1

67.8K 1.5K 209
                                        


Anastasia

Chodziłam po lesie. Od dawna było już po zachodzie słońca, a mimo to nie czułam zagrożenia. Byłam tak pogrążona w myślach, że niemal nie zwracałam uwagi na to, co działo się wokół mnie. Kochałam zapach lasu — był intensywny, wilgotny, kojący. Według mnie kryło się w nim coś tajemniczego, a jednocześnie niezwykłego.

Przeraziłam się dopiero wtedy, gdy wyszłam na polanę. Nad moją głową rozciągało się niebo, a na nim jaśniał księżyc. Przyciągał mnie do siebie niemal hipnotycznie. Czułam jego światło na skórze i właśnie wtedy moja wilczyca zaczęła budzić się pod nią. Gdy moje nadnaturalne „ja" próbowało przejąć kontrolę, cofnęłam się gwałtownie i skryłam w cieniu.

Chciałam odejść, ale wtedy z lasu wyszedł wilk.

Poruszał się stanowczym krokiem. Był potężny, dobrze zbudowany, ogromny. Jego ciemna sierść niemal stapiała się z nocą, a złote oczy dostrzegłam dopiero po chwili. Beta. Strażnik granic naszej watahy. Zatrzymał się na skraju polany, zmęczony machnął długim jęzorem, aż w końcu opadł na trawę, ciężko dysząc.

Chwilę później zza drzew wyszły jeszcze dwa wilki oraz wampirzyca. Cała trójka przemieniła się, a gdy w jednym z mężczyzn rozpoznałam przyszłego alfę, serce podeszło mi do gardła. Zaczęłam biec.

Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, jak daleko jestem od domu. Stres i adrenalina sprawiały, że nogi miałam jak z waty, a jednocześnie pędziłam, ile sił. Słyszałam ich za sobą. Od razu wiedziałam, jak nikłe mam szanse.

Byłam wilkołaczycą, która nie akceptowała swojego drugiego wcielenia. Nie przemieniałam się, przez co moje zdolności były znacznie słabsze niż u pełnoprawnych zmiennokształtnych.

Musiałam zrobić cokolwiek, by się uratować. Prawda była brutalna — albo umrę schwytana, albo spróbuję się ukryć i zyskam cień nadziei.

Gwałtownie skręciłam i schowałam się za szerokim pniem drzewa. W myślach błagałam o ocalenie, choć nie wierzyłam, że odejdą. Porozumiewali się telepatycznie, a ja byłam niemal pewna, że słyszą moje walące serce. Ich słuch na pewno ich nie zawodził.

Rozdzielili się. Po ściółce niósł się trzask łamanych gałęzi. Ciężki, męski oddech na chwilę zamarł, a do moich nozdrzy dotarł cudowny zapach piżma.

Na moment wszystko inne przestało istnieć. Pozwoliłam, by ten zapach wypełnił moje płuca.

Dopiero chłodny powiew wiatru sprowadził mnie z powrotem do rzeczywistości. Usłyszałam bicie serca kogoś innego — spokojne, miarowe, zupełnie inne niż moje. Zerwałam się i pobiegłam we właściwym kierunku.

Ostatecznie, mimo nienawiści do mojego drugiego wcielenia, przemieniłam się.

Ból był potworny. Każda przemiana wilczycy bez ukochanego była udręką. Przez chwilę musiałam się uspokoić, nie do końca rozumiejąc, co się dzieje. W końcu pozwoliłam mojemu wilczemu „ja" przejąć pełną kontrolę.

Gdy moje ciało zaczęło wracać do ludzkiej postaci, wiedziałam już, że jestem bezpieczna — z dala od alfy i jego ludzi. Szybko sięgnęłam po ubrania ukryte w ogrodzie, ubrałam się i weszłam do domu. Babcia i dziadek czekali na mnie, wyraźnie zaniepokojeni.

— Dziecko! Gdzieś ty była?! — krzyknęła zdenerwowana babcia.

— W lesie... — zaczęłam, po czym urwałam. — Przepraszam.

— Przemieniłaś się — stwierdził dziadek. Skinęłam głową.

— Co się stało?

— Seth wrócił do miasta. Spotkałam go.

Moja Na WiekiOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz