istnieć. Oni mają wiedzieć że tylko ja jestem w stanie pokonać epidemie.
Nicole zrobiła krok do przodu, jej dłonie zacisnęły się w pięści.
– Dlaczego nam tego nie powiedziałeś? – zapytała. – Dlaczego ukrywałeś coś tak ważnego?
Ojciec westchnął i potarł twarz dłonią.
– Nie chciałem, żebyście miały krew na rękach – powiedział z goryczą w głosie. – Nie chciałem, żebyście musiały stawić czoła temu, co ja widziałem. Projekt Genesis... był czymś więcej, niż powinien być.
– A co, jeśli cię złapią? – zapytałam, starając się ukryć panikę w głosie.
Ojciec uniósł wzrok na mnie, a w jego oczach widziałam chłodną determinację.
– Nie mogą mnie złapać – powiedział powoli. – Bo jeśli to zrobią, ich celem może być broń biologiczna, mogą stać się liderami całego świata. Mogą używać go jako postrach wśród poddanych.
Nicole złapała się za głowę.
– Więc co mamy zrobić? Czekać, aż się tu dostaną? Walczyć? Tato, to szaleństwo!
Ojciec podszedł do konsoli i zaczął coś wprowadzać, jego ruchy były szybkie i precyzyjne, choć widziałam, że drżą mu dłonie.
– Nie mamy czasu na panikę – powiedział. – Jeśli chcemy przeżyć, musimy być o krok przed nimi. System bunkra jest uszkodzony, ale wciąż mamy kilka kart przetargowych.
– Jakich kart? – zapytałam ostro.
Ojciec odwrócił się do nas, a jego spojrzenie było zimne, wyważone.
– W tej chwili musimy ich zwodzić. Myślą, że tutaj znajdą odpowiedź na wszystkie swoje pytania. Ale odpowiedzi są gdzie indziej. Ukryłem dane na temat prawdziwej natury wirusa w miejscu, o którym nikt nie wie.
Nicole wstrzymała oddech.
– Gdzie?
Ojciec spojrzał na nią, a potem na mnie.
– To nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, że dopóki myślą, że te dane są tu, będziemy ich celem. Musimy wykorzystać tę przewagę, by opracować sposób na ucieczkę... albo na walkę.
Milczenie zapanowało w pokoju. Wiedziałam, że ojciec ma plan, ale wiedziałam też, że kryje się za nim strach. Ludzie na zewnątrz nie cofali się przed niczym, a my byliśmy uwięzieni we własnej twierdzy, która zaczynała wyglądać jak pułapka.
Spojrzałam na Nicole. Jej twarz była bledsza niż kiedykolwiek, a oczy pełne strachu.
– Musimy to przetrwać – powiedziałam cicho, bardziej do siebie niż do niej. – Nie możemy się poddać.
Ojciec wrócił do konsoli, a jego głos rozległ się cicho w pokoju.
– Jeśli mają zamiar tu wejść... będą gotowi na wszystko. My też musimy być.
CZYTASZ
Black Mist
AkcjaAmy i Nicole, dwie młode siostry, wierzyły, że bunkier, w którym schronili się przed śmiertelną epidemią, jest ich jedynym ratunkiem. Ojciec, wybitny naukowiec, zapewniał je, że na zewnątrz nie ma życia - tylko śmierć i zniszczenie. Jednak ich azyl...
