Od kiedy Seth ogłosił wilkokrwistym, że grozi nam wojna nastąpił chaos. Przerażenie rozeszło się, po całym stadzie Srebrnej tarczy. Jak się później okazało w wszystkich z czterech watach ogłoszono zagrożenie. Najbardziej przerażony był alfa Krwistego księżyca, ponieważ ataki ze strony wygnańców nie ustąpiły.
Strach rósł z każdym dniem, w szczególności w ludzkich miastach. Ludzie nie wracali do domu, rodziny składały doniesienia o zaginięciach, ale tylko my wiedzieliśmy co się szykuje. Krwiopijcy chcieli się pożywić na tyle ile mogli, a później w ciężkim stanie ktoś wracał do domu po tygodniu, albo wcale. Wszystko stanęło na głowie. W dodatku okazało się, że John, brat Setha, szkolił wampiry do walki z nami. Joseph był załamany, zresztą Marie, jako jego matka też była. Mojemu przeznaczonemu również nie było łatwo, ciągle był zajęty. Zmiennokształtni ciągle donosili o czymś co zostało zniszczone, o morderstwach kobiet w ciąży i innych przestępstwach. Byliśmy bezradni.
Coraz więcej osób potrzebowało pomocy, po potyczkach z pijawkami. Jednak najgorsze miało dopiero przyjść.
- Ana masz chwilkę czasu?- usłyszałam głos byłej luny i spojrzałam w tamtą stronę.
- A coś się stało?
- Ivan czeka na ciebie na zewnątrz.
Tam gdzie zawsze.
- Oh okej - wstałam i wyszłam na zewnątrz ubierając wcześniej kurtkę.
Udałam się po zapachu w stronę lipy, która straciła liście na rzecz zimy.
Coś mi nie pasowało, dlatego przyspieszyłam kroku i ściągnęłam kaptur, żeby jeszcze lepiej słyszec.
Wyczułam zapach Jennifer oraz jakiegoś innego wilkołaka. O dziwo ten drugi był znajomy. Zmieszany zapach morza z lasem.
Wiedziałam o co chodzi. Miałam kolejną próbę swojej wilczej siły.
Usłyszałam za sobą szelest i odwróciłam się w tamtą stronę. Jennifer wrogo nastawiona, gotowa zrewanżować się za ostatnią walkę, która była trzy dni temu.
Wysunęła pazury i szybkim tempem zaczęła biec w moją stronę. Kiedy miała zamiar zaatakować złapałam jej szyję i przyszpiliłam ją do zmarzniętej ziemi. Huk rozszedł się po całej parceli, a ja wysunęłam pazury wprost w jej skórę. Ryknęłam prosto w jej twarz czując rosnący w niej strach. Podniosłam ją i ponownie przyparłam do śniegu. Mocniej przywarłam dłonią i podnosząc wyrzuciłam jakieś cztery metry dalej. Usłyszałam tylko jak zaskomlała z bólu. Później pokonałam wampira, ale nie było już tak łatwo. Czułam ból w lewym biodrze.
- Musimy to robić tak często? - zapytałam wiedząc, że za mna stoi Ivan, Seth i tajemniczy wilkołak.
- To ci pomaga - odwróciłam się, a widząc Theo, mojego przyjaciela, rzuciłam się mu na szyję.
Ból w lewej części ciała, nie był teraz ważny. Tak bardzo tęskniłam za ponownym spotkaniem z nim, że miałam ochotę płakać kiedy go zobaczyłam. Jednak warczenie ze strony mojego mate było jak ostrzeżenie.
- Co tutaj robisz? Tak bardzo tęskniłam..Ostatnim razem nie mieliśmy czasu na rozmowę.
- Porozmawiamy w gabinecie - usłyszałam niski głos Setha i wiedziałam, że nie był zadowolony.
- Zawołam Reya, żeby mi pomógł zanieść tę dwójkę do szpitala - oznajmił Ivan i odszedł, a my poszliśmy do domu.
Jednak zamiast od razu udać się do pomieszczenia, Seth musiał się mną zająć. Nie był zadowolony z faktu, że coś mi się stało. Jednak kiedu jego palce smarowały moją siną skórę czułam jak zabiera mój ból. Tak, to jedna z umiejętności jaką nauczyłam wilkołaki w naszym okręgu, a potem rozeszła się na całzebranie.
- Przepraszam - powiedział, a ja zmarszczyłam brwi.
- Za co?
- To moja wina, gdyby nie ja nie cierpiałabyś teraz..
CZYTASZ
Moja Na Wieki
Hombres LoboAnastasia musiała zamieszkać z dziadkami chwilę po tym jak jej rodzice zostali wezwani na wojnę z wygnańcami. W tym czasie wraca syn Alfy powiadomiony o sytuacji przejęcia władzy w stadzie. Co jeżeli pewnej nocy Ana nieświadomie przekroczy granicę i...
