Rozdział 6: Nauka

19 2 0
                                        

Deblin, Polska. 23 sierpnia 1939, godzina 5:00 (UTC+1)

Zabrzmiała muzyka, ogłaszająca koniec snu. Dzięki megafonom dało się słyszeć ją w całej szkole. Filip natychmiast się podniósł, przez co uderzył głową w spód pryczy nad nim. Potarł czoło. Na szczęście nie było to poważne.

Rozejrzał się. Jego współlokatorzy, Michał, Jarowit, Hubert oraz Łukasz także się obudzili. Jarowit pierwszy wstał, w pośpiechu założył ciuchy do treningu, to znaczy białą koszulkę z krótkimi rękawami, krótkie czarne spodnie i trampki. Po minucie wyszli także pozostali, ubrani w takie same stroje.

Trzy minuty po piątej na poligonie stały wszystkie grupy uczniów. Wśród nich ta, którą dowodził Jarowit. Spóźnialscy, czyli między innymi Jakub dostawali do zrobienia karne pompki, a także dzięki nim ich drużyny zyskiwały pięć ujemnych punktów z treningu. Wszyscy byli wściekli na Kubę, ale lider zespołu szybko zażegnał sprzeczkę, mówiąc że muszą trzymać się razem, aby wspinać się na wyżyny. Na szczęście ich drużyna szybko zyskała dużą ilość punktów.

Pierwszym ćwiczeniem, a zarazem konkurencją było podnoszenie ciężarów. Tutaj wykazał się Filip, który zdołał podnieść dziewięćdziesięciokilogramową sztangę, na której siedzieli Michał oraz Łukasz Kura.

Następnym ćwiczeniem było czołganie się z bronią pod drutem kolczastym. Tam wykazali się wszyscy z wyjątkiem Jędrka i Kuby, którzy byli drużynowymi ciamajdami i nie byli w stanie przejść. W końcu jednak cudem stamtąd wyszli.

Kolejną aktywnością były biegi na czterysta metrów. Tutaj mistrzem oczywiście okazał się nie kto inny, jak Michał. Jego moc super-szybkości była jednak osłabiona, przez ostatnie wydarzenia, ale mimo to przebiegł tor w dwadzieścia sekund. To wyglądało naprawdę niesamowicie, gdy mijał wszystkich po kolei. Witold tutaj także odkrył niesamowity talent.

Odbyły się także ćwiczenia na taktykę, w których jak zwykle zabłysnął Jarowit, dzięki swojemu wielkiemu umysłowi. Ostatecznie zwyciężyła właśnie jego drużyna, która nazywała się Białe Orły, co nawiązywało do polskiego symbolu narodowego. To dlatego, że kapral Karaś był patriotą. Bardzo kochał swój kraj i był gotów się za niego poświęcić.

Moskwa, Rosja. 23 sierpnia 1939, godzina 19:48 (UTC+3)

Dzień sprzyjał nie tylko Białym Orłom. John także był w dobrym humorze. W ciągu doby poleciał do Moskwy i wynajął tam mieszkanie. Wiedział co miało nastąpić tego dnia, dlatego też nic dziwnego, że wyszedł z domu wieczorem i udał się do budynku, w którym był podpisywany znany nam w późniejszych latach pakt Ribbentrop-Mołotow.Gdy znalazł się w korytarzu na drugim piętrze, gdzie miał być podpisywany pakt, ujrzał czterech uzbrojonych żołnierzy. Dwóch niemieckich i dwóch radzieckich.

-  Sie! Raus hier. Die Politiker tragen hien ein wichtiges Dokument. Niemand hat das Recht, sie zu stoppen! (Ty! Wynoś się stąd. Politycy podpisują tu ważny dokument. Nikt nie ma prawa im przeszkodzić!) - powiedział jeden z niemieckich żołnierzy.

John przetransformował rękę w działo do usuwania pamięci. Strzelił do żołnierzy, a ci padli nieprzytomni na ziemię. Otworzył podwójne drzwi w tym samym momencie, gdy Joachim von Ribbentrop podnosił pióro, by podpisać pakt. Politycy odwrócili głowy.
- Oh nein, der zivilist! - krzyknął.
Wszyscy ochroniarze wycelowali w Johna z karabinów. Ten jednak spokojnie wyjął kieszonkowy mikrofon, który automatycznie tłumaczył to co mówił. Zaczął mówić. Joachim von Ribbentrop usłyszał Johna mówiącego po niemiecku, a Wiaczesław Mołotow, po rosyjsku.
- Nie jestem żadnym cywilem! Mam na imię John, ale w moich stronach mówią na mnie Generał John. Przybywam tutaj, ponieważ dowiedziałem się o pakcie, który szanowni panowie politycy mają zamiar podpisać. Mam swoje źródła... Kontynuując, jestem amerykanem, lecz nienawidzę Polski. Mam tam wielu wrogów i chciałbym się ich pozbyć raz na zawsze. Wiem, że pańscy dowódcy nie cierpią Ameryki, ale zaprzeczam wszelkim podejrzeniom, że jestem szpiegiem. Poza tym mam dostęp do najnowocześniejszych technologii własnej produkcji. Ja i mój arsenał broni plus wasze armie, równa się potęga i moc. Dlatego też chciałbym zaoferować wam ten sojusz. Co panowie na to?

Ribbentrop i Mołotow popatrzyli po sobie.
- Ja, ja, natürlich (Tak, tak, naturalnie) – odparł Ribbentrop.
- Ну, я тоже согласен (Dobrze, ja także się zgadzam) - dodał Mołotow. Józef Stalin, który stał za nim pokiwał głową dając znak, że również się zgadza.

John uścisnął z nimi dłonie, a następnie podpisali dokument. Od teraz zwał się paktem Ribbentrop-Mołotow-Smith. Cyborg był usatysfakcjonowany. Jego nowy plan został wcielony w życie. Nie wiedział gdzie przebywali jego wrogowie, ale jednego był stuprocentowo pewien. Gdziekolwiek by nie byli, już by nie wrócili do swoich czasów.

Dęblin, Polska. 1 września 1939, godzina 4:41 (UTC+1)

Do codziennej pobudki zostało dziewiętnaście minut, a jednak uczniowie zostali wybudzeni wcześniej. Lecz o dziwo przez syreny alarmowe.

- Cccooo? Co się dzieje? - zapytał półprzytomny Filip. Znowu uderzył głową o górną prycz. Zdążył już do tego przywyknąć.
- Nie wiem - odparł Jarowit. - Ktoś musiał zaatakować kraj!
- O mój Boże! Mogę zginąć, a nawet nie pamiętam mojego życia przed tym wszystkim! - przeraził się Filip.
- Spokojnie, to pewnie fałszywy alarm, gdy na poligonie spotkamy generała i Urbanowicza, na pewno oznajmią, że to tylko ćwiczenia – Łukasz próbował zachować zimną krew.
- Wiesz? Nie wszyscy są nastawieni tak optymistycznie, jak ty – odpowiedział mu Michał.
- Miejmy nadzieję, że to rzeczywiście tylko próbny alarm – Hubert także myślał pozytywnie. - Bo w końcu ile razy robili nam takie treningi?

Niestety, ale to nie były ćwiczenia. Wszystkie drużyny zebrały się w szeregach na poligonie. Do Białych Orłów dołączyła Wiktoria. Wszyscy stali na baczność. Generał Markowski podniósł głos.

- Zastanawiacie się pewnie dlaczego was tu zebraliśmy. Wielu z was z pewnością uważa, że to znowu próbne alarmy. Niestety, jest wręcz przeciwnie. Polska została zaatakowana. Niemcy wtargnęli na nasze terytorium. Dostaliśmy telefon z Gdańska, w którym o wszystkim nam opowiedzieli. W Tczewie wysadzono mosty, Wieluń zbombardowano, a teraz placówka na Westerplatte jest pod ostrzałem. Nastał dzień inny niż wszystkie. Jeszcze przed kilkoma minutami byliście żółtodzióbami, uczniami. Teraz, wszyscy zostajecie prawdziwymi żołnierzami. Liczy się każda pomoc. Nie wiadomo, gdzie nas zaatakują następnym razem. Póki co, będziecie działać na ziemi. Ale jeśli będzie to potrzebne, a niech Bóg sprawi, że nie, weźmiecie udział także w misjach lotniczych. Tak jak was szkoliliśmy.

Filip i Michał byli w szkole ponad tydzień, ale zdołali opanować podstawy pilotowania samolotu. Całe szczęście. Mimo to byli zestresowani. Łukasz miał gulę w gardle. Przełknął pomału ślinę, po czym oznajmił:

- Jarowit, wykrakałeś.

Drużyna YOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz