18. Hands away from my pants!

543 46 13
                                        

Ogłoszenia parafialne, te sprawy!

Mogę dzisiaj dodać nowe opowiadanie o Calumie, ktoś chętny? 👊
W rolach głównych fangirl i (o dziwo) wredny, gwiazdorzący Calum 8)

EDIT: już jest, zapraszam na "Lupus" ♡♡

***

Głęboko wciągnęłam powietrze, czując, jak spięte mięśnie powoli się rozluźniają. Za jakieś pół godziny mieli się tu zjawić rodzice Beckhama, więc wolałam zawczasu się wyciszyć, żeby później nie powiedzieć tego, co myślę. A w głowie panowała mała burza mózgów, czy zachowywać się kulturalnie, czy może jednak pokusić się o szczerość.

Pomimo tego, że nienawidziłam jego matki, nie chciałam niszczyć relacji pomiędzy nim, a jego rodziną. Sama nie byłabym zadowolona, gdyby ktoś próbował skłócić mnie z mamą.

Błogi spokój przerwały mi usta Brooklyna, które jak to miał w zwyczaju umieścił na moich.

-Jak widzę nadal nie zmieniłaś tego zwyczaju- stwierdził, siadając na trawie obok mnie.

-Cieszę się ostatnimi chwilami spokoju- odparłam, opierając głowę o jego ramię.

-Hails, przepraszam, wiesz, jaka jest moja mama, zresztą nie mogłem kazać im szwędać się po hotelach- wytłumaczył, chociaż nawet go o to nie prosiłam.

-Przecież się zgodziłam- mruknęłam pod nosem.

-Ale nie wyglądasz mi na specjalnie zadowoloną- przewrócił oczami, kładąc dłoń na moje udo. Miałam ochotę ją strząsnąć, ale tym razem dałam mu nacieszyć się naszą na chwilę obecną ostatnią chwilą prywatności.

-Dlaczego my zawsze kończymy nasze rozmowy o czymś ważnym tak samo?

-Jak?- udawał niewiniątko, co całkiem dobrze mu wychodziło.

-Zabieraj łapy od moich majtek- stwierdziłam, gdy gdzieś na linii bioder poczułam, jak palcami delikatnie próbuje zsunąć mi spodnie. Niedoczekanie.

-Jeśli przez kolejny tydzień nie będziemy mogli się zabawiać w domu, więc może moglibyśmy przystosować się do bardziej naturalnych warunków?- zaproponował, w końcu, pomimo moich protestów, odpinając guzik w jeansowych szortach.

-Nie zamierzam tarzać się po ściółce- stwierdziłam, a po chwili brunet rozpoczął swoje tortury na mojej szyi. -Nawet nie myśl, o malinkach, nie chciałabym się tłumaczyć, co właśnie robiliśmy!

-Jesteśmy dorośli, możemy- zaśmiał się, a ja już wiedziałam, że dobrze wykorzystamy ostatnie chwile przed przyjazdem jego rodziny.

***

-Jak miło, że przyjechaliście- Brook próbował robić dobrą minę do złej gry, ale chyba nieuniknione życie w celibacie przez co najmniej tydzień nie przypadło mu do gustu. Przygoda (jednorazowa) w lesie chyba tylko pogorszyła jego sytuację, bo wiedział, do czego będzie tęsknić.

Jego matka wyszła z samochodu jak zwykle krokiem prosto z wybiegu, idąc tak delikatnie, jakby bała się pobrudzić o kostkę brukową swoje nowe szpilki od Chanel. Skąd wiem, że akurat tej firmy? Nie, nie interesuję się modą, po prostu miały na czubkach wielkie firmowe blaszki, wręcz krzyczące, jak bogata jest właścicielka drogich butów. W końcu jak szaleć, to szaleć! Pobieżnie zerknęłam na swoje przybrudzone trampki, jak można się domyśleć, pozbawione złotego znaczka.

-Wiem, że zwalamy się na głowę, ale postaramy się zatruwać wam życie najkrócej, jak się da- David zaśmiał się, a ja od razu zauważyłam podobieństwo między nim, a chłopakiem. To, jaki kontrast był pomiędzy jego rodzicami to jakiś absurd. Jak ktoś tak miły i wesoły, jak jego ojciec mógł chcieć użerać się z kimś takim, jak Victoria!

-Nie ma sprawy, przecież to naturalne, że się u nas zatrzymujecie- odparłam, chyba zadziwiając młodszego Beckhama swoją gościnnością.

Po wejściu do domu jego matka oczywiście musiała skomplikować całą sytuację swoim marudzeniem. 

-Dlaczego tu jest tylko jedna łazienka?- Victoria zmarszczyła ten swój na bank operowany plastycznie nos i z odrazą zeskanowała całe pomieszczenie. Miałam ochotę rzucić się z okna, ale jak na złość wszystkie były zamknięte. Drugi problem stanowiło to, że miałabym małe szanse na jakiekolwiek obrażenia, bo znajdowaliśmy się na parterze. Że też wcześniej nie pomyślałam o zrzuceniu skądś Victorii. W końcu czemu ja mam cierpieć przez jej wredny charakter?

-Vicki, może na początek podziękujemy Hailee za gościnność- David uśmiechnął się niepewnie, próbując odrobinę rozładować napiętą atmosferę. Oczywiście bez większego skutku, bo kobieta wciąż taksowała mnie tragicznym spojrzeniem, przez które miałam ochotę zrobić krzywdę nie tylko sobie.

-Chyba żartujesz. Mam jej jeszcze dziękować za takie warunki? Ja się tylko zastanawiam, jak Brooklyn tu wytrzymuje- prychnęła z pogardą i skinęła na walizki stojące w progu. Dużo walizek. Na mój gust zdecydowanie zbyt dużo, jak na kilka dni. -Rusz się, co tak stoisz! Chyba nie myślisz, że sama to wtaszczę!

David i Brook poderwali się do pomocy, a ja tylko otaksowałam całą scenę sceptycznym wzrokiem.

Takim oto sposobem nasza domniemana symbioza (w rzeczywistości nazwałbym to raczej pasożytnictwem), się rozpoczęła. I nie zapowiadało się, żeby zbliżał się jej koniec.

Hey, you! || Brooklyn BeckhamOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz