Siedziałam na swoim łóżku, przyciskając do siebie koc, choć zimno nie miało z tym nic wspólnego. Ojciec stał na środku pokoju, jego ramiona wydawały się jakby obciążone czymś niewidzialnym. Stał nieruchomo, jak posąg, z dłońmi splecionymi za plecami. Milczał tak długo, że zaczęłam zastanawiać się, czy w ogóle coś powie. Nigdy nie widziałam go w takim stanie – przygarbionego, jakby coś w nim pękło. Odkąd pamiętam, ojciec był skałą. Człowiekiem, który nigdy się nie wahał, który zawsze wiedział, co robić. A teraz? Wyglądał, jakby coś go dręczyło, jakby prowadził w głowie bitwę, której nie potrafił wygrać.
– Amy... – zaczął, ale przerwał, jakby połowa słowa ugrzęzła mu w gardle. Wziął głęboki oddech, a jego klatka piersiowa uniosła się i opadła z siłą, która zdradzała ciężar, jaki nosił w środku. – Muszę wyjść – powiedział w końcu, a jego głos zabrzmiał surowo.
Zerwałam się z łóżka, jakby ktoś pociągnął mnie za sznurki.
– Na zewnątrz – odpowiedział, a jego głos zabrzmiał twardo, choć wyczułam w nim coś na kształt wahania. – Na kilka dni.
Kilka dni. Te słowa uderzyły mnie jak cios w brzuch. Zamarłam. Kilka dni? W mojej głowie rozbrzmiewało tylko to jedno zdanie, którego sens wydawał się niemożliwy do zaakceptowania.
– Nie rozumiem – wykrztusiłam. – Dlaczego? Po co?
– To nie twoja sprawa – odpowiedział szybko, zbyt szybko. Unikał mojego wzroku. – To coś, co muszę załatwić sam.
– Sam? – powtórzyłam, a moje słowa ociekały niedowierzaniem. – Tato, nigdy nie wychodziłeś na dłużej niż kilka godzin! Mówiłeś, że tam jest za niebezpiecznie, że nie możemy...
– Amy, nie dyskutuj – przerwał mi, a jego ton był lodowaty. – To decyzja, którą już podjąłem.
Zrobiłam krok w jego stronę, czując, jak coś we mnie pęka.
– Nie możesz tak po prostu wyjść! A jeśli coś ci się stanie? Jeśli nie wrócisz?
– Amy, przestań – rzucił sucho, jakby próbował zakończyć rozmowę jednym słowem. Ale ja nie zamierzałam odpuścić.
– Co takiego jest na zewnątrz, że nagle postanowiłeś zaryzykować życie? – zapytałam, a mój głos drżał od emocji, których nie potrafiłam opanować.
Ojciec milczał przez dłuższą chwilę, jakby szukał w sobie odpowiedzi, której nie mógł mi udzielić.
– Muszę coś załatwić – odpowiedział w końcu. Jego słowa były zimne, niemal mechaniczne. – To sprawa osobista.
– Osobista? – powtórzyłam, próbując doszukać się sensu w jego słowach. – Jesteśmy zamknięci w bunkrze od lat, a ty teraz nagle masz osobistą sprawę na zewnątrz?
– Amy, to nie twoja sprawa – przerwał mi, a jego głos zyskał twardość, której rzadko używał wobec mnie. – Zajmij się Nicole.
– Nicole? – powtórzyłam automatycznie, próbując zrozumieć, co ma do tego moja młodsza siostra. – O czym ty mówisz?
– Jesteś jej starszą siostrą. Musisz się nią zaopiekować – powiedział, a w jego głosie zabrzmiała nuta desperacji, która zbiła mnie z tropu.
– Dlaczego mówisz to wszystko tak, jakbyś nie zamierzał wrócić? – wyrwało mi się.
Ojciec spojrzał na mnie, a jego twarz zastygła. Nie odpowiedział od razu.
– Wrócę – powiedział w końcu, a jego ton był tak stanowczy, że aż mnie zmroziło. – Ale jeśli coś pójdzie nie tak... – zawahał się, po czym dodał: – Hasło do komputera i dokumenty są w moim biurze. Zaufaj swojemu instynktowi.
Słowa „zaufaj swojemu instynktowi” brzmiały jak pożegnanie. Jakby próbował przekazać mi coś więcej, ale brakowało mu odwagi, by powiedzieć to wprost.
Nie odpowiedziałam. Po prostu patrzyłam, jak wstaje z ciężkim westchnieniem i wychodzi z pokoju, zostawiając mnie z pytaniami, które nie znajdą odpowiedzi.
Następnego ranka ojciec był gotowy do wyjścia. Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie – z dużym plecakiem, ubraniem przystosowanym do warunków zewnętrznych i maską. Wyglądał jak ktoś, kto planuje coś znacznie poważniejszego niż zwykłą wycieczkę. Nicole stała obok mnie, wpatrując się w ojca z mieszanką niepokoju i smutku.
– Kiedy wrócisz? – zapytała cicho.
– Za trzy dni – odpowiedział ojciec, a potem spojrzał na mnie. – Pamiętaj, co ci powiedziałem. Nicole jest twoim priorytetem.
Nie odpowiedziałam. Nie chciałam mu dawać tej satysfakcji. Ojciec zbliżył się do drzwi wyjściowych bunkra, gdzie system zabezpieczeń skanował jego tożsamość. Gdy drzwi zaczęły się otwierać, czułam, jak napięcie w pomieszczeniu wzrasta.
– Wracaj szybko – powiedziała Nicole, a jej głos lekko zadrżał. Ojciec skinął głową, rzucił ostatnie spojrzenie w naszą stronę i zniknął w ciemnym tunelu prowadzącym na zewnątrz.
Kiedy drzwi zamknęły się z sykiem, zapadła ciężka cisza. Pierwszy dzień bez ojca wydawał się dziwnie spokojny. Nicole spędzała czas w swoim pokoju, jakby próbowała uciec przed rzeczywistością, a ja bezwiednie krążyłam po bunkrze, próbując zająć się czymś, co odciągnęłoby moje myśli. Przesuwałam dłonią po zakurzonych półkach, poprawiałam książki, których nikt od dawna nie czytał, albo wpatrywałam się w ledwo migoczące światło lampy, szukając w tym jakiegoś ukojenia. Ale cisza bunkra była nie do zniesienia.Każdy dźwięk – skrzypnięcie podłogi, cichy szum wentylatorów – zdawał się mnożyć w tej pustce, jak echo, które nie miało się gdzie zatrzymać. Zawsze czułam się tu zamknięta, jak w klatce, ale teraz, kiedy ojca nie było, to miejsce wydawało się nie tyle ciasne, co wręcz obce. Ściany, które do tej pory dawały poczucie bezpieczeństwa, teraz zdawały się mnie przygniatać, a cienie na nich tańczyły w niepokojący sposób. W głowie kłębiły mi się pytania, na które nikt nie znał odpowiedzi. Co teraz? Czy poradzimy sobie bez niego? Czy naprawdę byliśmy gotowi na to, co może nadejść? Ojciec zawsze był tym, który wiedział, co robić. Był opoką, chociaż czasem potrafił być surowy i nieugięty. Teraz, gdy zniknął, ta siła zniknęła razem z nim, pozostawiając po sobie pustkę, która przytłaczała bardziej niż strach, który czułam, kiedy jeszcze był z nami.
Nicole nie odzywała się ani słowem. Zamknęła się w swoim świecie, jakby próbowała odciąć od rzeczywistości, i choć chciałam do niej pójść, wiedziałam, że muszę dać jej przestrzeń. Sama ledwo radziłam sobie z tym, co czułam. Siadłam na starym, wysłużonym fotelu w kącie bunkra, próbując złapać oddech.
Z zamyślenia wyrwał mnie cichy odgłos. Nicole wyszła ze swojego pokoju, jej oczy były zaczerwienione, jakby płakała, choć próbowała tego nie pokazywać. Chciałam coś powiedzieć, ale żadne słowa nie wydawały mi się wystarczająco dobre. Tylko spojrzałyśmy na siebie w milczeniu, w którym zawarło się wszystko – żal, strach, i ta głucha, ciężka pustka, którą bunkier wypełnił się wraz z odejściem ojca.
Wieczorem poszłam do Nicole, żeby sprawdzić, jak się trzyma. Siedziała na łóżku, z nogami podciągniętymi pod siebie, czytając coś na tablecie.
– Wszystko w porządku? – zapytałam, siadając obok niej.
Nicole skinęła głową, ale unikała mojego wzroku.
– Myślisz, że wróci na czas? – zapytała nagle, a w jej głosie było coś, co mnie zaniepokoiło.
– Oczywiście, że wróci – odpowiedziałam, choć sama nie byłam tego taka pewna. – On zawsze wie, co robi. Nicole spojrzała na mnie z czymś, co wyglądało na sceptycyzm.
– Wiesz, że nigdy wcześniej nie wychodził na tak długo – powiedziała cicho.
– Wiem – przyznałam.
– A jeśli nie wróci? – zapytała.
To pytanie zawisło między nami, a ja nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
– Wróci – powiedziałam w końcu, bardziej do siebie niż do niej. Moje słowa zawisły w powietrzu, jakby nawet cisza nie chciała ich przyjąć. Nicole nie odpowiedziała. Przesunęła wzrok gdzieś obok mnie, jakby próbowała udawać, że mnie nie słyszy, albo nie chciała słyszeć. Czułam, że w jej głowie kotłują się myśli, ale nie wiedziałam, jak do niej dotrzeć. Czy mogłam jej cokolwiek obiecać? Czy ja sama w to wierzyłam?
Ojciec zawsze miał swoje sekrety. Jego tajemnicze wyjścia, te krótkie, urywane rozmowy, które zdarzało mi się przypadkiem usłyszeć – wszystko to składało się w obraz, którego nie potrafiłam jeszcze ułożyć. Ale to ostatnie wyjście było inne. Widziałam to w jego oczach. Były zmęczone, przepełnione lękiem, którego nigdy wcześniej u niego nie dostrzegłam. Jakby wiedział, że podejmuje ryzyko, którego być może nie powinien. Powtarzał, że wróci, że to tylko kwestia czasu, ale jego słowa brzmiały pusto, jakby wypowiadane jedynie po to, by nas uspokoić.
Bunkier nigdy nie był dla mnie domem. Był schronieniem, więzieniem, a teraz – pułapką, z której nie było wyjścia. Dzień dłużył się niemiłosiernie. Próbowałam zająć się czymkolwiek: przeglądałam stare
się czymkolwiek: przeglądałam stare zapiski ojca, porządkowałam nasze zapasy, a nawet spędziłam godzinę, próbując naprawić zegar, który od tygodni nie działał. To wszystko były tylko wymówki, by nie myśleć o tym, co mogło się stać.
Cisza jednak zawsze mnie doganiała. Każdy szelest, każdy najmniejszy dźwięk przyciągał moją uwagę, sprawiając, że zamierałam w miejscu, nasłuchując, czy to przypadkiem nie ojciec wraca. Ale za każdym razem była to tylko wyobraźnia albo odgłos wiatru szumiącego gdzieś w wentylacji. Nicole nie wychodziła ze swojego pokoju przez większość dnia. Zastanawiałam się, co robi, ale bałam się jej przeszkadzać. Wiedziałam, że inaczej przeżywa całą sytuację, że nie chce okazywać słabości, ale przecież była jeszcze dzieckiem. Przynajmniej w moich oczach. Była spokojna – zbyt spokojna, co mnie jeszcze bardziej martwiło. Ten rodzaj ciszy przypominał mi spokój przed burzą.
W końcu usiadłam przy stole w głównym pomieszczeniu bunkra, podpierając głowę na rękach. Byłam zmęczona, choć nic szczególnego dziś nie zrobiłam. Zmęczenie nie wynikało z działania, ale z samego faktu czekania. Nie lubiłam tej bezradności, tego, że nie mogłam nic zrobić. Ojciec był gdzieś tam, a ja mogłam jedynie czekać.
Spojrzałam na drzwi do pokoju Nicole. Zastanawiałam się, czy powinnam do niej pójść. Może potrzebowała rozmowy, może potrzebowała mnie. Ale może chciała zostać sama. Biłam się z myślami jeszcze przez chwilę, zanim w końcu podjęłam decyzję. Musiałam wiedzieć, co u niej. Wstałam powoli, czując ciężar, jakbym dźwigała cały świat na ramionach, i ruszyłam w stronę jej pokoju.
Zapukałam do jej pokoju, ale nie doczekałam się odpowiedzi. Drzwi były lekko uchylone, więc zajrzałam do środka.
Zatrzymałam się w progu, zaskoczona tym, co zobaczyłam. Ściany pokoju Nicole były niemal całkowicie pokryte rysunkami. Kartki w różnym formacie, jedne powieszone starannie, inne przyczepione taśmą, tworzyły niepowtarzalną mozaikę. Były tam pejzaże, portrety, szkice zwierząt – wszystko pełne detali, emocji i pasji.
– Nicole... – szepnęłam pod nosem, zdumiona. Nie miałam pojęcia, że była aż tak utalentowana. Podeszłam bliżej, by dokładniej przyjrzeć się jej pracom. Rysunki były nie tylko piękne, ale i poruszające. W jednym z nich rozpoznałam nasz bunkier, uchwycony z niezwykłą dokładnością, w innym sceny z opowieści, które ojciec czasem nam snuł. Na jednym z rysunków dostrzegłam nawet naszą matkę, uśmiechniętą i trzymającą w ramionach Nicole jako dziecko. Poczułam, jak coś ściska mnie w gardle. Chwilę później usłyszałam odgłos dobiegający z łazienki – cichy, ale wyraźny. Jakby coś upadło na podłogę. Ruszyłam w tamtym kierunku i stanęłam w drzwiach, widząc Nicole z nożyczkami w dłoni. Stała przed lustrem, z zamyśleniem przyglądając się swoim odbitym w nim włosom.
– Co ty robisz? – zapytałam, marszcząc brwi.
Nicole podskoczyła na dźwięk mojego głosu. W pierwszym odruchu spróbowała schować nożyczki za plecami, ale jej spojrzenie zdradziło, że była na czymś przyłapana.
– Tylko... próbuję podciąć sobie włosy – odpowiedziała niepewnie. Spojrzałam na podłogę, gdzie już leżały porozrzucane kosmyki włosów. Przyjrzałam się Nicole i zauważyłam, że z jednej strony włosy były wyraźnie krótsze, a z drugiej – dłuższe, pocięte zupełnie nierówno. Westchnęłam ciężko, próbując się nie roześmiać.
– Wygląda na to, że przyda ci się pomoc – powiedziałam, podchodząc bliżej. – Oddaj te nożyczki, zanim zrobisz sobie jeszcze większą krzywdę.
Nicole skrzywiła się, ale podała mi nożyczki. – Po prostu są już za długie – wyjaśniła, zakładając ręce na piersi. – Przeszkadzają mi.
– W porządku, siadaj – powiedziałam, wskazując na krawędź wanny. – Zrobię to porządnie.
Nicole usiadła niechętnie, a ja zaczęłam przycinać jej włosy, starając się, by wyglądały w miarę równo.
– Pamiętasz, jak mama robiła nam fryzury? – zapytałam po chwili, starając się rozluźnić atmosferę.
Nicole spojrzała na mnie przez ramię, a jej oczy na chwilę rozbłysły ciepłem. – Pamiętam. Zawsze miała tyle cierpliwości. Nawet kiedy krzyczałam, że mnie ciągnie. Zaśmiałam się cicho, przypominając sobie te chwile. – Albo jak robiła ci warkocze, a ty chciałaś je mieć tak długie jak w bajkach i ciągle się skarżyłaś, że nie są wystarczająco długie.
Nicole uśmiechnęła się lekko, ale szybko jej twarz spoważniała. – Była w tym dobra. I zawsze robiła to tak, żebyśmy czuły się wyjątkowe. Zamilkłam na chwilę, widząc, jak jej spojrzenie staje się bardziej zamyślone. Wiedziałam, że wspomnienie matki wywołuje w niej nie tylko ciepło, ale też smutek.
– Brakuje mi jej – powiedziała cicho Nicole. – Myślisz, że byłaby z nas dumna?
Poczułam, jak w gardle narasta mi gula, ale nie chciałam, żeby Nicole widziała mój smutek. Próbowałam skierować rozmowę na coś lżejszego.
– Oczywiście, że byłaby z nas dumna – powiedziałam, uśmiechając się lekko. – Zwłaszcza, jakby zobaczyła, co zrobiłaś z tymi włosami. Myślę, że śmiałaby się do łez.
Nicole spojrzała na mnie z udawanym oburzeniem, a potem parsknęła śmiechem. – Wcale nie jest aż tak źle!
– Nie? – zapytałam z uniesioną brwią. – Powinnaś zobaczyć to, co zobaczyłam, kiedy weszłam. Wyglądałaś, jakbyś przegrała walkę z maszynką do trawy.
Obie wybuchnęłyśmy śmiechem, który rozbrzmiewał w małej łazience, aż poczułam, jak napięcie ostatnich dni zaczyna opadać. Nicole wydawała się zrelaksowana, a ja cieszyłam się, że mogłam poprawić jej humor.
– Gotowe – powiedziałam w końcu, wykańczając ostatnie cięcie. – Teraz wyglądasz jak człowiek, a nie jak ofiara domowej fryzjerki. Nicole spojrzała na swoje odbicie w lustrze i uśmiechnęła się z zadowoleniem. – Dzięki, Amy. Myślę, że mama by cię pochwaliła.
Objęłam ją lekko ramieniem. – Myślę, że tak. I wiesz co? Przynajmniej wiemy, że mamy siebie, nawet jeśli ojciec… – urwałam na moment, nie chcąc psuć chwili. – No wiesz, nawet jeśli czasem jest trudno.
Nicole skinęła głową, jej uśmiech był pełen wdzięczności. Dzień trzeci minął w napięciu. Kiedy ojciec się nie pojawił, starałam się zachować spokój dla Nicole, ale w środku zaczynałam panikować. Zawsze wracał punktualnie, bez względu na okoliczności. Tym razem jednak cisza w radiu była nie do zniesienia.
Siedziałam na krześle przy starym, wysłużonym radiu stojącym na metalowym stole w głównej części bunkra. To była jedyna rzecz, dzięki której mogliśmy mieć kontakt z ojcem, gdy wychodził na zewnątrz. Radio szumiało cicho, raz po raz przerywane trzaskami, ale w eterze panowała pustka.
Trzymałam mikrofon w dłoni, naciskając przycisk nadawania. – Tu Amy – powiedziałam po raz kolejny, próbując brzmieć spokojnie. – Odbiór. Ojciec, odbiór.
Szum. Cisza. Trzask.
Znów spróbowałam:
– Tato, odbiór. Czy mnie słyszysz?
Odpowiedziało mi jedynie nikłe echo mojego głosu, odbite gdzieś w pustce. Zacisnęłam palce na mikrofonie, starając się opanować narastającą frustrację. Wciąż przełączałam kanały, szukając choćby najmniejszego sygnału, jakiejkolwiek odpowiedzi, ale nic.
– Może coś go zatrzymało? – usłyszałam za plecami cichy głos.
Nicole stała w drzwiach, bosa, w za dużej bluzie, z włosami rozczochranymi jak po nieprzespanej nocy. Jej twarz była blada, a spojrzenie pełne obaw, które próbowała maskować.
– Ojciec nie daje się zatrzymać – odpowiedziałam sztywno, nie odwracając głowy. Moje spojrzenie wciąż było wbite w radio, jakbym samą siłą woli mogła sprawić, że coś się w nim odezwie.
Nicole weszła do środka i ostrożnie usiadła na krześle obok mnie.
– Myślisz, że coś mu się stało? – zapytała cicho.
Nie odpowiedziałam od razu. Czułam, jak w gardle narasta gula, a w głowie kotłują się myśli. W głębi serca wiedziałam, że coś jest nie tak. Ojciec nigdy nie zostawiłby nas w taki sposób – zawsze znajdował sposób, by dać znak, że wszystko w porządku.
– Nie wiem – przyznałam w końcu, starając się nie patrzeć Nicole w oczy.
Jej drobne dłonie zaczęły nerwowo bawić się rękawem bluzy.
– Amy, co jeśli już nie wróci?
Słowa brzmiały pusto, jakby były tylko próbą uspokojenia nie tylko jej, ale i samej siebie.
Tej nocy, kiedy Nicole w końcu zasnęła, siedziałam przy radiu do późnych godzin, ponawiając próby kontaktu. W dłoniach trzymałam notatnik ojca, który wcześniej znalazłam w schowku. Na pierwszej stronie widniał napis: „Projekt Genesis”. Te dwa słowa wydawały się jednocześnie ważne i niepokojące. Ojciec zawsze był tajemniczy. Nigdy nie mówił nam wszystkiego, tłumacząc, że to dla naszego dobra. Ale teraz, kiedy go nie było, miałam wrażenie, że te wszystkie sekrety zaczynają mieć kluczowe znaczenie.
Spojrzałam na plecak spakowany wcześniej tego dnia. Rozważałam wyjście na zewnątrz – choćby na krótko, żeby spróbować go odnaleźć. Ale im dłużej się nad tym zastanawiałam, tym bardziej paraliżował mnie strach. Świat poza bunkrem był obcy i niebezpieczny. Epidemia zdziesiątkowała ludzi, pozostawiając jedynie zrujnowane miasta i tych, którzy byli wystarczająco silni, by przetrwać.
– Nie wyjdziesz, prawda? – Nicole przerwała moje rozmyślania.
Stała w drzwiach swojego pokoju, opierając się o framugę. Jej spojrzenie było mieszanką ulgi i niepokoju.
Pokręciłam głową.
– Nie wiem, gdzie miałabym go szukać – przyznałam, odkładając mikrofon na stół. – Na zewnątrz… jest zbyt niebezpiecznie.
Nicole westchnęła i podeszła bliżej.
– Wiedziałam, że nie mogłabyś mnie zostawić – powiedziała, a w jej głosie było tyle ulgi, że poczułam jednocześnie ciepło i ciężar. – Ojciec wróci. On zawsze wraca.
Chciałam jej uwierzyć. Naprawdę chciałam. Ale w głębi serca czułam, że tym razem jest inaczej. Coś w jego zachowaniu przed wyjściem – te niespokojne spojrzenia, nacisk, bym zaopiekowała się Nicole – sprawiało, że miałam wrażenie, że on sam nie był pewien, czy wróci. Kiedy kilka dni później siedziałam na łóżku, przeglądając zapiski ojca, Nicole przyszła do mojego pokoju. Jej włosy były jeszcze bardziej rozczochrane, a na ramionach miała narzuconą starą bluzę, która była na nią za duża.
– Amy? – zapytała cicho.
Podniosłam wzrok.
– Co się dzieje?
– Nie mogę spać – przyznała, wchodząc do środka. – Mogę posiedzieć z tobą?
– Jasne. Chodź – powiedziałam, robiąc miejsce na łóżku.
Usiadła obok mnie, tuląc kolana do piersi.
– Myślisz, że tata wróci? – zapytała nagle. Jej głos był pełen obaw, a spojrzenie unikało mojego.
Westchnęłam.
– Myślę, że zrobi wszystko, żeby wrócić – odpowiedziałam, choć sama nie byłam tego pewna. – On zawsze nas chronił, Nicole.
– Ale czasami… mam wrażenie, że nie mówił nam wszystkiego – powiedziała cicho. – Jakby świat, o którym opowiadał, był tylko częścią prawdy.
Patrzyłam na nią przez chwilę.
– Może tak było. Ale czy to ma znaczenie? On robił to, co musiał, żebyśmy były bezpieczne.
Nicole podniosła na mnie wzrok, jej oczy błyszczały od tłumionych emocji. – A ty? Ty się boisz?
Zaśmiałam się cicho, próbując rozładować napięcie. – Pewnie, że się boję. Ale wiesz co? Myślę, że razem jesteśmy wystarczająco silne, żeby poradzić sobie ze wszystkim. Nawet z tym, co nas przeraża najbardziej.
Nicole uniosła brew, a kąciki jej ust drgnęły w uśmiechu. – Tak? A jeśli kiedyś znajdziemy coś naprawdę okropnego? To kto idzie na pierwszy ogień? Ty czy ja?
Nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. – Ty, oczywiście. Jesteś mniejsza, więc mogą cię nie zauważyć.
Nicole parsknęła śmiechem. – Jasne, świetny plan. A jak nas coś znajdzie, to powiem: „Poczekaj chwilę, Amy jest za mną, zaraz przyjdzie!”. Obie wybuchnęłyśmy śmiechem, a napięcie, które czułam od wielu dni, w końcu zaczęło ustępować. Nicole oparła się o moje ramię, próbując złapać oddech.
– Dzięki, Amy – powiedziała po chwili, kiedy obie się uspokoiłyśmy. – Naprawdę tego potrzebowałam.
– Zawsze tu jestem – odpowiedziałam z uśmiechem.
Nicole w końcu położyła się obok mnie, a ja okryłam ją kocem. Siedziałam jeszcze chwilę w ciszy, patrząc na jej spokojnie zasypiającą twarz. W tym momencie wiedziałam jedno: cokolwiek przyniesie przyszłość, przetrwamy. Razem.
CZYTASZ
Black Mist
ActionAmy i Nicole, dwie młode siostry, wierzyły, że bunkier, w którym schronili się przed śmiertelną epidemią, jest ich jedynym ratunkiem. Ojciec, wybitny naukowiec, zapewniał je, że na zewnątrz nie ma życia - tylko śmierć i zniszczenie. Jednak ich azyl...
