Wzięłam prysznic, ostrożnie, żeby nie zamoczyć opatrunku. Cała się trzęsłam, nie, nie z zimna, gorąca woda obmywała moje ciało, rozgrzewała je, parzyła, ale było to przyjemne. Stanęłam z głową pod gorącym strumieniem. Uspokój się.
Gdy skończyłam od razu owinęłam się ręcznikiem. W łazience stało duże lustro, nie chciałam na siebie patrzeć, wysuszyłam się najszybciej jak mogłam, cały czas omijając wzrokiem swoje odbicie. Sięgnęłam na półkę po ubrania, ale ich tam nie było. Westchnęłam, znowu zostawiłam je na łóżku. Przechodząc przez pokój czułam się źle, jak zwykle kiedy wilgotną skórę owiewało chłodne powietrze, ten wewnętrzny dyskomfort, jakbym robiła coś niewłaściwego...
Szybko się ubrałam. Usiadłam na łóżku, przestałam tłumić myśli i pozwoliłam im swobodnie przepływać przez mój umysł. "A co jeśli to żart?", "Co jeśli tak naprawdę się ze mnie nabijał?", "Jak powinnam się zachować?", "A jeśli mnie pozna i jednak mu się nie spodobam?", "A co jeśli go rozczaruję? Jak ja mu potem spojrzę w oczy?", "A może zrobił to z litości?" Głupia ja. Jak mogło w ogóle przyjść mi do głowy, że mogę się spodobać komuś takiemu jak on. Głupia, głupia, głupia...ukryłam twarz w dłoniach, wplotłam palce między włosy i mocno je szarpnęłam. Zabolało.
Zsunęłam się na ziemię, kucając kiwałam w przód i w tył, cicho krzycząc w frustracji i ukrywając głowę miedzy łokciami opartymi na kolanach. Oddychałam głęboko, MUSIAŁAM się uspokoić. Nawet jeśli to tylko okrutny żart, planowałam się z nim spotkać, jeśli nie pójdę, do końca życia będę to sobie wypominać. Do końca życia. Więc może niezbyt długo.
Po ataku paniki, znowu wpadłam w odrętwienie. Zbyt spokojna wstałam i szykowałam, by się położyć, ale przerwał mi dziwny szelest. Jedynym źródłem światła była lampka na szafce nocnej, więc dalsza część pokoju wciąż była ukryta w półmroku. Świecąc sobie telefonem powoli podeszłam do drzwi. Bałam się, że tamten dźwięk był tylko wytworem mojej chorej wyobraźni i popadam w paranoję.
Na szczęście okazało się inaczej. Mały, biały prostokącik leżący pod drzwiami odcinał się na tle ciemno czerwonej wykładziny. Podniosłam go. Okazał się być złożoną kartką papieru. Serce od razu zabiło mi szybciej. To mogło być cokolwiek, ale w duszy miałam nadzieję, że to od niego. Bez sensu, przecież rozmawialiśmy kilka godzin wcześniej.
"Przestań się łudzić" pomyślałam i wróciłam do łóżka. Wygodnie oparta, już bez zbytniego entuzjazmu odwinęłam papier.
Znowu się myliłam.
CZYTASZ
Jungkook
FanfictionStandardowy imagine, w którym dziewczyna się tnie. Nic specjalnego. Po drugim rozdziale jest bardziej ogarnięte. Okładkę zrobiła: @to_wcale_nie_ja
