-11- Gregor -11-

203 35 3
                                    

— Słuchając waszej rozmowy zastanawiałem się, który z was wsadził sobie kij od miotły głębiej — zaśmiał się Manuel.

— Bez przesady, przecież rozmawiałem z nim normalnie — burknąłem.

Michael, który stał razem z Kraftim tuż obok nas pokręcił głową. Stefan szturchnął go w ramię i choć początkowo Hayboeck chciał coś powiedzieć, od razu z tego zrezygnował. Widocznie bardzo cenił sobie zdanie swojej największej miłości, w związku z czym robił wszystko, żeby go nie zawieść.

— Tak nie wygląda rozmowa ojca z synem, zresztą Greg nie chce ci wytykać błędów, ale ty nigdy nie potrafiłeś z nim rozmawiać — stwierdził Krafti — Tak jakby była między wami niewidzialna szybka, której nie potrafisz się pozbyć.

Niewidzialna szybka? Wiedziałem co ma na myśli, miałem również pojęcie co jest tą szybką, ale nie chciałem przyznać tego w obecności Michaela. Przyjdzie dzień, w którym będziemy sami — może wtedy zdecydujemy się porozmawiać szczerze i zakopać topór wojenny. Przecież nie mogliśmy wiecznie być dla siebie chamami.

— Nigdy nie potrafiłeś być dla niego dobrym ojcem, zresztą to nie jedyna rzecz, której nie potrafiłeś — burknął Michael.

Wszystko się we mnie zagotowało i choć próbowałem się opanować i nie powiedzieć zbyt bolesnych słów, to nie mogłem po prostu się powstrzymać. Nie miał prawa mówić mi jakie popełniłem błędy, nie miał prawa mnie oceniać, skoro sam był nie lepszy.

— Hayboeck, masz czelność tak mi mówić, skoro sam oddałeś własnego syna do domu dziecka i nie potrafiłeś przeciwstawić się rodzicom. To ty nie potrafisz być ojcem, nawet nie spróbowałeś nim być. Mam wymieniać wszystkie twoje wady, czy wolisz, żebym przestał? — zapytałem z szyderczym uśmiechem.

Manuel przyglądał się nam z zainteresowaniem, jakby kłótnia między nami mu się podobała. Swoją drogą on chyba żył tym wszystkim. Sam był chamski, więc pewnie mój popis złośliwości mu zaimponował.

— Proszę bardzo! Wymieniaj moje błędy. Moim największym błędem było to, że napisałem do ciebie list, że masz się zająć Kraftim. Gdybym tego nie zrobił nie mielibyśmy o co się teraz kłócić — stwierdził podniesionym głosem.

— Przestańcie! Do jasnej cholery przestańcie! — krzyknął Stefan.

Zapadła cisza. Dopadły mnie wyrzuty sumienia, że dałem się ponieść emocjom. Tylko spokój może nas uratować. Kraft jako główny powód sporu między nami musiał się naprawdę fatalnie czuć. A my kłóciliśmy się o niego jak przedszkolaki. Nasze zachowanie było żałosne, ja tak uważałem i jeżeli Michael zachował choć odrobinę zdrowego rozsądku to one też powinien tak myśleć.

— Mamy spędzić razem kilka dni, a wy wciąż się kłócicie, wyobrażacie sobie co będzie dalej? Bo ja nie. Jeżeli tak ma to wszystko wyglądać to ja chyba zrezygnuje — stwierdził Kraft.

Pierwsze kilka dni mieliśmy spędzić wszyscy razem, trzy kolejne miałem spędzać z każdym z nich osobno. Perspektywa ciągłych kłótni między mną a Michaelem była słaba, Stefan i Manuel pewnie nie mieli ochoty się temu przyglądać, chociaż co do tego drugiego nie mam takiej pewności. Może warto było zmienić plany. Przecież nie musieliśmy trzymać się kurczowo pierwszych założeń. Nie lubię zmieniać zdania, równie bardzo jak nie lubię zmieniać planów — ale ten jeden raz mogę się na to zgodzić.

— Do końca tygodnia zostały 3 dni. Jutro mamy piątek. Może darujemy sobie spędzanie czasu razem i od razu przejdziemy do rzeczy. Do końca tygodnia twój koszmar się skończy, jeżeli będziesz chciał to już więcej nas nie zobaczysz, a może sprawa rozwiążę się sama i w końcu po tych trzech dniach zrozumiemy dlaczego to wszystko ma miejsce — stwierdził Stefan — Wszyscy się ze mną zgadzają? — zapytał.

Manuel kiwnął głową, Hayboeck choć początkowo wyglądał jakby miał powiedzieć, że spędzanie ze mną czasu nie ma sensu też się zgodził. Mi ten pomysł się podobał i chociaż nie chciałem spędzać dnia z Michaelem to nie mogłem się doczekać moich 24 godzin z Kraftim.

— To kto będzie ze mną jutro? — zapytałem.

— O, piątkowy wieczór należy do mnie, zabawimy się na mieście — stwierdził Manuel.

— Więc w sobotę Kraft, a w niedzielę Michael — uzupełniłem nasz plan.

Michael przyglądał mi się w milczeniu cały czas ściskając rękę Stefana. Widocznie postanowił nie komentować kolejności, którą ustaliłem. Na pierwszy rzut oka było widać, że chce już zniknąć.

— To my już sobie pójdziemy, powinieneś iść spać. Jutro czeka cię ciężki dzień — stwierdził Krafti.

Nie zdążyłem nawet się odezwać, bo od razu zniknęli, został ze mną tylko Manuel, który położył dłoń na moim ramieniu i szepnął:

— Widzimy się jutro, czeka mnie wspaniały dzień, ciebie niekoniecznie.

voices in my head // g. schlierenzauerOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz