Rozdział jedenasty

221 15 7
                                        

 Nawet nie wiedziałam co mnie obudziło. Światło przebijające się przez moje powieki, czy może coś twardego wybijającego mi się w bok. Hmm, a może dzwoniący budzik? Ta. zdecydowanie to ostatnie.

Nie otwierając oczu, próbowałam wymacać mój telefon, gdy moja ręka trafiła na coś ciepłego i twardego. Co do...?

Gwałtownie uniosłam powieki i... moim oczom ukazał się najpiękniejszy widok jaki kiedykolwiek dano mi oglądać o poranku - śpiący Marc. I jak się okazało, moja ręka trafiła na jego ramię.

Swoją drogą, skąd on się tu wziął? Zresztą nieważne.

Wreszcie mogłam bezkarnie mu się przyjrzeć i bezczelnie skorzystałam z okazji.

Gdy spał, wyglądał jeszcze przystojniej niż zazwyczaj.

Bez żadnego kpiącego uśmieszku...

Z gęstymi rzęsami okalającymi jego oczy i rzucającymi cień na policzki...

Z delikatnie rozchylonymi wargami, na których zatrymałam wzrok zdecydowanie zbyt długo...

Z tymi lekko już przydługimi włosami, w których miałam wielką ochotę zanurzyć palce...

Z trudem oderwałam wzok od jego twarzy i przeniosłam go niżej, gdzie pod koszulką było widać wyraźnie zarysowane mięśnie. Omal nie zaczęłam się ślinić. Tylko po co mu ta koszulka? Ciekawe czy jakbym mu ją zdjęła, to by się obudził... Dobra. Wolałam nie ryzykować.

Byłam tak zajęta podziwianiem śpiącego Marca, że nie zwracałam uwagi na budzik, który rozdzwonił się na dobre. Jednak hiszpanowi chyba to przeszkadzało, bo zaczął zmieniać pozycję i nim się zorientowałam przewrócił się na bok, wtulił twarz w moją szyję, jego reka wylądowała na moim brzuchu, a ja... przestałam oddychać.

Na tym jednak się nie skończyło.

Drugą rękę wsunął mi pod plecy, a nogę przerzucił przez moje kolana... Zapomniałam jak się nazywam.

Tak więc zostałam żywą przytulanką. I... i podobało mi się to. Bardziej niż powinno.

W pewnej chwili palcami musnął kawałek mojego, odkrytego brzucha, aż przeszedł mnie dreszcz i mimowolnie westchnęłam.

Jeszcze nigdy żaden facet tak na mnie nie działał, a co najlepsze Marc robił to nieświadomie.

Boże... Chciałam tak leżeć cały dzień. Ale niestety nie mogłam. Musiałam wykombinować, jak wyplątać się z uścisku Marqueza, nie budząc go.

Dobra. Poruszyłam się lekko, w odpowiedzi na co Marc przytulił mnie jeszcze mocniej... i to było przyjemne. Ale stop. Ja tu musiałam wstać, a potem obudzić wszystkich, bo inaczej spóźnilibyśmy się do pracy.

Właśnie! Praca! Przecież była sobota! Na torze powinniśmy być przed dziewiątą.

Dobra. Tym razem musiało mi się udać.

Podjęłam drugą próbę oswobodzenia się i tym razem szło mi o wiele lepiej. Uwolniłam ręce i zaczęłam zdejmować jego nogę z kolan, gdy Marquez wymruczał coś w moją szyję, po czym zesztywniał.

Kurde, chyba się obudził. Niedobrze.

Jakby na potwierdzenie moich domysłów, Marc powoli zaczął unosić głowę. Po chwili jego zamglone, czekoladowe spojrzenie spotkało się z moim. Był mocno zdezorientowany, przez co wyglądał tak bezbronnie i słodko, że pewnie bym go przytuliła, gdyby nie fakt, że nadal praktycznie na mnie leżał.

Przyglądał mi się, póki całkowicie nie oprzytomniał. Potem przeniósł wzrok niżej i z lekkim zdziwieniem spojrzał na swoje ręce oplecione wokół mojej talii. Po chwili jednak jego zwykły uśmieszek wrócił mu na twarz i zamiast mnie puścić, zaczął palcem rysować mi na brzuchu kółka... Wstrzymałam oddech.

Be different because it's beautiful Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz