-A co z resztą?- zapytałam z lekkim zawodem. Sądziłam, że dziewczyny również będą chciały się ze mną zobaczyć, bądź co bądź z nimi również nie widziałam się dość długo.
-Coś ty, nie mogły przegapić okazji, przyszły jako jedne z pierwszych- Harry cicho się zaśmiał. -Czekaj chwilę, zawołam je. Jeśli już się nie upiły, w takiej sytuacji pewnie sama znajdziesz je pod stołem.
Tym razem to ja wybuchnęłam śmiechem. Moje przyjaciółki to jedne z najbardziej szalonych osób na świecie, nie zdziwiłabym się, gdyby zrobiły tu disco imprezę albo inną potańcówkę. To trochę w ich stylu. Wszystkie znamy się już bardzo długo, podejrzewam, że od czasów szkoły podstawowej, albo nawet i wcześniej. Od razu się polubiłyśmy swoje nietypowe osobowości, pewnie dlatego, że mamy podobne charaktery.
W moją stronę w tempie wyścigowym zmierzał Brooklyn, który wyglądał... cóż... nie mówię tego złośliwie, ale jakby zaraz miał umrzeć.
-Coś się stało?- palnęłam przyglądając mu się trochę uważniej. Miał pomiętą koszulę w której, przynajmniej tak mi się zdawało, brakowało jednego guzika i nie wyglądał na zbyt zadowolonego. Gdybym go nie znała pewnie pomyślałabym, że właśnie robił z kimś coś nieprzyzwoitego. Na szczęście dobrze widziałam, że coś było nie halo.
-Poznałem twoje przyjaciółki- oświadczył wskazując na granatowy materiał opinający szerokie barki.
-To chyba dobrze... prawda?- odparłam nie do końca wiedząc, o co mu chodziło.
-Bardzo, szczególnie kiedy kazały mi zdjąć koszulę, żeby zobaczyć, czy mnie nie wyretuszowali na ostatnim bilbordzie- odparł drapiąc się po karku. -Kiedy się stawiałem zrobiły się mniej delikatne- tym razem potrząsnął fragmentem ubrania, na którym tak jak to wcześniej zauważyłam brakowało guzików.
-Serio?- jęknęłam, przejeżdżając dłonią po twarzy.
-Próbowałem im powiedzieć, że jesteśmy razem, ale nie chciały mi uwierzyć. Uznały, że jestem wynajęty dla twojej ciotki, a ty robisz im głupi kawał- rozwinął swoją wypowiedź, a ja cicho zachichotałam.
-Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi, że będę się z tobą umawiać, to też kazałabym mu przestać żartować- stwierdziłam po chwili namysłu. Tak, jeśli ktoś zna mnie najlepiej to właśnie te trzy wariatki. Od zawsze wiedziały, że nie przepadam za wszystkimi sławami, pomimo, że miałam wiele szans, żeby się z nimi zaznajomić. Chociaż w sumie to nie aż tak wiele. Często te nadęte gwiazdeczki nawet nie chciały zamienić ze mną słowa, bo pogardliwych prychnięć rozmową nie nazwę. Przez chwilę w tłumie ludzi mignęła mi krótka, blond czupryna, którą od razu rozpoznałam.
-Sam!- zawołałam, na co blondynka od razu się odwróciła. Kiedy uświadomiła sobie, kto się drze, podbiegła w moją stronę.
-Hails!- również krzyknęła i zamknęła mnie w szczelnym uścisku. Roześmiałam się, gdy zaczęła machać w bliżej nieokreślonym kierunku, a po chwili uwiesiły się na mnie dwie kolejne piszczące dziewczyny. Kiedy się opanowałyśmy postanowiłam poruszyć temat nurtujący pewnego bruneta w pomiętej bluzce.
-Podobno poznałyście już Brooka- odparłam mimowolnie się szczerząc.
-Nie rób z nas naiwniaczek. Prędzej złamałabyś mu nos niż się z nim umówiła!- Sam popatrzyła na mnie pobłażająco.
-Wiem, to do mnie niepodobne, ale Beckhamowi udało się... hm... zaskarbić moją sympatię- wytłumaczyłam całą sytuację, akurat w momencie, w którym Brooklyn do nas podszedł. W pierwszej chwili chciał uciec, ale przytrzymałam go za dłoń. Popatrzył na nas lekko spanikowany, ale jakoś się opanował.
-Spokojnie, już nikt nie będzie cię rozbierał- wyszeptałam mu do ucha. Wykorzystał sytuację, że moja twarz znajdowała się blisko jego i złączył nasze usta. Przez chwilę zawiesiłam się, podobnie jak za każdym razem, gdy się całowaliśmy, ale ciekawskie spojrzenia trójki dziewczyn mnie speszyły, więc się od niego odsunęłam.
-Ho ho! Nasza mała AyAy dorasta!- palnęła Vivi i przybiła piątkę z resztą.
-Jakim cudem wyrwałaś takiego faceta?- zapytała Hill wręcz dusząc się ze śmiechu.
-Mniejsza z tym. Brooky, poznaj Samanthę, Vivian oraz Hillary. Nigdy nie nazywaj jej pełnym imieniem, Hill wystarczy- przedstawiłam przyjaciółki, a Beckham odrobinkę przestał się spinać.
-Brooklyn...- również chciał się przedstawić, ale oczywiście mu przerwały.
-Przecież wiemy! Widać cię na plakatach w całym kraju, chyba tylko analfabeta nie zna tego nazwiska!- Samantha pokręciła głową z dezaprobatą.
-A tak w ogóle to kto jeszcze przyszedł?- zapytałam dziewczyny, chcąc zmienić temat, który aktualnie polegał na tym, że zaczęły wymieniać gdzie widziały zdjęcia Brooka.
-Hailee, wiedziałaś, że twoja ciotka zaprosiła Trinę na wesele?- Viv niechętnie powiadomiła mnie o obecności największej małpy na świecie.
-Co!? Ona tutaj!?- omal nie krzyknęłam, ale szybko zasłoniła mi usta ręką.
-Nie drzyj się. To chyba normalne, że przyszła na ślub ciotki.
-No nie, jeszcze tylko jej tu brakowało. Ja wychodzę- odparłam twardo.
-Nawet się nie waż. Trina jest twoją kuzynką czy tego chcesz, czy nie i nic tego nie zmieni. Niestety- stwierdziła rzeczowym tonem.
-Ale ty nawet nie wiesz, co ona ostatnio odwaliła!- pożaliłam się, a po chwili poczułam, jak Brooky obejmuje mnie ramieniem i przyciąga do siebie. Popatrzyłam na niego z niemym podziękowaniem. Jego intuicja co do mojego samopoczucia prawie nigdy nie nawalała, zawsze wiedział, kiedy potrzebuję mentalnej pomocy i wsparcia.
-Wszystko już wiemy!
》》》》》》
Na wstępie chciałabym się pochwalić, pierwsza część tego opowiadania ma już *fanfary proszę* ma już równe 30 tysięcy opowiadań! Dziękuję! ♡
Czy tylko mnie śmieszy zdominowany przez dziewczyny Brooklyn? :')
Pojawiają się kolejne postacie, niedługo kilka starszych wróci...
Jak Wam się podoba obecna fabuła, może macie jakieś pomysły, co ma być dalej? :) (przydadzą mi się, nawet te najbardziej banalne, więc się nie wstydźcie) ^^
Pozdrawiam, życzę miłego czytania ;)
CZYTASZ
Hey, you! || Brooklyn Beckham
SonstigesZamiana idealnie zwyczajnego, szarego życia na nowe, w błysku fleszy. Czy to szczyt marzeń? "-Hej, ty! Nawet nie waż się uciekać, dupku!" Kontynuacja ''Freedom''. Jeśli jej nie przeczytałyście, to w zasadzie nie musicie, ale wszystko będzie bardzie...
