Epilog

3.4K 148 14
                                        

Chłopak przybiegł na miejsce, z którego usłyszał strzał. Nie bylo tam nikogo, poza nieprzytomną, krwawiącą dziewczyną. Niewiele myśląc wziął ją na ręce i ruszył do bazy. Kiedy już się w niej znalazł, pobiegł od razu do laboratorium, gdzie siedział Bruce i położył dziewczynę na jednym ze stołów. Mężczyzna spojrzał na chłopaka, a po chwili przeniósł zwrok na ranną Alice.
- Postaram się wyjąć kulę, ale nie obiecuję, że się uda. Nie jestem chirurgiem. - powiedział Bruce.
Chłopak kiwnął głową i wyszedł na korytarz, aby nie przeszkadzać. Z braku lepszego zajęcia, zaczął biegać po całej wieży. Martwił się o dziewczynę. Zależało mu na niej. Zaczął coś do niej czuć, chociaż nie chciał się do tego przyznać. Kiedy znudziło mu się juz bieganie, usiadł na podłodze przed laboratorium. Po około 20 minutach dosiadł się do niego Steve. Siedzieli tak w ciszy. Żaden z nich nie liczył ile już minęło, kiedy Bruce wyszedł i spojrzał na Pietra. Chłopak szybko wstał i stanął przed Bruce'em.
- Póki co stan jest stabilny, ale nie ukrywam, że było ciężko i wszystko może się zmienić. - powiedział i odszedł.
Chłopak wszedł do pomieszczenia, w którym leżała nadal nieprzytomna dziewczyna. Usiadł obok niej i złapał ją za rękę. Steve stanął za nim i położył mu rękę na ramieniu.
- Potrzebujesz czegoś? - zapytał.
- Nie. Martwię się o nią. - odpowiedział.
Chłopak siedział przy niej całą noc, ale nad ranem usnął.
Dziewczyna otworzyła powoli oczy i znów czuła ten rozrywający ból. Spojrzała w bok, czując, że ma coś na ręce i zobaczyła Pietra. Pomimo bólu podniosła się do pozycji siedzącej, budząc tym chłopaka.
- Ty żyjesz! - ucieszył sie chłopak i przytulił ją, na co ta syknęła z bólu.
Chłopak odskoczył od niej.
- Przepraszam. - powiedział i spuścił głowę.
- Nic nie szkodzi. - odpowiedziała cicho i znów się położyła. - Wtedy w lesie... myślałam ze to koniec.
Pietro słysząc to usiadł obok niej i wziął ją za rękę. Alice delikatnie się uśmiechnęła.
- Wtedy chciałam, żeby to był już koniec. Chciałam przestać czuć. - kontynuowała szeptem, a on słuchał jej bardzo uważnie.
- A teraz? - zapytał.
- Chyba nie. To że przeżyłam jest znakiem, że może być lepiej. - odpowiedziała i spojrzała mu w oczy, a on sie uśmiechnął.
- Pójdę wszystkim powiedzieć, że się obudziłaś. Martwiliśmy się. - powiedział i wybiegł z pokoju, w którym leżała.
Czuła się dziwnie z myślą, że ktoś się o nią martwi, ale cieszyło ją to.
Dwa tygodnie później.
Dziewczyna doszła już do siebie na tyle, że mogła sie już w miarę sprawnie poruszać. Przez te dwa tygodnie, codziennie przychodził do niej Pietro i dzięki temu bardzo się do siebie zbliżyli. Jednak dziewczyna wiedziała, że niedługo będzie musiała  odejść, wyjechać. Wiedziała, że po tym wszystkim jej nie zaufają, chociaż bardzo by chciała. Alice siedziała na łóżku, kiedy do pokoju wszedł uśmiechnięty Pietro.
- Hej. Przyszedłem zabrać cię na spacer. - powiedział, nadal się uśmiechając.
- Spacer? - zapytała zdziwiona, a chłopak tylko kiwnął głową i pociągnął ją do wyjścia. 
Wyszli z wieży i od razu skierowali się do parku. Spacerowali w ciszy. Nie była to jednak niezręczna cisza. Czuli się dobrze w swoim towarzystwie. Ona czuła sie przy nim bezpiecznie. Czuła, że on ją rozumie.
- Muszę wyjechać. - powiedziała, patrząc przed siebie.
- Nie musisz. - odpowiedział i spojrzał na nią.
Alice nic nie powiedziała. Musiała wyjechać. Zacząć wszystko od nowa. Nie chciała wyjeżdżać, ale nie mogła ryzykować, że Hydra znów ją porwie.
- Zależy mi na tobie. Nie chcę, żebyś wyjechała. - powiedział po dłuższej chwili ciszy.
Dziewczyna poczuła, że robi jej się cieplej na sercu.
Usiedli na ławce. Pietro chwycił ją za rękę.
- Na prawdę nie musisz wyjeżdżać. Uwierz mi. - powiedział i się uśmiechnął.
- Muszę. Nie chcę tego, ale nie mam innego wyjścia. Nie mogę ryzykować że Hydra znowu mnie porwie. - odpowiedziała i spuściła głowę.
Chłopak nic już nie powiedział, tylko siedział w ciszy, trzymając rękę Alice. 
Kiedy po 2 godzinach wrócili do Avengers Tower, Pietro zaprowadził Alice do sali konferencyjnej, gdzie czekali na nią Steve i Tony. Wyszedł z sali zostawiając ją z nimi.
- Usiądź proszę. - powiedział Steve.
Dziewczyna usiadła.
- Wspólnie, całą drużyną podjęliśmy decyzję. - zaczął Kapitan i spojrzał na Starka.
- Tak. Chcemy, żebyś została i wstąpiła do naszej drużyny. - dokończył Tony, a Alice zaniemówiła.
- Tylko, czy tego chcesz? - zapytał Steve i spojrzał na dziewczynę.
- Na prawdę chcecie, żebym była w Avengers? - zapytała z niedowierzaniem.
- Jesli tylko chcesz. - powiedział blondyn i uśmiechnął się.
- Pewnie, że chcę. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Więc teraz oficjalnie jesteś w drużynie.
Koniec.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i to już koniec tej książki. Możliwe, że kiedyś napiszę drugą część, ale nic nie obiecuję. Póki co chcę się skupić na nowej książce, której prolog pojawi się już niedługo i mam nadzieję, że się Wam spodoba 😊

Agentka Hydry / Avengers [ZAKOŃCZONE]Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz