Dzień 60
Tego dnia Taehyung wracał do domu w naprawdę dobrym humorze, nawet jeśli na miejscu nie czekało go nic miłego. Był już zmęczony ciągłym wyzywaniem go przez matkę, krzywymi spojrzeniami swojego ojca, który nawet nie chciał z nim rozmawiać. Na domiar złego jego rodzeństwo przestało zwracać na niego uwagę, w całości poświęcając się tacie. Tae czuł się przez to niechciany i niepotrzebny. Każdy teraz miał kogoś innego. Wszystkim żyło się dobrze. Bez niego.
Nawet nie wiedział, dlaczego Yoongi jeszcze utrzymuje z nim kontakt. Tak samo Hyung Sik i reszta z teatralnych. Ostatnio odnosił wrażenie, że wszyscy zadają się z nim tylko przez litość, jaką odczuwają, kiedy na niego patrzą.
Wszedł do mieszkania. Naprawdę miał zamiar zrobić tak, jak mówił Min'owi - zostawić swoje rzeczy, poinformować, że wychodzi i iść. Szkoda tylko, że nie było mu to dane.
Jak tylko ruszył w głąb, w pokoju dziennym zauważył swoją matkę. I wszystko byłoby normalnie, gdyby nie było czuć od niej alkoholu na kilometr. Tae już wiedział, że to będzie piekło. Emocjonalne. A był on już na tyle słaby, że nie był w stanie poradzić sobie ze wszystkim. Cudem było, iż teraz jeszcze dawał jakoś radę. Naprawdę miał kruchą psychikę i był na krawędzi załamania się. Najpierw niszczyli go Namjoon, Jimin oraz Jungkook, a potem zaczęła to robić jego rodzina. Ocen też nie miał najlepszych, co przyczyniało się do jego stanu. I jak trudno było mu ukrywać przed wszystkimi, a szczególnie przed GiGim, to, jak źle się czuje. Non stop tylko udawał, że wszystko jest w porządku, w ten sam sposób dodatkowo niszcząc samego siebie.
- Och, wrócił syn marnotrawny... - warknęła kobieta, gdy tylko go zobaczyła.
Dopiero teraz zauważył, że w mieszkaniu jest dziwnie cicho, a światła wszędzie są pogaszone. Normalnie tak nie było. Nie, odkąd miał rodzeństwo. Z tymi dzieciakami zawsze wszystko było głośne i brakowało chwili spokoju, aby zrobić cokolwiek.
- I co się tak rozglądasz, hm? Nigdy nie widziałeś mieszkania, czy jak? - mówiła dalej, kpiącym tonem. Nie odpowiedział i to ją rozeźliło. Wstała ze swojego miejsca. - Jesteś z siebie zadowolony? Patrz, tylko ty tu zostałeś. Nie ma już Tae Yuu. Nie ma Tae Hee. Jesteś tylko ty - mówiła i zaczęła się śmiać. Taehyung nie miał pojęcia, o co jej chodzi. Dlaczego tak reaguje? Co on takiego zrobił? Co się wydarzyło, kiedy był w szkole?
- Mamo... Co się stało? - zapytał cicho, aby przypadkiem w jakiś sposób jej się nie podłożyć. Nie wiedział, do czego była w tym momencie zdolna.
- Och no tak... Zapomniałam. Przecież szanowny TaeTae nic nie wie - zdrobnienie jego imienia wypowiedziała w wyraźnym obrzydzeniem. - JunSu nigdy nie był twoim ojcem. Przynajmniej nie biologicznym. Z resztą, widać, że cię nie chciał nigdy, nie uważasz?
Świat Taehyunga rozpadł się w tym momencie na kawałki, a wywodu swojej matki na temat tego, jak to ma teraz tylko to najgorsze dziecko, bo Jun zabrał jej Hee i Yuu, słuchał tylko jednym uchem. Informacje przestały do niego dochodzić.
Wyrwał swój nadgarstek z uścisku rodzicielki. Nie miał nawet pojęcia, kiedy ta go chwyciła. Wybiegł z mieszkania, nie przejmując się jej nawoływaniami, a łzy przysłaniały mu widok.
Całkowicie zapomniał, że był umówiony z Sugą. Zapomniał o całym świecie, jaki go otaczał. Chciał tylko umrzeć.
I tak oto minęły dwa tygodnie. Przez pierwsze trzy dni nie zawitał w domu nawet na minutę, a gdy już to zrobił, okazało się, że jego matka się wyprowadziła i mieszkanie jest teraz na jego głowie. Nie wiedział, jak sobie poradzi. Wszyscy się go wyparli... Nie miał już nikogo, na kogo mógłby liczyć. A przynajmniej tak myślał. Całkowicie zapomniał o tym, że istnieje ktoś taki, jak Min Yoongi, który wciąż na niego czeka i szaleje z niepokoju o niego.
Prawie nic nie jadł i nie pił. Coraz bardziej pogrążał się w złych myślach, a samotność mu doskwierała. I gdy już przygotował sobie wszystko, aby odejść, jego mózg jakby wcisnął jakiś pstryczek. Nie potrafił zniknąć bez pożegnania się z najważniejszą dla siebie osobą. AgustD. To on przez cały ten czas dawał mu nadzieję. Teraz jednak nawet ten chłopak nie będzie w stanie tego zrobić.
Jedynym, czego teraz chciał Taehyung, to pożegnać się ze starszym. Zostawić mu jakiś ślad po sobie, aby ten go nie szukał.
Nie chciał ranić nikogo więcej.
Wystarczy, że ranił sam siebie.
CZYTASZ
I'm so sorry for my existence
FanfictionTaehyung nie ma w życiu łatwo, a YoonGi to obojętny na wszystko chłopak, którego wszyscy się mimo wszystko boją. Pewnego dnia ich drogi się łączą, a wszystko za sprawą jednego zeszytu... 20171115 - #95 in fanfiction - najwyższa pozycja w rankingu
