2.

6.6K 310 9
                                        

Po tym krótkim zebraniu wróciliśmy do swoich pokoi. Postanowiłam przeczytać akta naszych wrogów. Chciałam lepiej wiedzieć z czym się mierzymy.
Po około pół godzinnej lekturze postanowiłam położyć się spać, więc zgasiłam lampkę nocną i nakryłam się kołdrą.
Stałam na gruzach mojego domu. W oddali widziałam 3 martwe ciała. Powoli ruszyłam w ich stronę z nadzieją, że to nie będzie moja rodzina. Po kilku krokach byłam już pewna. Zaczęłam biec, a z moich oczu zaczęły lecieć łzy. Kiedy dobiegłam do mojej rodziny, uklęknęłam przy nich i złapałam zimną rękę mojej mamy. Modliłam się w myślach, żeby okazało się, że to wszystko to tylko jeden pieprzony sen. Wzięłam na ręce ciało mojej malutkiej siostrzyczki i mocno je przytuliłam. Nie zasłużyła na śmierć. Nikt kto w tym dniu umarł nie zasłużył na śmierć. Nikt.
- Obiecuję, że zniszczę tych, którzy wam to zrobili. - powiedziałam i na nowo zalałam się łzami. Odłożyłam ciało mojej siostry, po czym nakładając kaptur na głowę,  ruszyłam przed siebie. Wokół widziałam gruzy i zniszczenie. Wszystko było pogrążone w chaosie, a ci, którzy go wywołali po prostu odlecieli. Cholerni mściciele.
Obudziłam się z ciężkim oddechem i łzami w oczach. Podniosłam się do pozycji siedzącej i próbowałam unormować oddech. Spojrzałam na zegarek. Była 6 rano. Trudno i tak już nie zasne. Wstałam, podeszłam do szafy i wybrałam pierwsze lepsze ciuchy do ćwiczeń, po czym ruszyłam do łazienki. Przebrałam się, a włosy upięłam w koka. Wyszłam z pokoju i ruszyłam na sale treningową.
- Josh? Ty tak wcześnie? - zapytałam, kiedy weszłam na salę.
- Muszę być w formie jak mamy pokonać Avengers. - odpowiedział i uderzył w worek treningowy.
- Pokonamy ich. - powiedziałam i uśmiechnęłam się ciepło w stronę chłopaka.
- Robimy sparring? - zapytał i wszedł na matę.
- Jak chcesz przegrać to pewnie. - odpowiedziałam i stanęłam naprzeciwko niego. Cios za ciosem i ostatecznie leżałam na macie.
- Cholera. - powiedziałam pod nosem.
Wykorzystałam moje położenie i podcięłam chłopakowi nogi, przez co i on wylądował na macie. Wykręciłam mu rękę i usiadłam na nim.
- Nie stoi się nad leżącym przeciwnikiem. On zawsze może to wykorzystać. - powiedziałam.
- Dobra. Wygrałaś. - rzucił i wolną ręką zepchnął mnie z siebie. Josh nie umiał przegrywać. W sumie tak samo jak każdy z nas. Co się dziwić. W Hydrze ten kto przegrywa, ginie. Jeśli nie pokonamy Avengers szef nas zabije. I to dosłownie, dlatego każdemu z nas cholernie zależy, aby z nimi wygrać. Josh wyszedł wściekły z sali treningowej, a ja podeszłam do worka treningowego i zaczęłam w niego uderzać.
Po godzinnym treningu marzyłam tylko o prysznicu. Weszłam do pokoju i wzięłam czyste ubrania, po czym ruszyłam do łazienki. Wzięłam mega długi prysznic, aby się zrelaksować. Kiedy już się ogarnęłam, wróciłam do pokoju.
- Spakowałam Cię. - powiedziała Anabell z triumfalnym uśmiechem.
- Dziękuję. Chociaż nie musiałaś. - odpowiedziałam i przytuliłam przyjaciółkę.
- Za kilka minut przyjdą chłopaki i omówimy plan działania. - powiedziała i usiadła na łóżku. Włożyłam do mojej torby jeszcze kosmetyczkę z łazienki i usiadłam obok Any. Po chwili do pokoju weszli Jake i Josh. Była nas tylko czwórka, ale świetnie nam się pracowało w takiej małej grupie.
- No to pierwsza kwestia. Kto będzie udawał przyjaciela Avengers? - zaczął Jake.
- Ja proponuję Alice. - powiedziała Ana, a ja myślałam, że ją udusze.
- Świetny pomysł. No to ustalone. - powiedział Josh.
- A mi się ktoś zapytał o zdanie? - zapytałam.
- Nie. Ty nadajesz się świetnie. - odpowiedziała Anabell.
- Dobra. - odpowiedziałam ze zrezygnowaniem.
Wiedzialam, że z nimi nie wygram.
- Musimy ich jakoś osłabić, żeby zaatakować. - powiedział Jake.
- Sabotaż. - powiedziałam.
Wszyscy spojrzeli na mnie jak na idiotke. Westchnęłam i uderzyłam się otwartą ręką w czoło.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję że się podoba 😊

Agentka Hydry / Avengers [ZAKOŃCZONE]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz