Rozdział 17: Koniec?

15 2 1
                                        

Berno, Szwajcaria. 21 lutego 1940, godzina 16:50 (UTC+1)

Filip wskazał rękami Huberta.

- Widzicie? To właśnie jest nazwa idealna! A ty, Jarowit. W końcu odblokujesz gen. Jestem tego pewien.

- Wątpię. Jestem pewien, że potrzeba jakichś oznak, aby to udowodnić, a ja na razie nie czuję się nadzwyczajnie.

- A czy podczas, nie wiem... Czytania, nie wydaje ci się, że przedmioty wokół ciebie latają? - spytał Michał.

- Nigdy nie brałem prochów, więc nie.

Filip przewrócił oczami.

- Nature-Man mówił mi, że swój intelekt zawdzięczasz telekinezie, która dobrze wpływa na umysł... - mówił Hubert.

- Nie wiem. Może macie rację, a może jednak nie mam mocy... Zresztą przyzwyczaiłem się do życia bez niej i nie mam potrzeby jej używania. Na razie jednak wolałbym się skupić na pokonaniu Johna - powiedział Jarowit. - Proponuję zacząć od zniszczenia Szwabom kilku, a nawet wszystkich wynalazków.

- Mamy je zniszczyć? Och, to nie będzie nic trudnego! - Jędrzej potarł rękoma, nie mogąc się doczekać ataku na niemieckie centra badawcze.

I jak powiedzieli tak zrobili. Spędzili trzy tygodnie na niweczeniu planów Nazistów i Johna. Udało im się zniszczyć wszystkie nowoczesne maszyny i ich projekty, walczyli na śmierć i życie na kolejnych bitwach. Czasami wspierały ich Dywizjon Śmiałków oraz Biało-czerwoni Rycerze. Drużyna Y robiła wszystko, aby ostatecznie pokonać cyborga i w końcu wszystko wskazywało na to, że to ma wkrótce nastąpić. Nastał pamiętny dzień, w którym, jak się zdawało, miała odbyć się ostateczna bitwa.

Strasburg, Francja. 13 marca 1940, godzina 17:30 (UTC+1)

Słońce chyliło się ku zachodowi. Okolice miasta tonęły wśród jego rażących promieni. Niebo przybrało pomarańczowoczerwoną barwę. Wszystko wydawało się takie kolorowe, jednak w rzeczywistości tak nie było. Generał John chciał przyspieszyć inwazję niemiecką na Francję, a więc ruszył ze swoją armią żołnierzy i robotów. Jednak jego drogę przecięły liczne brygady, a wśród nich znalazła się Drużyna Y. Wszyscy w swoich strojach. Nawet Łukasz, pod pseudonimem Łowca, w czarnoszarym gumowym stroju z krótkimi rękawami i ciemnoszarymi rękawicami. Do akcji dołączyła także Wiktoria uzbrojona w pistolety.

Akrobata podszedł w stronę cyborga.
- Poddaj się, John! To już jest koniec.
- Dokładnie tak, Akrobato - odparł. - Twój koniec – dodał mrocznie, po czym przetransformował rękę w aż za dobrze znane herosowi działo laserowe. - A może chcesz żeby ponownie ktoś cię uratował i zginął za ciebie?
- Nikt nie zginie. Teraz jestem z drużyną, a w grupie siła czy jakoś tak.
- Dokładnie, John! - dodał Polski Patriota. - Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.
- Czyli wy wszystko robicie jako zespół, tak? No dobrze. W takim razie zginiecie wszyscy razem!

Naładował szybko działo i wystrzelił pierwszą wiązką laserową, a po chwili pięcioma kolejnymi. Leciały one w Filipa, Jarowita, Michała, Huberta i Łukasza. Akrobata szybko zrobił unik, Polski Patriota wzniósł się, a Błysk superszybko odskoczył na bok i przy okazji zaatakował pierwszych trzech żołnierzy. Natomiast Ludzki Lód wystrzelił lodowymi promieniami z rąk, dzięki czemu znalazł się cztery metry nad ziemią, na stworzonych "tyczkach". A Łowca wystrzelił z kuszy specjalny bełt z liną, który miał zaczepić się o najwyższą gałąź pobliskiego drzewa. Niestety było już za późno. Kończyła mu się sekunda, którą miał na to wszystko. Gdy pozostało piętnaście setnych sekundy, Błysk zaczął działać. Dla reszty świata czas się spowolnił, podczas gdy bohater z przyszłości zwyczajnie przeszedł kilka metrów, a następnie usunął przyjaciela z zasięgu pocisku. Po chwili czas zaczął ponownie płynąć normalnie dla wszystkich.

Łukasz zdziwiony rozejrzał się po okolicy. Nie miał pojęcia jak to się stało.

- Nie ma za co - powiedział Błysk.

John się zdenerwował i zaczął strzelać wiązkami laserowymi z oka. Wszyscy jednak je omijali. Żołnierze polscy strzelali do niemieckich. Co jakiś czas ktoś po jednej stronie padał martwy, ale po chwili przyjaciele danej osoby ją mściły.

Akrobata raz po raz uderzał Roboty Transformacyjne drążkiem, raz go rozszerzając, a raz zmniejszając. Polski Patriota latał dwa metry nad polem i atakował kolejnych przeciwników z powietrza. Ludzki Lód strzelał kulami lodowymi, które zamrażały wrogów. Łowcy w końcu udało się wlecieć na drzewo używając bełtu z liną i wystrzeliwał kolejne strzały z łuku, który cały czas miał zawieszony w gotowości na plecach. Wiktoria, Adam, Jędrek i Kuba natomiast ostrzeliwali Niemców swoimi pistoletami, strzelbami i karabinami. Tymczasem Błysk okrążał pole tak szybko, że wytworzył barierę, dzięki której nikt z przeciwnej strony nie mógł się wydostać. Biegnąc tak, rzucał także kolejnymi wyładowaniami elektrycznymi.

- A masz, a masz! - krzyczał, jednak z powodu szybkości, zanim roboty go usłyszały, już leżały na ziemi.
- Akrobata, uważaj! - krzyknął Polski Patriota. Zawsze przewidywał kolejny ruch przeciwnika. - John na twojej siódmej!

Akrobata, który był pochłonięty walką z kilkoma żołnierzami, odwrócił się. Zobaczył jak John rzuca się w jego stronę. Bohater postanowił się przesunąć o trzy kroki. Pomysł zadziałał i cyborg wylądował na twardym gruncie. Ludzki Lód postanowił skorzystać z okazji użył swej kriokinetycznej mocy, by zamrozić wroga. Następnie zrobił to samo z pozostałymi robotami oraz żołnierzami.

Przeciwnicy zostali pokonani. Wszystko wskazywało na to, że...

- Udało się?- nie mógł uwierzyć Polski Patriota. - Udało nam się! - krzyknął w euforii. -  Pokonaliśmy ich!
- Nie wierzę! - ucieszył się Filip. - Drużyna Y dała radę! Wszystko poszło tak gładko...

- No cóż. Chyba pora wracać do naszych czasów - oznajmił ze smutkiem Michał. - Ale nie martwcie się. Wkrótce stworzę Zeg-Czasy dla całego naszego zespołu i z ich pomocą będziemy zwalczać kolejne zło. Wiadomo przecież, że to dopiero początek - zaczął przemowę Michał. Wyobraził sobie, że powiewa za nim wielka flaga Polski, co miało oddawać patriotycznego ducha. - My jednak nie spoczniemy dopóki nie zniszczymy każdego możliwego złoczyńcy! Drużyna Y zawsze będzie gotowa, by stać na straży naszego kraju, świata, nawet wszechświata... I oczywiście osi czasu!

- Wow. To była niesamowita przemowa... Jak na ciebie - odparł Łukasz.

- Ta... - odmruknął Michał. - No... To do zobaczenia.

Tak więc wszyscy się pożegnali. Jarowit, Hubert, Wiktoria i reszta Dywizjonu 404 wraz z pozostałymi brygadami, skierowali się w stronę samochodów, motocykli i samolotów, by wrócić do Berna.

- Na razie! Miło było was poznać! - pożegnał się Błysk.
- Racja – dodał Akrobata, biorąc zamrożonego Johna pod ramię. - Dla mnie też było miło! Żegnajcie!
- Jasne. Do zobaczenia niedługo, przyjaciele! - krzyknął za nimi Polski Patriota.

Szczeciński heros złapał bryłę lodu, w której był uwięziony John, pod pachę, złapał Błyska za ramię i zniknęli z pomocą Zeg-Czasu.


Błysk szybko odstawił pradziadka do jego czasów, a sam w pośpiechu wrócił do swoich. Akrobata znalazł się pod Starą Cegielnią. A raczej tym co z niej zostało... Odstawił zamrożonego Johna na ziemię.

- Czyżby radioaktywne substancje spowodowały aż takie zniszczenia? - spytał sam siebie.

Rozejrzał się jednak po okolicy. Od razu zyskał odpowiedź. Nie było parkingu, nie było Cegielni, nie było ulic, ani pobliskiego kościoła, budynków, czy stojącego niedaleko apartamentowca "Widok". Tylko ruiny, płonące pozostałości krzaków i bezkresne post-apokaliptyczne pustkowie. 

- No świetnie - powiedział Akrobata. - Nie wiem gdzie jestem, ale z pewnością nie jest to Szczecin...

Drużyna YOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz